Pszczoły mają być kolejnymi ofiarami działań Ministerstwa Klimatu i Środowiska. Resort kierowany przez Paulinę Hennig-Kloskę w ramach Krajowego Planu Odbudowy Zasobów Przyrodniczych dąży do ograniczenia „negatywnego wpływu pszczoły miodnej na populacje dzikich zapylaczy”. Sytuacja jest absurdalna, bo pszczoły to wyjątkowo pożyteczne owady, od których zależy istnienie wielu gatunków roślin i zwierząt, a też w pewnym stopniu samego człowieka. – I w tym momencie zaczyna się zasadniczy problem, bo dotykamy nie tylko przyrody, ale fundamentów bezpieczeństwa żywnościowego – zwraca uwagę w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” dr Paweł Sałek, poseł Prawa i Sprawiedliwości, wiceprzewodniczący sejmowej Komisji Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa. Trudno nie odnieść wrażenia, iż mamy do czynienia z pewnym przesunięciem akcentów. – Jeszcze niedawno pszczelarstwo było symbolem harmonii człowieka z przyrodą, a leśnictwo uchodziło za jeden z filarów gospodarki i modelowy przykład zarządzania zasobami naturalnymi – stwierdza dr Paweł Sałek. Dziś oba te obszary stają się przedmiotem sporów, regulacji i narracji, które nie zawsze sprzyjają ich tradycyjnemu postrzeganiu.