
Ukrainiec zbiegły na Węgry miał ujawnić, iż jego kraj finansował kampanię opozycyjnej węgierskiej partii Tisza. W oparciu o tę historię internauci - także w Polsce - piszą o "kolejnej próbie wpływania na wybory w UE". Tylko iż akurat ta historia, zresztą wątpliwa, może być dowodem na ingerencję w wybory na Węgrzech przez zupełnie inny kraj.