Co mi zostanie z 30 października 2026?
Widok Kaczyńskiego przyciskanego przez tłum do ogrodzenia Trybunału Konstytucyjnego i okrzyki jego przybocznych „Nie napierajcie!” Wbrew retoryce PiS, ta cała sytuacja przerosła prezesa. On nie jest już reżyserem, a co najwyżej jego pomocnikiem.
Zostanie mi też widok agresywnego tłumu w większości 60+, na przemian bluźniącego i śpiewającego religijne pieśni, a na finał Mazurka Dąbrowskiego. Mrożek by tego nie wymyślił.
No i ta przecinana szlifierką bramka do TK. To wszystko mimo woli nasunęło mi skojarzenia z tą tłuszczą, która niedawno rabowała, niszczyła i paliła we Francji. Też niby ze słusznych pobudek.
Prezydent przypomniał sobie czasy, kiedy stał „na bramce”
Ale najbardziej zapadnie mi w pamięć Karol Nawrocki szarpiący się z sędzią Anną Korwin-Piotrowską w miejscu, gdzie niezaproszony nie powinien być. Nie jego chata, mówiąc kolokwialnie. A on, prawdziwy macho, jak czołg przejechał po niepozornej kobiecie.
Degrengolada. Kompletny upadek autorytetu Prezydenta RP, państwa, prawa, demokracji, już o czymś takim jak dobre obyczaje nie mówiąc. No, ale oczekiwanie tego ostatniego po człowieku z taką przeszłością to pewnie naiwność.
Choć to wszystko podobało się bardzo tłumowi pod TK. To też miara, jak upadliśmy jako naród i społeczeństwo.
Zapamiętam też opinie ludzi, których autentycznie szanuję za wiedzę, przeszłość i poglądy. Problem w tym, iż ostatnio nabrali maniery, iż koniecznie muszą komentować wszystko w każdej sytuacji. I to szybko.
Tymczasem to, co się dzieje, przerasta świat, w którym się kształtowali, kształcili, a potem funkcjonowali jako eksperci i autorytety.
Wszystkich przerasta. Wkroczyliśmy na terra incognita. Co było dobre, moralne i adekwatne, dramatycznie przestaje takim być. Testujemy na sobie Darwina.
Dlatego irytująco brzmią niektóre słowa mędrców z belle epoque.
Jak te, iż ruch Anny Korwin-Piotrowskiej i skupionych wokół niej sędziów oddala uzdrowienie sytuacji w TK.
To zapytam: A pozostawianie bez końca Święczkowskiego na czele tej karykatury trybunału przybliżało?
Ale dobrze, jeżeli to było złe, to co mogło być dobre? Trzy lata mieli na recepty, ale niczego nie wymyślili. Za to perfekcyjnie dzielą na łysej głowie włos na czworo, co na cal nie przybliża nas do celu.
Kryzys wokół Trybunału Konstytucyjnego. PiS nie chce resetu
Albo ten powtarzany kłamliwy slogan „Siłowe przejęcie trybunału”. Bo nikt siłą niczego nie przejmował, a policję wezwała potem sędzia Korwin-Piotrowska. Kiedy pod TK gęstniał wrogi tłum, podjudzany przez Kaczyńskiego i jego zadymiarzy.
Spróbujmy więc sobie wyobrazić, co by było, gdyby tej policji nie wezwała. Potraficie?
Czy poza ramy tej wyobraźni wykracza splądrowany trybunał i wywlekana za włosy Anna Korwin-Piotrowska? Pobita, ranna, a może martwa?
Ktoś powie zaraz, iż odleciałem. Na pewno? A czy ktoś sobie wyobrażał przed 6 stycznia 2021, iż po przegranej Trumpa z Bidenem fanatyczna tłuszcza zaatakuje Kapitol i zginą ludzie?
Bawi mnie natomiast „mądra rada”, iż w sprawie TK potrzebny jest reset i kompromis obu stron. Tylko kogo z kim? Przecież Kaczyński, Święczkowski, Nawrocki i cała ta proruska prawica są gotowi podpalić Polskę, żeby utrzymać status quo w trybunalskich zgliszczach.
Nie, nie wiem, co będzie dalej z TK. Nikt chyba nie wie. A uzdrowić może go tylko czas. Ale są warunki, dwa. Koalicja musi wygrać wybory za rok, a wiosną 2030 nie może wygrać Nawrocki. Inaczej będziemy mieli to, co w 2015-23, tylko po dziesięciokroć bardziej.
***
Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „O!Polska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydania

1 godzina temu










