Wołodymyr Zełenski 15 sierpnia pogratulował Polsce w 106. rocznicę Bitwy Warszawskiej i z okazji Święta Wojska Polskiego. Przypomniał udział ukraińskich żołnierzy w obronie Warszawy i walkę z Moskwą. Dla Polski to dobry gest, ale nie zastępuje twardej rozmowy o pamięci, bezpieczeństwie i interesie narodowym.
Gest z Kijowa w polskie święto
Wołodymyr Zełenski 15 sierpnia pogratulował Polsce w 106. rocznicę Bitwy Warszawskiej i z okazji Święta Wojska Polskiego. Przypomniał udział ukraińskich żołnierzy w obronie Warszawy i walkę z Moskwą. Dla Polski to dobry gest, ale nie zastępuje twardej rozmowy o pamięci, bezpieczeństwie i interesie narodowym.
Prezydent Ukrainy napisał w serwisie X, iż Polska i Ukraina wspólnym wysiłkiem powstrzymały bolszewicką ofensywę. Według relacji mediów, Zełenski wskazał także, iż również dziś Moskwa musi ponieść porażkę, a wspólne wysiłki narodów mają znaczenie dla przyszłości Ukrainy i jej sąsiadów. Ten ton jest zrozumiały. Rosyjski imperializm pozostaje realnym zagrożeniem dla naszego regionu.
Nie wolno jednak mylić dobrego gestu dyplomatycznego z gotową odpowiedzią na wszystkie polskie pytania. Polska prawica powinna oceniać takie wystąpienia chłodno: podziękować za uznanie polskiej roli, odnotować wspólnotę interesu przeciw Moskwie, a jednocześnie pilnować, by polska pamięć, polskie bezpieczeństwo i polski portfel nie zostały przykryte samym językiem solidarności.
Bitwa Warszawska nie jest cudzą własnością
15 sierpnia Polska obchodzi Święto Wojska Polskiego i rocznicę zwycięstwa z 1920 roku. Jak przypomina program obchodów MON, tegoroczne uroczystości obejmowały mszę św. za Ojczyznę, uroczystości pamięci, defiladę na Wisłostradzie i wydarzenia w Ossowie oraz Radzyminie. To nie jest zwykły kalendarz państwowy. To rdzeń polskiej pamięci o narodzie, który w decydującym momencie sam wziął odpowiedzialność za swoje istnienie.
W tym sensie słowa Zełenskiego mają znaczenie, bo przypominają fakt często pomijany w publicznej narracji: po stronie Rzeczypospolitej walczyły także oddziały Ukraińskiej Republiki Ludowej. Polsat News przytoczył wpis, w którym Zełenski mówił o tym, iż 106 lat temu ukraińscy żołnierze pomogli obrońcom Polski w obronie Warszawy i powstrzymaniu marszu bolszewizmu na zachód. To jest element historii. Trzeba go znać.
Ale Bitwa Warszawska pozostaje przede wszystkim polskim zwycięstwem, okupionym polską mobilizacją, polską krwią, pracą państwa, wojska, społeczeństwa i Kościoła. Każdy sojusznik zasługuje na pamięć. Żaden sojusznik nie może przejąć głównego sensu tamtej lekcji. A lekcja brzmi prosto: naród, który chce przetrwać, musi mieć własną armię, własne dowodzenie i własną politykę.
Solidarność musi mieć warunki
Zełenski odwołał się do walki z Moskwą. To trafia w realny interes Polski, bo rozbita, agresywna Rosja oznacza mniejszą presję na naszą granicę, nasze wojsko i nasze bezpieczeństwo. Dlatego wspieranie odporności Ukrainy przeciw rosyjskiemu imperializmowi może być elementem polskiego realizmu. Nie sentymentu. Realizmu.
Tyle iż realizm narodowy nie polega na wystawianiu blankietowego czeku. O tym, iż Kijów musi usłyszeć twarde warunki, pisaliśmy już przy okazji zapowiadanych działań PR strony ukraińskiej w Polsce. Każda pomoc, każdy gest, każde polityczne porozumienie musi być mierzone polskim interesem: bezpieczeństwem granicy, prawami Polaków, uczciwą polityką pamięci, obciążeniami budżetu i miejscem polskiego rolnika oraz przedsiębiorcy.
Szczególnie pamięć historyczna wymaga od Warszawy konsekwencji. Polska może prowadzić wspólną politykę przeciw Moskwie, ale nie ma obowiązku milczeć o sprawach bolesnych. Kiedy pojawiają się decyzje dotyczące postaci związanych z tradycją OUN, trzeba jasno przypominać, iż Polska musi pamiętać o OUN. Partnerstwo bez prawdy gwałtownie staje się dekoracją.
Polska ma dziękować i wymagać
Wystąpienie Zełenskiego pokazuje, iż Kijów rozumie wagę polskiego święta i polskiej symboliki roku 1920. To dobrze. W polityce międzynarodowej gesty też pracują. Lepiej, gdy prezydent Ukrainy mówi o polskim zwycięstwie nad bolszewikami, niż gdy zachodnie salony próbują rozmywać rolę narodów Europy Środkowej w zatrzymywaniu imperiów.
Jednocześnie polska odpowiedź powinna być dorosła. Dziękujemy za pamięć, ale pamiętamy o własnych rachunkach. Współpracujemy przeciw rosyjskiej presji, ale nie oddajemy Kijowowi prawa do pisania polskiej historii. Pomagamy tam, gdzie wzmacnia to nasze bezpieczeństwo, ale nie godzimy się na politykę, w której koszty ponosi polski obywatel, a decyzje zapadają poza realną kontrolą Warszawy.
Stawka dla Polaków jest jasna. Chodzi o to, by wojna na Ukrainie nie stała się pretekstem do osłabienia polskiej podmiotowości, ale impulsem do odbudowy polskiej siły. Granica, armia, przemysł, pamięć i dyplomacja muszą pracować razem. Przyjaźń między państwami ma sens wtedy, gdy oba narody wiedzą, kim są i czego pilnują.
Zełenski wykonał gest potrzebny i politycznie czytelny. Polska powinna odpowiedzieć z klasą, ale bez naiwności. Rok 1920 uczy, iż Moskwę powstrzymuje się siłą, wolą i sojuszami zawieranymi z pozycji własnej podmiotowości. Właśnie takiej polityki potrzebuje dziś Warszawa.
Źródło: Wołodymyr Zełenski w serwisie X, Bankier.pl, Polsat News, Ministerstwo Obrony Narodowej.
Źródło: Bankier.pl












