Punktem wyjścia stało się styczniowe posiedzenie Rady Miasta Zamość, w czasie którego radna Agnieszka Klimczuk (Koalicja Obywatelska) publicznie krytykowała sposób zimowego utrzymania miasta, przekazując krytyczne uwagi mieszkańców (zajmował się tym Zakład Usług Komunalnych w Zamościu, ale nie dawał sobie rady, dlatego z pomocą spółce-córce ruszył PGK – przyp. red.).Radna pod presjąPo sesji radna poinformowała w mediach społecznościowych, iż zaczęła otrzymywać od prezesa PGK Franciszka Josika zdjęcia... swojej posesji. – Bez żadnego sensownego komentarza. Jak miałam to odebrać? Nie wiem. Poczułam się nagabywana, zaszczuwana, pod presją, abym przestała krytykować, »wiem, gdzie mieszkasz« – mówi na zamieszczonym filmiku radna, pytając czy takie działania mają stać się standardem w mieście.Według niej, pewne granice w życiu publicznym nie mogą być przekraczane, dlatego sprawa została przez nią zgłoszona „odpowiednim organom ścigania” w kierunku wywierania wpływu na czynności radnej. PRZECZYTAJ TEŻ: Kreuzberg Kraft Kebap wchodzi do Biłgoraja. Filip Chajzer ogłosił otwarcie– Czy krytyka działań spółek komunalnych powinna skutkować prywatnymi wiadomościami ze zdjęciami czyjegoś domu? Myślałam, iż epoka inwigilacji już minęła. Czy tak wygląda standard reagowania na pytania radnych? – pytała 29 stycznia radna.Agnieszka Klimczuk zaznaczyła, iż krytyka władz i miejskich spółek jest elementem kontroli publicznej i iż mandat radnej będzie sprawowała dalej, „odpowiedzialnie i bez strachu”.Zdjęcia zdjęciami, ale prezes PGK pojawił się też osobiście na posesji radnej. Z łopatą.Prezes dżentelmenFranciszek Josik potwierdził ten fakt podczas zorganizowanej 30 stycznia przed zamojskim Ratuszem konferencji prasowej. Prezes stanowczo zaprzeczył oskarżeniom o nagabywanie czy naruszenie prywatności. Jak tłumaczył, utrzymuje kontakt z radnymi, szczególnie w sytuacjach, gdy pojawiają się sygnały o problemach w terenie. Po krytyce wygłoszonej na sesji przez radną Klimczuk, miał udać się na os. Karolówka, gdzie mieszka radna, by sprawdzić sytuację na miejscu. – Pojechałem skonfrontować to, co zostało powiedziane na sesji. Zrobiłem zdjęcie zza płotu, pokazujące, iż jej posesja również nie była odśnieżona, i wysłałem je pani radnej – wyjaśniał Josik.Prezes podkreślał, iż nie publikował zdjęć publicznie, a ich przekazanie miało charakter prywatny. Dodał również, iż po korespondencji SMS-owej i zaproszeniu ze strony radnej, przyjechał następnego dnia i odśnieżył jej wjazd, traktując to jako gest dobrej woli. PRZECZYTAJ: Zamość dostał kasę na renowację zamojskich podcieni. Nad Pałacem Zamoyskich wciąż "pracuje"– Zachowałem się jak dżentelmen. o ile gdzieś jest zło, należy odpłacać dobrem – mówił Josik.Prezes PGK utrzymuje, iż padł ofiarą nieporozumienia i nadinterpretacji jego intencji. Podkreśla, iż został na posesję radnej zaproszony. Agnieszka Klimczuk przyznaje, iż po otrzymaniu od Franciszka Josika zdjęć swojej posesji myślała, iż prezes stoi pod jej domem, więc go zaprosiła, ale „nie pojawił się, nic nie wyjaśnił i nie odpisał”. Nie miała pojęcia, iż na drugi dzień prezes pojawi się z łopatą pod jej domem. choćby pies mu podobno nie przeszkodził… – o ile pani Agnieszka Klimczuk uważa, iż niedokładnie odśnieżyłem, proszę przysłać SMS. Pojadę jeszcze raz i dokończę to odśnieżanie – zaproponował na konferencji prezes.W nawiązaniu do zimowego utrzymaniu dróg w mieście podał, iż os. Karolówka znajduje się w VI standardzie odśnieżania, a to oznacza, iż tamtejsze ulice nie są objęte natychmiastowymi interwencjami.PRZECZYTAJ: Franciszek Josik o sytuacji w PGK Zamość i „zmowie oferentów”Policja zbadaRadna odpowiedziała kolejnym filmikiem. – jeżeli pan prezes PGK Franciszek Josik naprawdę chce pomóc i być dżentelmenem, to niech nie straszy ludzi, niech nie szkaluje i nie inwigiluje! Pomoc zaczyna się od kultury: dzwoni się do drzwi, zapowiada wizytę, rozmawia. Moja mama jest w domu, ja odbieram telefon – kontakt jest możliwy. A jeżeli komuś naprawdę zależy na dobru wspólnym, to na Starówce czekają zasypane miejsca parkingowe dla osób z niepełnosprawnościami. Tam pomoc jest naprawdę potrzebna – przekazała radna.W rozmowie z Kroniką Tygodnia potwierdziła, iż nie zamierza ustąpić. – Nie można przekraczać granic czyjejś prywatności – powiedziała nam radna. – Czuję się z tym wszystkim źle: zaszczuta, ośmieszona, zgnębiona. Boję się, czy ktoś mi do okna nie zagląda.Według niej prezes PGK, który kilka miesięcy temu mówił o wychłostaniu jej łydek pokrzywami, tym razem się zagalopował. Zima trochę odpuściła, radna nie zamierza odpuszczać. Chce, żeby sprawę dokładnie zbadała policja.