Wyrzucić prezesa, przejąć prawicę. Nawrocki idzie na wojnę z Kaczyńskim i PiS

2 dni temu

Na polskiej prawicy zaczyna się walka, która nie ma nic wspólnego z ideową odnową. To bój o władzę, wpływy i kontrolę nad całym obozem konserwatywnym. Karol Nawrocki wie, iż jeżeli chce wygrać, musi politycznie wyeliminować nie tylko Jarosława Kaczyńskiego, ale też partyjnych baronów PiS. Problem w tym, iż jego „nowy porządek” grozi powtórką z najgorszych praktyk starego.

W polskiej polityce coraz wyraźniej rysuje się nowa linia napięcia na prawicy. Nie przebiega ona już wyłącznie między obozem rządzącym a opozycją, ale wewnątrz samego środowiska postpisowskiego. Ambicje Karola Nawrockiego – coraz częściej opisywanego jako potencjalny architekt „nowej prawicy” – odsłaniają brutalną prawdę: jeżeli ten projekt ma się powieść, Nawrocki będzie musiał wyrzucić z polityki nie tylko Jarosława Kaczyńskiego, ale także całą kastę partyjnych baronów Prawa i Sprawiedliwości. I właśnie w tym miejscu zaczyna się problem.

PiS, choć formalnie pozostaje jedną z największych partii w kraju, coraz bardziej przypomina skansen politycznych nawyków. Jarosław Kaczyński wciąż trzyma stery, ale robi to z pozycji lidera, który nie potrafi już ani inspirować, ani integrować. Jego metoda zarządzania – oparta na strachu, lojalności i ręcznym sterowaniu konfliktami – wyczerpała swój potencjał. Problem w tym, iż Kaczyński nie tylko nie chce odejść, ale także skutecznie blokuje każdą próbę realnej zmiany pokoleniowej.

Dla Nawrockiego to przeszkoda fundamentalna. jeżeli rzeczywiście marzy o przejęciu kontroli nad całą polską prawicą, PiS w obecnym kształcie jest dla niego balastem. Partia jest przerośnięta strukturami, zdominowana przez lokalnych liderów – „baronów” – którzy zbudowali swoje małe księstwa na dostępie do władzy, spółek i partyjnych list. To oni w praktyce decydują o tym, kto w PiS może zaistnieć, a kto zostaje politycznie zmielony. Bez ich usunięcia żadna nowa prawica nie powstanie.

Jednocześnie projekt Nawrockiego budzi poważne wątpliwości. Jego wizja nie jest bowiem realnym zerwaniem z logiką PiS, ale raczej próbą jej przejęcia w bardziej nowoczesnym opakowaniu. Retoryka „odnowy”, „suwerenności” i „narodowej wspólnoty” brzmi znajomo. Różnica polega na tym, iż zamiast Kaczyńskiego jako centralnej figury, w centrum miałby stanąć nowy lider – równie silny, równie niekwestionowany, równie odporny na wewnętrzną krytykę.

To nie jest recepta na zdrową prawicę, ale na kolejną odsłonę tej samej choroby. Nawrocki krytykuje PiS za skostnienie, ale sam nie proponuje mechanizmów pluralizmu ani realnej wewnętrznej demokracji. Jego ambicja „przejęcia całej prawicy” zakłada raczej eliminację konkurencji niż dialog między różnymi nurtami konserwatywnymi. W praktyce oznacza to wymianę elit, a nie zmianę zasad gry.

Kaczyński ponosi tu odpowiedzialność podwójną. Po pierwsze, za doprowadzenie PiS do stanu, w którym jedyną realną alternatywą dla jego przywództwa wydaje się brutalne zerwanie. Po drugie, za wychowanie całego pokolenia polityków, którzy nauczyli się, iż władza nie służy debacie ani reformom, ale kontroli i lojalności. Nawrocki jest produktem tego systemu – choćby jeżeli dziś próbuje się od niego odciąć.

Rok najbliższych politycznych przesileń może więc przynieść paradoksalny efekt. PiS będzie słabnąć, Kaczyński będzie tracić wpływy, a Nawrocki może zyskać rozpoznawalność. Ale polska prawica jako całość wcale nie musi na tym zyskać. Bez rozliczenia partyjnych baronów, bez odejścia od kultu silnego lidera i bez rzeczywistej zmiany stylu uprawiania polityki, „nowa prawica” okaże się tylko nową nazwą dla starego układu. A to oznacza, iż zmiana będzie pozorna – i krótkotrwała.

Idź do oryginalnego materiału