Zełenski i Kosowo. Flaga „Wolna Ukraina” zniknęła z Prisztiny

dzienniknarodowy.pl 2 godzin temu
Zdjęcie: Zełenski i Kosowo. Flaga „Wolna Ukraina” zniknęła z Prisztiny


Władze Prisztiny zdjęły z centrum miasta wielką flagę z napisem „Wolna Ukraina”. To reakcja na słowa Wołodymyra Zełenskiego w Belgradzie, gdzie prezydent Ukrainy podtrzymał stanowisko Kijowa w sprawie nieuznawania Kosowa. Bałkański spór pokazuje, iż w polityce międzynarodowej solidarność bez wzajemności gwałtownie zderza się z rachunkiem interesów.

Prisztina odpowiada gestem

W centrum Prisztiny zniknęła wielka flaga z napisem „Wolna Ukraina”, która po rosyjskiej agresji była znakiem solidarności Kosowa z walczącą Ukrainą. Jak podała kosowska Koha Ditore, decyzja zapadła po wypowiedzi Wołodymyra Zełenskiego dotyczącej braku uznania niepodległości Kosowa przez Kijów. Burmistrz Prisztiny Përparim Rama przekazał, iż państwowość Kosowa musi być szanowana, a stolica reaguje, gdy ten szacunek zostaje naruszony.

Rama podkreślił zarazem, iż Kosowo przez cały czas solidaryzuje się z narodami dotkniętymi wojną, przemocą i prześladowaniami. To ważne dopowiedzenie. Prisztina nie odcięła się od cierpienia Ukraińców. Zareagowała na polityczny sygnał, który odebrała jako lekceważenie własnej państwowości i własnej ofiary.

Belgrad, Serbia i rachunek Kijowa

Zelenski mówił o Kosowie podczas wizyty w Belgradzie. Serwis Mezha relacjonował, iż prezydent Ukrainy potwierdził niezmienione stanowisko Kijowa: Ukraina szanuje integralność terytorialną Serbii i nie uznaje jednostronnej deklaracji niepodległości Kosowa. To stanowisko nie jest nowe, ale wypowiedziane w stolicy Serbii nabrało ciężaru politycznego.

Według Al Jazeera i Reutersa wizyta Zełenskiego była jego pierwszą oficjalną wizytą w Serbii od objęcia urzędu w 2019 r. Belgrad i Kijów zapowiedziały zacieśnienie współpracy gospodarczej oraz prace nad umową o wolnym handlu. Serbia podtrzymuje poparcie dla integralności terytorialnej Ukrainy, choć jednocześnie odmawia przyłączenia się do sankcji wobec Rosji.

Tu właśnie widać całą brutalną szkołę polityki. Ukraina, walcząca z rosyjską agresją, potrzebuje partnerów i szuka pola do rozmowy choćby z państwem utrzymującym bliskie relacje z Moskwą. Serbia broni własnej narracji o Kosowie. Prisztina odpowiada własnym symbolem. Każdy pilnuje swojego interesu.

Lekcja dla Polski: sympatia nie zastąpi wzajemności

Dla Polski ta historia nie jest egzotyczną kłótnią na Bałkanach. Od 2022 r. Polska poniosła ogromny ciężar pomocy Ukrainie, przyjęła miliony ludzi uciekających przed wojną i utrzymywała polityczną presję na Zachód w sprawie wsparcia dla Kijowa. Równocześnie coraz mocniej wraca pytanie, czy relacje z Ukrainą są budowane na wzajemności, czy tylko na jednostronnym moralnym obowiązku Warszawy.

Na DN pisaliśmy już, iż relacje z Ukrainą muszą opierać się na wzajemności. To samo widać dziś w reakcji Kosowa. Naród może współczuć innemu narodowi i pomagać mu w godzinie próby, ale państwo nie ma prawa zapominać o własnej godności, własnej historii i własnym bezpieczeństwie.

Nie chodzi o odwracanie się od Ukrainy, gdy ta przez cały czas odpiera rosyjską agresję. Chodzi o dojrzałość. Polska prawica musi umieć powiedzieć jasno: pomoc dla Kijowa ma sens, gdy wzmacnia bezpieczeństwo Polski i gdy druga strona rozumie, iż polska pamięć, polskie koszty i polski interes nie są dodatkiem do cudzej polityki.

Bałkany pokazują słabość moralnych skrótów

Kosowo ogłosiło niepodległość w 2008 r., ale do dziś pozostaje państwem częściowo uznawanym. Serbia uważa je za część swojego terytorium. Ukraina, broniąc własnej sprawy Krymu i integralności terytorialnej, nie chce tworzyć precedensu, który mogłaby uznać za niebezpieczny dla siebie. Prisztina odpowiada: wspieraliśmy was, a wy nie szanujecie naszego prawa do istnienia jako państwo.

Obie strony mówią językiem suwerenności. I właśnie dlatego spór jest tak pouczający. Międzynarodowa polityka nie działa według prostych haseł z konferencji prasowych. Narody pamiętają własne rany. Państwa liczą konsekwencje. Sojusze, choćby te oparte na realnej solidarności, wymagają wzajemnego uznania granic, interesów i wrażliwości.

W tle pozostaje wojna na Ukrainie i rosyjska presja na region. DN opisywał niedawno, iż Ukraina pozostaje pod ostrzałem rakietowym, a samo wsparcie sprzętowe nie rozwiązuje wszystkich problemów bezpieczeństwa. Tym bardziej Polska musi prowadzić politykę twardą i rozumną: antyrosyjską tam, gdzie trzeba, ale zawsze propolską.

Suwerenność zaczyna się od własnej miary

Zdjęcie flagi w Prisztinie to gest symboliczny, ale symbole w dyplomacji bywają językiem ostrzejszym niż komunikaty. Kosowo przypomniało, iż nie chce być tylko życzliwym zapleczem cudzej sprawy. Chce uznania własnej.

Polska powinna patrzeć na to bez naiwności. W polityce liczy się wdzięczność, ale jeszcze bardziej liczy się interes narodowy. Pomagać można. Trzeba jednak wymagać szacunku, wzajemności i jasnego rachunku korzyści dla bezpieczeństwa Polaków. Kto o tym zapomina, ten zamienia politykę państwową w gest bez pokrycia.

Źródło: Koha Ditore, Gazeta Express, Al Jazeera/Reuters, Mezha.

Idź do oryginalnego materiału