Zacharowa gra Wołyniem. Moskwa próbuje rozgrywać Polskę i Ukrainę

dzienniknarodowy.pl 7 godzin temu
Zdjęcie: Zacharowa gra Wołyniem. Moskwa próbuje rozgrywać Polskę i Ukrainę


Maria Zacharowa, rzeczniczka rosyjskiego MSZ, na najnowszym briefingu zaatakowała Polskę za pomoc Ukrainie wartą ponad 4,5 mld dolarów i wykorzystała spór o upamiętnianie UPA. To próba wbicia klina między Warszawę a Kijów. Polska powinna odpowiedzieć twardą polityką pamięci, nie rosyjskim scenariuszem.

Rosyjska propaganda uderza w polską pamięć

Jak podała WP Wiadomości, Maria Zacharowa stwierdziła podczas briefingu rosyjskiego MSZ, iż Polska miała przekazać Ukrainie pomoc wojskową wartą ponad 4,5 mld dolarów, a w zamian otrzymać upamiętnianie ludzi odpowiedzialnych za mordy na Polakach podczas II wojny światowej. Ten cytat nie jest zwykłą wypowiedzią dyplomatyczną. To element rosyjskiej wojny informacyjnej, która próbuje wykorzystać realną ranę polskiej pamięci przeciwko polskiemu bezpieczeństwu.

Rosja mówi tu językiem fałszywej troski. Kreml nie broni polskich ofiar Wołynia z szacunku dla prawdy historycznej. Robi to, bo widzi napięcie między Warszawą a Kijowem i chce je pogłębić. Ten sam mechanizm było widać, gdy Zacharowa straszyła Polskę za Nord Stream: Moskwa odwraca role, udaje arbitra moralności i liczy, iż Polacy zapomną, kto od lat traktuje nasz region jak strefę wpływów.

Wołyń nie może być narzędziem Kremla

Polska ma pełne prawo domagać się od Ukrainy prawdy, ekshumacji, godnych pochówków i końca państwowego kultu formacji odpowiedzialnych za mordy na obywatelach II RP. Według Instytutu Pamięci Narodowej w latach 1943-1945 na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej ukraińscy nacjonaliści wymordowali od 80 do 120 tys. Polaków. To nie jest drażliwy szczegół w relacjach sąsiedzkich. To rana narodowa, której nie wolno przykrywać dyplomatycznym milczeniem.

Właśnie dlatego rosyjska manipulacja jest tak groźna. Zacharowa bierze prawdziwy polski ból i wkłada go w usta państwa, które samo budowało imperium na kłamstwie, deportacjach i przemocy. Moskwa chce, aby polski gniew został skierowany wyłącznie na Kijów, a nie na rosyjską agresję, która od 2022 r. zmieniła bezpieczeństwo całej Europy Środkowej.

Kijów popełnia błąd, Warszawa musi mówić jasno

Spór nie wziął się znikąd. W maju 2026 r. polskie MSZ negatywnie oceniło decyzję o nadaniu jednej z ukraińskich jednostek imienia „Bohaterów UPA”, wskazując, iż taka decyzja rani pamięć ofiar i uderza w dialog między narodami. Informowała o tym Polska Agencja Prasowa. Był też państwowy pochówek Andrija Melnyka, jednego z przywódców OUN, na Narodowym Cmentarzu Wojskowym pod Kijowem.

To są fakty niewygodne dla zwolenników bezwarunkowego wspierania Ukrainy. Polska prawica nie musi udawać, iż ich nie ma. Pomoc wojskowa i polityczna dla Kijowa nie może oznaczać abdykacji z polskiej pamięci. Nie może oznaczać cichej zgody na stawianie na piedestale symboli, które w Polsce kojarzą się z ludobójstwem naszych rodaków.

Pomoc nie zwalnia z rachunku interesu narodowego

Skala polskiego wsparcia jest ogromna. W lipcu 2026 r. szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz mówił, iż łączny koszt zrealizowanych donacji Polski dla Ukrainy wynosi około 16,45 mld zł. Wcześniej Kancelaria Prezydenta RP podawała, iż militarne wsparcie Polski dla walczącej Ukrainy to około 15 mld zł. To pieniądze, sprzęt i ryzyko poniesione przez polskie państwo oraz polskich podatników.

Dlatego Warszawa ma obowiązek rozmawiać z Kijowem twardo. Nie z pozycji petenta. Z pozycji państwa, które poniosło realny koszt i ma własne interesy. Gdy DN pisał, iż Ukraina prosi Muska o Starlinka, stawką była łączność wojskowa na froncie. W relacjach polsko-ukraińskich stawką jest coś szerszego: bezpieczeństwo przed Rosją, prawda o ofiarach i polityczna dojrzałość obu stolic.

Twardo wobec Kijowa, odpornie wobec Moskwy

Polska odpowiedź powinna być podwójna. Wobec Ukrainy: jasne warunki, presja na ekshumacje, sprzeciw wobec kultu UPA, obrona pamięci ofiar. Wobec Rosji: odporność na propagandę, która udaje obrońcę Polaków tylko wtedy, gdy może tym uderzyć w polską rację stanu.

Nie ma sprzeczności między twardą polityką historyczną a realizmem bezpieczeństwa. Sprzeczność pojawia się dopiero wtedy, gdy Warszawa milczy wobec Kijowa albo gdy daje się Moskwie prowadzić za emocje. Polska ma własny głos, własną pamięć i własny rachunek interesu narodowego. Zacharowa chciałaby, abyśmy wybierali między pamięcią o Wołyniu a bezpieczeństwem przed Rosją. Dojrzałe państwo wybiera oba: pamięć bez kapitulacji i bezpieczeństwo bez naiwności.

Źródło: WP Wiadomości, PAP, IPN, Kancelaria Prezydenta RP, BELTA.

Źródło: WP Wiadomości

Idź do oryginalnego materiału