– Ostatnie dni pokazały, kto chce debaty na argumenty, a kto żywi się złymi emocjami – napisał Paweł Szefernaker. Czy człowiek prezydenta zdobył się na zaskakującą, acz wzruszającą samokrytykę? – Mamy prawo się spierać. Ale ostatnie dni pokazały, kto chce debaty na argumenty, a kto żywi się złymi emocjami. Ta agresja wraca zawsze wtedy, gdy kończą się argumenty i trzeba przykryć realne problemy Polaków. Ci, którzy to nakręcają, drogo za to politycznie zapłacą – napisał w sobotnie przedpołudnie na platformie X Paweł Szefernaker, szef prezydenckiego gabinetu. W pierwszej chwili aż przecieraliśmy nasze (niewyspane jeszcze o tej porze) oczy ze zdumienia. Czyżby człowiek prezydenta dokonał równie zaskakującej, co wzruszającej, samokrytyki swojego środowiska? Czy usłyszał przemówienia Przemysława Czarnka, kłamstwa płynące z Nowogrodzkiej, antyunijną nagonkę, ataki na Donalda Tuska i rząd, wyzywanie od „Niemców”, ściekowe paski, które wylewają się z TV Republika? Oczywiście gwałtownie przyszło zwątpienie – to po prostu praktyczny przykład taktyki niewiniątek, stosowanej przez PiS. Krzyczeć, grzmieć, wyzywać a potem robić z siebie ofiarę rzekomego hejtu – tę taktykę PiS opanowało do perfekcji. A Szefernaker, choć urzęduje w Pałacu Prezydenckim, to przecież członek partii z Nowogrodzkiej. Tak więc „agresja” i „złe emocje”, o których pisze, to zarzut wobec tych, którzy decyzję prezydenta o