"Zgnilizna USA-Izrael jest głębsza niż AIPAC "

grazynarebeca5.blogspot.com 1 godzina temu

Podczas gdy bezkarność Izraela za prowadzenie nieokiełznanej przemocy w USA pęka, zwyczaj polityków do powiązania kariery z Tel Awiwem utrzymuje się w tradycyjnych strukturach władzy, pisze Ramzy Baroud.

Ambasador USA w Izraelu Mike Hukabee podczas obchodów 250. rocznicy Deklaracji Niepodległości USA w Jerozolimie. (Ambasada USA w Jerozolimie. Flickr/CC BY 4.0)

Ramzy Baroud Z Network

Dwaważne wydarzenia dotyczące Stanów Zjednoczonych i Izraela w ostatnich dniach stanowią głębokie przełomowe momenty w historii relacji między tymi dwoma krajami.

Pierwszy incydent miał miejsce 8 lipca, gdy kongresmen USA Ro Khanna (D-CA) i jego delegacja zostali zatrzymani przez uzbrojonych, nielegalnych izraelskich osadników na okupowanym Zachodnim Brzegu.

"Ci bandyci przyjeżdżają z karabinami maszynowymi — M4, amerykańskim karabinem maszynowym — i zatrzymują nas," Khanna w zdumiewającym oświadczeniu. "Blokują drogę. A potem dzwonią do IDF, a IDF jest po ich stronie, a nie po stronie Amerykanów."

Równie szokujące wobec bezpośredniego spotkania kongresmena z surową, bezprawną rzeczywistością okupacji była reakcja ambasadora USA w Izraelu, Mike'a Huckabee. Zamiast bronić wybranego amerykańskiego ustawodawcy, Huckabee odrzucił wstrząsające doświadczenie Khanny jako jedynie "sztuczkę".

Izraelscy osadnicy na ulicy Shuhada w Hebronie, 2010. (ISM Palestine – Flickr/Wikimedia Commons/ CC BY-SA 2.0)

To sprzeciwianie się starym tabu nie ogranicza się jednak do postępowych frakcji. W jeszcze bardziej bezprecedensowym wydarzeniu wydarzeń 15 lipca wiceprezydent USA J.D. Vance wykorzystał występ w programie The Joe Rogan Experience, by wygłosić jedną z najostrzejszych krytyk Izraela, jakie kiedykolwiek wygłosił urzędnik, wysokiego szczebla amerykańskiego urzędnika.

Odpowiadając na rzekomą kampanię wpływu finansowaną przez rząd Izraela, mającą na celu sabotowanie dyplomatycznych działań administracji, wściekły Vance oskarżył "pewne elementy w rządzie izraelskim" o aktywne próby wykoleienia negocjacji pokojowych i manipulowania amerykańską opinią publiczną.

Posunął się choćby do celowania w operatorów wspieranych przez zagraniczną kampanię, mówiąc im wprost: "idźcie do diabła."

Jednak choćby gdy ostra krytyka Izraela sięga szczytu amerykańskiej polityki, głęboki, schizofreniczny rozłam dzieli Waszyngton. Podczas gdy amerykańska opinia publiczna, wpływowe osobowości medialne i politycy z czołowych szczebli otwarcie sprzeciwiają się nieokiełznanej przemocy Izraela, tradycyjne struktury władzy przez cały czas trzymają się tej linii.

Vance na wydarzeniu Turning Point USA w Athens, Georgia, w kwietniu. (Gage Skidmore/ Flickr/ CC BY-SA 2.0)

Jest to wyraźnie widoczne w Kongresie, gdzie politycy establishmentu pozostają zajęci działaniem jako kontrahenci obronni dla Tel Awiwu.

Ustawodawcy cicho forsują uchwalenie Sekcji 219 Ustawy o Autoryzacji Obrony Narodowej (NDAA) na rok fiskalny 2027. Zamiast dystansować USA od trwającej regionalnej rzezi, ta ustawa ma na celu trwałą integrację i synchronizację armii USA i Izraela w ramach wspólnej "Inicjatywy Współpracy Technologicznej Obronnej".

Ta instytucjonalna ślepa plama jest powodem, dla którego cały sojusz zaczyna wyglądać zupełnie śmiesznie.

Tradycyjna teoria polityki zagranicznej postrzega Izrael jako amerykański "niezatapialny lotniskowiec" na Bliskim Wschodzie, który pilnuje regionu w imieniu zachodniej hegemonii. Czy to kiedykolwiek było prawdą, jest wysoce dyskusyjne.

Dziś trwające ludobójstwo w Gazie, nieustanna wojna z Iranem oraz narastająca agresja przeciwko Libanowi i Syrii nie przyniosły Amerykanom żadnej strategicznej wartości. Zamiast tego Stany Zjednoczone zapłaciły ogromne środki finansowe i moralne, by finansować krwawe wojny regionalne, które zakłócają globalną gospodarkę i czynią z Waszyngtonu bezpośredniego, współwinnego partnera w zniszczeniu narodu palestyńskiego.

Mimo to amerykańska administracja przez cały czas oferuje bezwarunkowe wsparcie, z wyjątkiem okazjonalnie wyciekających i wymyślonych "napiętych" rozmów telefonicznych między prezydentem USA Donaldem Trumpem a premierem Izraela Benjaminem Netanjahu. Bez względu na szkody fizyczne, ekonomiczne czy reputacyjne wyrządzone USA, Waszyngton przez cały czas ślepo zmierza ku krawędzi.

Wierzyć, iż ta uległość jest zjawiskiem nowszym, to błędne zrozumienie historii.

Dla wielu fizyczne zatrzymanie kongresmena Khanny przez siły izraelskie przywołuje wspomnienie Rachel Corrie — 23-letniej amerykańskiej działaczki pokojowej, która została brutalnie zmiażdżona na śmierć przez izraelski wojskowy buldożer w Rafah 16 marca 2003 roku, podczas pokojowego osłaniania palestyńskiego domu rodzinnego przed rozbiórką.

W obu przypadkach przekaz z Tel Awiwu był jasny: status amerykański nie zapewnia ochrony.

16 marca 2003 — Rachel Corrie, po prawej z megafonem, bezprzemocowo blokuje izraelskie buldożery przed niszczeniem palestyńskich domów wzdłuż granicy Rafah/Egipt wraz z dziewięcioma innymi wolontariuszami Międzynarodowego Ruchu Solidarności. To zdjęcie pochodzi z wcześniejszego dnia, kiedy izraelskie siły ją zabiły. (Joe Carr/Wikimedia Commons/Chronione prawem autorskim wolnego użytku)

Jednak ta zależność sięga głębiej, zakorzeniona w incydencie z USS Liberty w 1967 roku. Podczas wojny sześciodniowej siły izraelskie przeprowadziły nieustanny, dwugodzinny atak na nieuzbrojony amerykański okręt wywiadowczy, zabijając 34 amerykańskich marynarzy i raniąc 171.

Zamiast domagać się odpowiedzialności, administracja Johnsona zaakceptowała izraelskie usprawiedliwienie "błędu" i ukryła prawdę, by chronić sojusznika. Ustanowiło to wieloletni precedens: Waszyngton miał działać jako polityczna i wojskowa tarcza dla działań Izraela, choćby kosztem amerykańskiego życia.

Uszkodzenia USS Liberty, czerwiec 1967. (Wikimedia Commons, domena publiczna)

Często twierdzi się, iż dominujący wpływ Izraela na amerykańską politykę wynika wyłącznie z finansowej siły jego lobby w Waszyngtonie, szczególnie Amerykańskiego Komitetu ds. Spraw Publicznych Izraela (AIPAC).

Powszechna opinia głosi, iż prawdziwa dominacja AIPAC jako ostatecznego twórcy królestwa rozpoczęła się w 1981 roku, kiedy to stoczył historyczną, zaciekłą walkę o zablokowanie proponowanej przez prezydenta Ronalda Reagana sprzedaży samolotów wczesnego ostrzegania AWACS Arabii Saudyjskiej.

Ale incydent z USS Liberty miał miejsce na długo przed tym, jak lobby zdobyło tak ogromną władzę. Prawda jest taka, iż rząd USA po prostu stracił kontrolę nad stworzeniem, które przez dekady pielęgnował i chronił.

Obwinianie tej zależności wyłącznie od darowizn na kampanię już nie wystarcza: rozkład jest znacznie głębszy. Napędza ją głęboko zakorzeniony strach i niepokój wśród amerykańskich polityków, którzy przez całą karierę uczyli się, iż przetrwanie polityczne wymaga absolutnego posłuszeństwa wobec Tel Awiwu.

Właśnie dlatego ostatnie wypowiedzi Vance'a są tak krytyczne. Dowodzi, iż zbroja absolutnej bezkarności pęka, a język autentycznej, systemowej krytyki Izraela został oficjalnie znormalizowany w głównym nurcie dyskursu politycznego.

Dr Ramzy Baroud jest szeroko publikowanym i tłumaczonym autorem, międzynarodowo syndykowanym felietonistą oraz redaktorem The Palestine Chronicle. Jego najnowsza książka to The Last Earth: A Palestinian Story (Pluto Press, 2018). Uzyskał doktorat z palestyńskich studiów na Uniwersytecie w Exeter (2015) i był niezależnym stypendystą w Orfalea Center for Global and International Studies na UCSB. Odwiedź jego stronę internetową.

____
https://scheerpost.com/2026/07/30/us-israel-rot-is-deeper-than-aipac/


Przetlumaczono przez translator Google

zrodlo:https://stateofthenation.info/

Idź do oryginalnego materiału