Zakłócenia na froncie. Jak ograniczenia Starlinka i Telegramu wpłyną na armię rosyjską

wiernipolsce1.wordpress.com 1 godzina temu

Łączność i komunikacja, to jedne z najważniejszych narzędzi efektywnych działań wojskowych

Rosyjskie wojska na Ukrainie poniosły dwa ciosy technologiczne: zablokowanie terminali Starlink i ograniczenie dostępu do Telegramu. Jednak pomimo znacznych trudności taktycznych, cały system łączności rosyjskich sił zbrojnych nie został zakłócony.

Na początku lutego władze Ukrainy i SpaceX uzgodniły ograniczenie nieautoryzowanego dostępu armii rosyjskiej do łączności satelitarnej Starlink. Firma zaczęła wyłączać terminale działające w kraju bez rejestracji za pośrednictwem ukraińskiego wojskowego systemu rozpoznania sytuacyjnego DELTA lub cywilnego portalu „Dija”. Terminale były również wyłączane, jeżeli poruszały się z prędkością powyżej 90 km/h, uniemożliwiając użycie Starlinka w dronach szturmowych.

Te działania gwałtownie doprowadziły do masowych doniesień rosyjskich blogerów wojskowych i propagandystów o zakłóceniach w łączności. Twierdzili, iż „wszystkie Starlinki na froncie zostały wyłączone” i „komunikacja została utracona we wszystkich jednostkach rosyjskich sił zbrojnych”.

Jednocześnie armia rosyjska stanęła w obliczu innego problemu. 10 lutego Roskomnadzor ogłosił „ograniczenie” dostępu do Telegramu w Rosji jako karę za „nieprzestrzeganie rosyjskiego prawa” przez komunikator. Władze zignorowały fakt, iż Telegram jest również ważnym kanałem komunikacji dla rosyjskiej armii.

Oficjalnie Kreml twierdzi, iż ani Starlink, ani Telegram nie są używane przez rosyjskie wojsko. Jednak blogerzy prowojenni nazwali to już „strzałem w stopę”.

Starlink

Starlink odgrywa istotną rolę w systemach łączności oraz dowodzenia i kontroli zarówno Rosji, jak i Ukrainy, ale zasadnicza różnica polega na legalności jego użytkowania. Po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji w lutym 2022 roku Kijów zawarł porozumienie z Elonem Muskiem w sprawie dostępu do internetu satelitarnego i oficjalnego dostarczania terminali Starlink.

Umożliwiło to ukraińskim Siłom Zbrojnym zbudowanie kompleksowego systemu łączności opartego na setkach tysięcy urządzeń, z których znaczna liczba została zakupiona i przekazana wojsku przez wolontariuszy. Na froncie terminale Starlink zapewniają sterowanie dronami, zbieranie informacji wywiadowczych i niezawodną komunikację na obszarach pozbawionych bezpiecznych sieci.

Starlink nigdy nie był oficjalnie sprzedawany ani certyfikowany w Rosji. Kreml oświadczył, iż terminale nie są dostarczane i nie mogą być używane w tym kraju. Jednak na początku 2024 roku pojawiły się doniesienia, iż ​​rosyjski personel wojskowy na okupowanych terytoriach nabywał te urządzenia: były one nieoficjalnie importowane z państw trzecich i rejestrowane na fikcyjne osoby.

W związku z tym armia rosyjska mogła nabyć około 500 000 terminali. Służą one do dostępu do internetu wzdłuż linii kontaktowej oraz do przesyłania obrazu z dronów.

Po doniesieniach o korzystaniu przez rosyjskie siły z Starlink, Kijów i SpaceX dyskutowały o tym, jak wyłączyć terminale na terytoriach kontrolowanych przez Moskwę. Ówczesny minister transformacji cyfrowej Ukrainy, Mychajło Fiodorow, ostrzegł jednak, iż takie posunięcie byłoby „katastrofalne” dla samej armii ukraińskiej, ponieważ ukraińskie Siły Zbrojne również posiadały liczne nieoficjalnie aktywowane urządzenia przekazane przez wolontariuszy.

Sytuacja zaostrzyła się pod koniec 2025 roku, kiedy Rosja zaczęła wyposażać drony szturmowe zdolne do atakowania celów oddalonych o 20-80 km za pozycjami Ukrainy w anteny Starlink. Fiodorow, który wówczas został ministrem obrony, ogłosił utworzenie „białej listy” terminali w użyciu, a SpaceX zablokował wszystkie urządzenia nieznajdujące się na tej liście na Ukrainie.

Rosyjscy wojskowi już rozpoczęli poszukiwania sposobów na obejście tej blokady. Próbują aktywować przemycane terminale za pośrednictwem obywateli Ukrainy. Na Telegramie pojawiły się boty oferujące „zdalną aktywację nowych i używanych terminali” powiązanych z ukraińskimi kontami. Założyciel Conflict Intelligence Team, Rusłan Lewiew, również przyznaje, iż rosyjscy wojskowi mogą próbować przeprogramować terminale poprzez podmianę ich numerów seryjnych.

Telegram

Telegram, podobnie jak Starlink, formalnie nie jest oficjalnym środkiem komunikacji rosyjskiego wojska, ale w rzeczywistości pełni dla niego wiele ważnych funkcji. Wiele jednostek posiada własne czaty, służące do przekazywania współrzędnych, spotkań między dowództwem a linią frontu, przesyłania zdjęć i filmów z dronów oraz koordynowania pracy mobilnych grup obrony przeciwlotniczej.

Według prowojennego blogera „Białoruskiego Siłowika”, Telegram służy do centralizacji komunikacji publicznej, a także do prowadzenia zamkniętych regionalnych i międzyresortowych czatów dla dowódców i załóg obrony przeciwlotniczej, gdzie żołnierze niezwłocznie zgłaszają przeloty i ataki dronów.

Armia rosyjska również komunikuje się ze światem zewnętrznym za pośrednictwem komunikatora. Filmy z linii frontu, komentarze żołnierzy oraz materiały filmowe z działań bojowych i następstw ostrzałów są często publikowane w kanałach Telegramu szybciej, niż pojawiają się w oficjalnych raportach. Wojskowi lub ich bliskie źródła przekazują materiały administratorom głównych kanałów, którzy ustalają harmonogram i zapewniają „właściwą” interpretację wydarzeń.

Społeczności wolontariuszy również korzystają z Telegrama do koordynacji działań i gromadzenia funduszy na sprzęt i zaopatrzenie.

Ogólnie rzecz biorąc, Telegram służy jako platforma medialna w tej wojnie, narzędzie logistyczne i mechanizm mobilizacji zasobów, jednocząc front, przestrzeń informacyjną i uczestników cywilnych. Możliwość tworzenia anonimowych kanałów, szybkiego rozpowszechniania treści i dotarcia do szerokiego grona odbiorców bez skomplikowanych filtrów moderacji i cenzury sprawiły, iż Telegram stał się niezastąpiony w tego typu zadaniach.

Jednocześnie Telegram jest również szeroko wykorzystywany wśród cywilów w Rosji – jest to druga najpopularniejszy komunikator w kraju, z około 105 milionami użytkowników miesięcznie. Kreml od dawna spotyka się z narastającymi skargami na administrację serwisu. Formalnie oskarżano go o rozpowszechnianie zakazanych informacji i niewystarczające zwalczanie oszustw, ale w praktyce władze, podobnie jak w przypadku WhatsAppa, są po prostu niezadowolone z istnienia nieuregulowanego kanału komunikacji.

Dlatego w zeszłym roku Rosja uruchomiła narodowy komunikator MAX, po czym Roskomnadzor zaczął konsekwentnie ograniczać działanie swoich zagranicznych konkurentów – najpierw WhatsAppa, a następnie Telegrama – wyraźnie ignorując jego znaczenie dla wojska.

Teraz lobby wojskowe stara się znieść ograniczenia Telegrama, co wywołało debaty publiczne nietypowe dla rosyjskiego życia publicznego. Na przykład Siergiej Mironow, lider prosystemowej partii Sprawiedliwa Rosja, ostro skrytykował blokadę, twierdząc, iż jest to jedyny sposób, w jaki wojskowi mogą komunikować się z bliskimi. Gubernator obwodu biełgorodzkiego Wiaczesław Gładkow ostrzegł, iż spowolnienie Telegrama może utrudnić rozpowszechnianie informacji operacyjnych w regionie przygranicznym.

Na koniec Siergiej Bojarski, przewodniczący Komisji Informatyki Dumy Państwowej, oświadczył, iż Telegram jest w kontakcie z Roskomnadzorem i musi „podjąć szereg kroków” w celu rozwiązania sporu. Zniesienie ograniczeń pod presją wojskową stanowiłoby istotny precedens – pierwsze zniesienie blokady głównego serwisu internetowego od początku wojny. Dlaczego zagranicznego?

Aktywne korzystanie przez armię rosyjską z zagranicznych Starlinków i Telegramów jest w dużej mierze koniecznym środkiem. Obie usługi wypełniły niszę, którą teoretycznie powinna wypełnić własna wojskowa infrastruktura łączności, ale na początku wojny nie istniało w pełni funkcjonalne rozwiązanie.

Rosja od kilkudziesięciu lat pracuje nad rozwojem Zunifikowanego Systemu Kierowania Taktycznego Sozwiezdie-M2 (UTCS) – sieciocentrycznej platformy dla armii. Jej celem jest połączenie dowództw, rozpoznania, artylerii, lotnictwa i dowódców w bezpieczną sieć cyfrową z transmisją danych wywiadowczych w czasie rzeczywistym i wyznaczaniem celów. Projekt ten często porównuje się do amerykańskiego programu Future Combat Systems, który został anulowany w 2009 roku z powodu niezadowalających rezultatów i wysokich kosztów.

UTCS nie został formalnie zamknięty w Rosji, ale pomimo lat rozwoju, testów i kontraktów wartych setki miliardów rubli, system wciąż nie jest w pełni operacyjny. Media wielokrotnie donosiły o problemach dewelopera systemu, koncernu Sozvezdie, z realizacją państwowych kontraktów obronnych, a także o trudnościach technicznych podczas rozwoju i opóźnieniach w dostawach sprzętu elektronicznego.

Z powodu braku w pełni rozwiniętych, wyspecjalizowanych kanałów wymiany informacji, rosyjskie wojsko zaczęło aktywnie korzystać z cywilnych komunikatorów, takich jak WhatsApp i Telegram, na początku wojny. WhatsApp został później porzucony, ponieważ należał do Meta, firmy uznawanej w Rosji za „ekstremistyczną”, a jego używanie uznano za niebezpieczne. Telegram jednak pozostał.

Podobne powody doprowadziły do ​​wykorzystania przez rosyjskie wojsko Starlinka. Rosji brakuje kompleksowej, szeroko dostępnej sieci łączności satelitarnej, która mogłaby być szeroko wykorzystywana na liniach frontu. Formalnie istnieje system łączności satelitarnej Goniec, rozwijany od lat 90. XX wieku, ale jego prędkość transmisji danych (2,4–9,6 kb/s) pozwala jedynie na wysyłanie krótkich wiadomości tekstowych. Sieć Gazprom Space Systems różni się od niskoorbitalnej sieci Starlink tym, iż wykorzystuje satelity geostacjonarne, co skutkuje dużym opóźnieniem sygnału (do 700 ms).

W 2018 roku Roskosmos ogłosił plany stworzenia rosyjskiego odpowiednika Starlink – globalnego systemu satelitarnego „Efir” – z początkową inwestycją wynoszącą około 299 miliardów rubli i wdrożeniem do 2025 roku. Jednak kilka lat później projekt zniknął z programu „Gospodarka cyfrowa”, w ramach którego był finansowany.

Później rząd przedstawił jeszcze bardziej ambitny projekt satelitarny „Sfera”. Jednak w 2024 roku Roskosmos skarżył się na brak środków budżetowych na jego realizację.

W istocie, w tej chwili nie ma alternatywy dla Starlinka, nie tylko w Rosji, ale i na całym świecie. Wszystkie globalne systemy łączności satelitarnej, takie jak międzynarodowy projekt Oneweb czy chiński konkurent Guowang, nie są jeszcze porównywalne ze Starlinkiem pod względem zasięgu, przepustowości, opóźnień sygnału ani szybkości przesyłania danych.

Niemniej jednak, za wcześnie, by mówić o załamaniu się rosyjskiego systemu łączności. Według ekspertów wojskowych ani Starlink, ani Telegram nie stanowią fundamentu całego systemu dowodzenia i kontroli rosyjskich wojsk, choć odgrywają istotną rolę. Armia rosyjska przez cały czas opiera się na tradycyjnych kanałach łączności – sieciach radiowych UKF i KF, radiostacjach wojskowych oraz specjalistycznych systemach transmisji danych. Wykorzystywane są również kanały stacjonarne, w tym światłowody położone na tyłach.

W związku z tym ograniczenia dostępu do Starlinku i spowolnienie Telegramu stwarzają znaczne trudności taktyczne dla jednostek rosyjskich – przede wszystkim pod względem szybkości wymiany danych, koordynacji grup mobilnych i transmisji obrazu z dronów. Nie oznacza to jednak całkowitego załamania się systemu dowodzenia i kontroli. Problem dotyczy raczej ograniczenia użyteczności i wydajności poszczególnych kanałów łączności, a nie paraliżu całej infrastruktury wojskowej.

Autor: Maria Kołomyczenko

Uwaga: Federacja Rosyjska dodała Carnegie Endowment for International Peace do swojej listy „niepożądanych organizacji”. jeżeli znajdujesz się w Rosji, prosimy o nieudostępnianie publicznie linku do tego artykułu.

za:Перебои на фронте. Как ограничения Starlink и Telegram скажутся на российской армии

(wybór i tłum. PZ)

Idź do oryginalnego materiału