Donald Trump przyjął we wtorek w Białym Domu Wołodymyra Zełenskiego i Benjamina Netanjahu. Rozmowy były osobne, ale ich polityczny sens jest wspólny: Ameryka znów ustawia rytm spraw, od których zależą wojna na Ukrainie, Bliski Wschód i bezpieczeństwo sojuszników. Dla Polski to przypomnienie, iż w polityce międzynarodowej liczy się sprawczość, nie dobre intencje.
Dwa spotkania w Gabinecie Owalnym
We wtorek, 28 lipca, Donald Trump spotkał się w Białym Domu z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim oraz premierem Izraela Benjaminem Netanjahu. Rozmowy odbyły się osobno. Rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt oceniła je jako pozytywne i produktywne, a sam Trump miał pisać o bardzo dobrym przebiegu spotkań.
W przypadku Zełenskiego najważniejszym tematem była pomoc wojskowa. Według relacji mediów ukraiński prezydent mówił po spotkaniu o licencjach na produkcję pocisków przechwytujących do systemów Patriot oraz o innych rozwiązaniach wzmacniających obronę powietrzną Ukrainy. Pojawił się też wątek dyplomacji i próby ożywienia rozmów wokół zakończenia wojny.
To jest techniczny szczegół z odległego Waszyngtonu tylko na papierze. Patrioty i amunicja do nich są dziś jedną z realnych barier przed rosyjskimi rakietami. o ile Kijów ma bronić miast, elektrowni i infrastruktury, same wyrzutnie nie wystarczą. Potrzebny jest stały dopływ pocisków. Licencja produkcyjna oznaczałaby krok w stronę większej odporności, choć szczegóły takich uzgodnień nie zostały publicznie ujawnione.
Ukraina potrzebuje produkcji, nie samych deklaracji
Wojna na Ukrainie pokazała słabość Zachodu w sposób brutalny. Przez lata polityczne elity lubiły mówić o wartościach, a zaniedbywały fabryki, zapasy amunicji i przemysł obronny. Rosja prowadzi wojnę na wyczerpanie. Odpowiedzią nie może być konferencja prasowa ani kolejny komunikat o solidarności.
Dlatego rozmowa o Patriotach ma znaczenie szersze niż sama relacja Trumpa z Zełenskim. Chodzi o pytanie, czy państwa zagrożone rosyjskim imperializmem będą wyłącznie odbiorcami cudzych decyzji, czy zbudują zdolność do długiego oporu. W tym sensie interes Ukrainy i interes Polski nie są identyczne, ale w jednym punkcie się spotykają: im dalej rosyjska presja jest wiązana od naszych granic, tym więcej czasu ma Warszawa na wzmacnianie własnej obrony.
Polska musi wyciągnąć z tego własną lekcję. Każda wielka umowa zbrojeniowa powinna oznaczać zakup gotowego sprzętu, serwis, produkcję, transfer kompetencji i miejsca pracy w polskim przemyśle. Suwerenność militarna zaczyna się w magazynach, halach produkcyjnych i decyzjach podejmowanych na czas.
Netanjahu i cień Iranu
Drugim rozmówcą Trumpa był Benjamin Netanjahu. Jego wizyta w Waszyngtonie wpisuje się w napięcia wokół Iranu, Libanu, Gazy oraz szerszej architektury bezpieczeństwa na Bliskim Wschodzie. Amerykańskie media informowały, iż spotkanie z izraelskim premierem trwało około półtorej godziny i dotyczyło spraw strategicznych, w tym Iranu oraz dyplomacji regionalnej.
Izrael pozostaje najważniejszym sojusznikiem USA na Bliskim Wschodzie, ale relacje Trumpa z Netanjahu nie są wolne od tarć. To także pokazuje prawdziwą naturę polityki. Sojusz nie jest sentymentem. Jest rachunkiem interesów, siły, presji wewnętrznej i umiejętności działania wtedy, gdy przeciwnik sprawdza granice.
Dla Polski wniosek jest prosty. Państwa, które chcą być traktowane poważnie, muszą mieć własne instrumenty. Dyplomację wspiera armia. Armię wspiera przemysł. Przemysł wspiera państwo, które wie, czego chce.
Ameryka ustawia tempo
Jednego dnia w Białym Domu pojawili się przywódcy dwóch państw, wokół których ogniskują się dwa wielkie kryzysy międzynarodowe. Ukraina walczy z rosyjską agresją. Izrael działa w regionie, w którym konflikt z Iranem może w każdej chwili rozszerzyć się na kolejne państwa. Trump wykorzystał ten moment, by pokazać, iż Waszyngton pozostaje miejscem, gdzie zapadają decyzje o realnym ciężarze.
Można się tym zachwycać albo oburzać. Lepiej po prostu rozumieć mechanizm. W polityce światowej próżnię wypełnia ten, kto ma pieniądze, broń, technologię i wolę użycia wpływu. Europa przez lata chciała być moralnym arbitrem, a zbyt często nie potrafiła być podmiotem. Dla Polski to ostrzeżenie przed marzeniem o bezpieczeństwie powierzonym cudzym deklaracjom.
Jeżeli rozmowy Trumpa z Zełenskim i Netanjahu mają wspólny mianownik, jest nim twarda hierarchia spraw: broń, produkcja, presja, układy regionalne. Polska prawica powinna patrzeć na to bez złudzeń. Sojusze są potrzebne. Ale sojusz działa najlepiej wtedy, gdy państwo ma własną siłę i własny plan.
Źródło: WP Wiadomości












