Wyższa matematyka partyjna, czyli… [FELIETON MARTENKI]

4 godzin temu

Nie jest to – wbrew filisterskim zapewnieniom bankstera – pokojowy eksperyment w ramach jednej idei, ale radykalna decyzja, definitywnie negująca anachroniczną strategię partii i jej anachronicznych liderów. Zauważmy, kto poszedł z Morawieckim: zawodowcy, technokraci, owszem, eurosceptycy, ale nie wrogowie Unii, inteligentni, elastyczni, może choćby z potencjałem koalicyjnym. A kto został przy Kaczyńskim? Wyznawcy religii smoleńskiej, jak sędziwy Macierewicz, brutalna kołtuneria jak Czarnek, infantylne gogusie jak Bocheński, zaburzone polityczne miernoty jak dr Jaki i tłum głupków, mocarnych wyłącznie wiarą w omnipotencję dziwaczejącego, coraz mniej rozumiejącego wodza. Konflikt w PiS to starcie Terminatora z pensjonariuszami domu opieki społecznej.

Jak dalece nie ogarniają rzeczywistości ludzie Kaczyńskiego, świadczy groteskowa decyzja Komitetu Politycznego, który strwożony nie wyrzucił rebeliantów z partii (choć przesądził to wcześniej Kaczyński: Już jest po wszystkim!), ale postanowił rozwodnić kryzys, uznając, iż rebelianci wypisali się z PiS na złych formularzach (sic!), więc kieruje ich sprawy do rzecznika dyscypliny (sic!). Ta partyjna farsa musi Morawieckiego bawić, zarazem przekonując go, iż ma rację. Rozczarowuje tych, co pamiętają czasy, gdy jedno spojrzenie Kaczyńskiego mroziło oponentów.

Idź do oryginalnego materiału