Po masowym przekroczeniu granic Ceuty i Melilli doszło do zamieszek, włamań do domów oraz podpaleń samochodów, podał niemiecki tygodnik „Junge Freiheit”. Hiszpania skierowała do enklaw wojsko, a część sklepów zamknięto z obawy przed grabieżami.
Porządek publiczny załamał się pod presją
Według „Junge Freiheit” po masowym napływie migrantów do Ceuty i Melilli doszło do zamieszek, włamań do domów i podpaleń samochodów. Część przedsiębiorców miała zamknąć sklepy z obawy przed grabieżami. Hiszpańskie władze skierowały do enklaw wojsko.
Dostępne źródło nie podaje pełnego bilansu szkód ani liczby zatrzymanych. Nie wolno zatem rozszerzać odpowiedzialności za konkretne przestępstwa na wszystkich przybyłych. Równie nieuczciwe byłoby przemilczanie krzywdy mieszkańców i udawanie, iż utrata kontroli nad granicą nie ma bezpośrednich skutków dla bezpieczeństwa.
Państwo ma obowiązek chronić mieszkańców
Właściciel sklepu, rodzina we własnym domu i przechodzień na ulicy mają prawo oczekiwać skutecznej ochrony. To pierwsze zadanie państwa. Pomoc humanitarna dla potrzebujących nie może oznaczać tolerowania przemocy, włamań czy niszczenia cudzej własności.
Skierowanie wojska jest przyznaniem, iż zwykłe siły porządkowe nie wystarczały. Działania muszą być proporcjonalne, zgodne z prawem i nastawione na przywrócenie bezpieczeństwa, a sprawcy przestępstw powinni odpowiadać indywidualnie.
Ostrzeżenie dla całej Europy
Ceuta i Melilla są zewnętrzną granicą Unii. Jej załamanie nie jest lokalną ciekawostką, ale problemem całego obszaru swobodnego przepływu. Polska powinna wyciągnąć jasny wniosek: kontrola granic, gotowość służb i szybka ochrona ludności są warunkiem wolności. Bez porządku prawnego koszty chaosu zawsze spadają na zwykłych obywateli.
Źródło: Junge Freiheit












