Zełenski uhonorował UPA. Dworczyk: to była gra na „efekt flagi”

dzienniknarodowy.pl 2 godzin temu
Zdjęcie: Zełenski uhonorował UPA. Dworczyk: to była gra na „efekt flagi”


Michał Dworczyk uważa, iż nadanie ukraińskiej jednostce wojskowej imienia „Bohaterów UPA” było błędem samego Wołodymyra Zełenskiego. Były szef Kancelarii Prezesa Rady Ministrów przekonuje, iż prezydent Ukrainy chciał przykryć kłopoty wewnętrzne sporem z Polską, ale gwałtownie stracił nad tą rachubą kontrolę. Ocena polityka pada w chwili, gdy relacje Warszawy i Kijowa przechodzą jeden z najpoważniejszych kryzysów od lat.

„Efekt flagi”, czyli polityka wewnętrzna

Michał Dworczyk odniósł się do sprawy w programie „Bez Doktryny”, w rozmowie z Markiem Magierowskim. Jego zdaniem posunięcia Zełenskiego wynikają dziś przede wszystkim z sytuacji wewnętrznej na Ukrainie, a nie z chłodnej kalkulacji wobec Warszawy. Prezydent miał liczyć na „efekt flagi”, czyli zjednoczenie społeczeństwa wokół zewnętrznego napięcia. Jak ocenił były minister, na swoje problemy wewnętrzne Zełenski próbował nałożyć konflikt z Polską. „Udało mu się, ale chyba na dużo krócej niż oczekiwał”, dodał Dworczyk. Uderzył też w skutek uboczny całej awantury. Z przekąsem stwierdził, iż nikt w Europie nie zrobił tyle, co ukraiński prezydent, dla rozpropagowania prawdziwej historii UPA.

Jednostka imienia „Bohaterów UPA”

Cała sprawa zaczęła się 27 maja 2026 roku. Z okazji dziesiątej rocznicy powstania ukraińskich Wojsk Operacji Specjalnych prezydent nadał jednej z elitarnych jednostek honorową nazwę „Bohaterów UPA”. Dla ukraińskiej narracji historycznej Ukraińska Powstańcza Armia pozostaje formacją niepodległościową. Dla Polski to nazwa nierozerwalnie związana z ludobójstwem na Kresach. Właśnie ta rozbieżność sprawiła, iż decyzja Kijowa odbiła się w kraju szerokim echem i uruchomiła reakcję łańcuchową.

Order odesłany do Warszawy

Odpowiedź prezydenta Karola Nawrockiego była twarda. Polski przywódca zdecydował o odebraniu Zełenskiemu Orderu Orła Białego, najwyższego polskiego odznaczenia. Ukraiński prezydent order odesłał, a część urzędników w Kijowie zrzekła się w geście solidarności polskich odznaczeń. Szef ukraińskiej dyplomacji Andrij Sybiha ocenił, iż była to strategiczna pomyłka Nawrockiego, na której skorzysta jedynie Rosja. Spór z poziomu historycznej dyskusji przeniósł się więc wprost na grunt dyplomatyczny.

Niezabliźniona rana Wołynia

Aby zrozumieć siłę polskiej reakcji, trzeba cofnąć się do lata 1943 roku. 11 lipca tamtego roku, w dniu nazwanym później „krwawą niedzielą”, oddziały UPA uderzyły jednocześnie na blisko sto polskich wsi i osad na Wołyniu. Historycy Instytutu Pamięci Narodowej liczbę polskich ofiar całej rzezi szacują na około sto tysięcy osób, w większości cywilów. Od lat powracającym postulatem Warszawy pozostaje zgoda Kijowa na godne ekshumacje i pochówki tych ofiar. Pierwsze takie prace ruszyły dopiero niedawno, dlatego honorowanie formacji odpowiedzialnej za zbrodnię odczytano nad Wisłą jako gest w złą stronę. Dla milionów Polaków, których przodkowie zginęli albo uciekli z Kresów, gloryfikacja UPA nie jest tematem do negocjacji. To fundament pamięci narodowej.

Kto zyskuje na sporze

Dworczyk zaznaczył, iż bieżąca kooperacja gospodarcza polskich i ukraińskich firm na razie nie ucierpiała. Ostrzegł jednak przed kosztami przeciągającego się kryzysu. Tu tkwi realny problem dla polskiej racji stanu. Twarda obrona prawdy o Wołyniu jest obowiązkiem, ale każde pęknięcie na linii Warszawa-Kijów osłabia wschodnią flankę wobec rosyjskiego zagrożenia. jeżeli gest Zełenskiego rzeczywiście był grą pod publiczkę, to komu ostatecznie ma służyć rozłam między sąsiadami, których losy związała ta sama wojna?

Źródło: WP Wiadomości

Idź do oryginalnego materiału