Wynik referendum w Krakowie to dowód, iż zniknął komfort władzy

56 minut temu

Oczywiście, Aleksander Miszalski rządził drugim największym miastem w kraju z namaszczenia KO, jest też przez cały czas szefem tej partii w Małopolsce. Ale głosowanie w referendum w Krakowie nie dotyczyło polityki rządu, a krakowskiego samorządu: prezydenta i radnych. Których, mówiąc szczerze, premier i centralne władze KO zostawiły samych sobie.

Instytucja referendum istnieje od dawna, ale dotąd próby odwołania włodarzy miast i gmin przeważnie nie wypalały z powodu niewystarczającej frekwencji. Oprócz Zabrza w ostatnim czasie, jednak wszyscy uznali to za wyjątek potwierdzający regułę. Na to liczył też Aleksander Miszalski i chyba cała KO.

Referendum w Krakowie – Aleksander Miszalski usunięty. Pomogły zasiane negatywne emocje

Polakom zwyczajnie nie chce chodzić się do urn między wyborami, ale w Krakowie opozycja (i to głównie Konfederacja, a nie PiS) stanęła na głowie, żeby wzbudzić jak najbardziej negatywne emocje wobec urzędującej władzy. I to jej się udało. Na tyle obrzydzili Miszalskiego, iż w minioną niedzielę głosować za jego odwołaniem poszła wystarczająca liczba mieszkańców.

Teraz niesiony tym sukcesem PiS zapowiada referenda w innych dużych miastach rządzonych przez nominatów KO lub przez nią wspieranych. Jako następny po Krakowie wymienia się Rzeszów. I to już jest problem dla premiera i jego koalicjantów. O ile odwołanie Miszalskiego trudno uznać za czerwoną kartkę dla rządu, to porażki w kolejnych referendach byłyby już wizerunkową katastrofą przed przyszłorocznymi wyborami parlamentarnymi. Nie potrafią obronić swoich…

Na to Donald Tusk nie może sobie sobie pozwolić. Ale to wymaga zmiany dotychczasowej strategii, stosowanej zresztą przez wszystkie opcje, a polegającej na zniechęcaniu wyborców do udziału w głosowaniu. Po referendum w Krakowie nie można już ryzykować. To jednak oznacza konieczność zaangażowania całej partii i dużych pieniędzy, żeby przekonać zwolenników prezydentów do głosowanie w ich obronie. Możliwe, iż referenda zamienią się w powtórkę wyborów z całą ich kampanijną otoczką.

Wracając do Miszalskiego, dwa lata temu wygrał o włos, więc miał duży elektorat negatywny. Myślę, iż nie był ani gorszym, ani lepszym prezydentem niż większość polskich włodarzy. Na całej linii poległ jednak komunikacyjnie. Nie potrafił odpowiedzieć na brutalne ataki i często fałszywe zarzuty. Nie udało mu się dotrzeć choćby z prostym przekazem do mieszkańców, iż budząca tak wielkie protesty tzw. strefa czystego transportu w mieście nie będzie obowiązywać Krakusów, a tylko przyjezdnych. Z jego porażki wnioski wyciągną inni samorządowcy. A główne będą takie, iż lepiej unikać trudnych decyzji i jeszcze więcej wydawać na propagandę.

***

Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „O!Polska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydania

Idź do oryginalnego materiału