Od 1 września 2026 roku edukacja zdrowotna stała się w polskich szkołach przedmiotem obowiązkowym, a jednocześnie Ministerstwo Edukacji Narodowej przekonuje rodziców, iż najbardziej kontrowersyjne treści dotyczące seksualności zostały wyłączone do odrębnego, nieobowiązkowego przedmiotu „edukacja zdrowotna – zdrowie seksualne”, z którego rodzice mogą wypisać swoje dzieci. Taki przekaz może jednak prowadzić do błędnego wniosku, iż złożenie stosownego oświadczenia oznacza całkowite wyłączenie ucznia z treści dotyczących seksualności, orientacji seksualnych czy tożsamości płciowej.
Wypisanie dziecka z lewackiej „edukacji seksualnej” niczego nie załatwia. najważniejsze znaczenie ma treść rozporządzenia Ministra Edukacji z 17 lipca 2026 r. (Dz. U. 2026 poz. 966), które stanowi, iż treści dotyczące wiedzy o życiu seksualnym człowieka, odpowiedzialnego rodzicielstwa, wartości rodziny, życia w fazie prenatalnej oraz metod i środków świadomej prokreacji są realizowane zarówno w ramach zajęć „edukacja zdrowotna”, jak i „edukacja zdrowotna – zdrowie seksualne”. Oznacza to, iż rezygnacja z drugiego, nieobowiązkowego przedmiotu nie jest równoznaczna ze zwolnieniem dziecka z całej tej tematyki.
Powierdzenie tego znajdujemy nie tylko w samych przepisach, ale także w podręcznikach i materiałach dydaktycznych przeznaczonych do realizacji nowego przedmiotu. Wystarczy sięgnąć do podręcznika „Edukacja zdrowotna 1”, dopuszczonego przez MEN do użytku szkolnego, aby zauważyć, iż już w pierwszych rozdziałach obowiązkowej części programu uczniowie spotykają się z tematami dotyczącymi orientacji seksualnych, preferencji seksualnych, „homofobii”, „różnorodności” oraz „tożsamości płciowej”, czyli dosłownie wszystkimi wątkami dewiacyjnymi i ideologicznymi, przeciwko którym protestowali rodzice.
Szczególnie wymowny jest fakt, iż zagadnienia te pojawiają się w części poświęconej „wartościom i postawom” oraz „godności człowieka”, a więc nie w wyodrębnionym module „zdrowie seksualne”, z którego można zrezygnować, ale w ramach szerszego programu obowiązkowej edukacji zdrowotnej. W materiałach uczniowie są zachęcani do otwartości i akceptacji wobec dewiacji, omawiane są również takie pojęcia jak homofobia, dyskryminacja czy różnorodność, a kwestie dotyczące „tożsamości płciowej” nie są przedstawiane wyłącznie jako zagadnienie medyczne czy biologiczne, choć jest to łysenkistowska pseudonauka.
Podobny zakres tematyczny można znaleźć w materiałach dla nauczycieli wykorzystywanych jako pomoc przy prowadzeniu zajęć, gdzie omawiane są m.in. orientacje seksualne, LGBTQ+, tożsamość płciowa, transpłciowość i tranzycja, a także zachowania seksualne, które w tradycyjnej edukacji szkolnej nie były przedstawiane w tak szerokim kontekście. Nie jest więc prawdą, iż wszystkie tego rodzaju zagadnienia zostały zamknięte w kilku godzinach dobrowolnego przedmiotu, z którego rodzic może dziecko wypisać.
W ten sposób rodzic, który nie chce, aby jego dziecko uczestniczyło w zajęciach z nieobowiązkowego „zdrowia seksualnego”, może odnieść wrażenie, iż dzięki złożeniu oświadczenia całkowicie wyłączy dziecko z tego rodzaju tematyki, podczas gdy w rzeczywistości komponent ideologiczny przez cały czas pozostaje częścią obowiązkowego programu szkolnego. Sam fakt wypisania dziecka z nieobowiązkowego modułu nie oznacza zatem, iż rodzic wyłącza je z całego obszaru tematycznego, szerzącego skrajnie lewicowe podejście do biologii i seksualności człowieka.
Polecamy również: Mówił prawdę o Wołyniu. Kijów nie wpuścił go do kraju

7 godzin temu





