Wybory w KO dostarczyły wiele rozrywki i kompromitacji

7 godzin temu

W niedzielnych wyborach na przewodniczącego Koalicji Obywatelskiej członkowie partii mogli głosować na Donalda Tuska albo na Donalda Tuska, ewentualnie na Donalda Tuska. Łatwo się domyślić kto w takich okolicznościach wybory wygrał, ale wynik może już niepokoić Donalda Tuska. Dziś po godzinie 10 wicemarszałek Sejmu Dorota Niedziela ogłosiła, iż nowy-stary przewodniczący uzyskał 97 proc. głosów. W wyborach wzięło udział 78 proc. uprawnionych i w sumie oddano ponad 16,6 tys. głosów, z czego aż 379 osób zagłosowało przeciw Donaldowi Tuskowi.

Wynik lidera KO robi spore wrażenie i nie da się porównać z żadnym osiągnięciem polityków znanych z rekordowych osiągnięć wyborczych. Władimir Putin w ostatnich wyborach prezydenckich uzyskał zaledwie 87 proc., jeszcze gorzej wypadł Aleksandr Łukaszenka uzyskując 82,6 proc. głosów. Jarosław Kaczyński, bezpośredni i największy polityczny rywal Donalda Tuska, w 2025 roku wygrał wybory na prezesa PiS i otrzymał 1214 głosów od 1500 uprawnionych delegatów, co stanowi 80 proc. Przewodniczący Koalicji Obywatelskiej nie ma konkurencji ani w kraju, ani na świecie. Konkurencja za to była w wyborach regionalnych i tu doszło w wielkiego zamieszania. Po wyborach prezydenckich akcję podważającą wyniki zorganizował Roman Giertych, co było o tyle kuriozalne, iż wybory fałszuje władza, a nie opozycja i tak się składa, iż władza jest w rękach Donalda Tuska. W wyborach na regionalnych przewodniczących KO pojawiły się zarzuty dotyczące fałszowania wyników i tym już nie da się obciążyć przeciwników politycznych.

Jako pierwsza ostro zaprotestowała Monika Wielichowska, która na Dolnym Śląsku przegrała z Michałem Jarosem. Różnica pomiędzy kandydatami wyniosła zaledwie sześć głosów i jak twierdzi pokonana jest to wynik fałszywy:

Uważam, iż dostrzegalna nieznaczna różnica głosów oddanych na mnie i mojego kontrkandydata uprawdopodabnia, iż powyżej opisane nieprawidłowości w istotny sposób mogły wpłynąć na końcowy wynik wyborów.

Podobne wątpliwości chociaż przy dużo większej różnicy głosów, pojawiły się na Podkarpaciu, gdzie wygrał poseł Paweł Kowal. Zwycięzca otrzymał 130 głosów więcej od Joanny Frydrych, a nieprawidłowości na Podkarpaciu w ocenie Doroty Niedzieli miały polegać na niewłaściwych procedurach:

To nie jest kwestia małej różnicy, bardziej procedur w trakcie głosowania – przekazała Dorota Niedziela, informując, iż Kowal uzyskał około 130 głosów więcej. Kandydaci mają trzy dni na złożenie protestu wyborczego.

Dorota Niedziela oświadczyła też, iż rozpatrzenie wszystkich protestów miałoby potrwać około tygodnia, ale ile protestów wyborczych ostatecznie wpłynie jeszcze nie wiadomo. Obojętnie co się dalej stanie, to co się już stało z pewnością powagi i wiarygodności Koalicji Obywatelskiej i tym samym rządowi nie przynosi. Partia, która od rana do wieczora krzyczy o demokracji, w wyborach na przewodniczącego pokazała białoruski model demokracji wystawiając jednego kandydata, który uzyskał wyższy wynik niż Jarosław Kaczyński w wyborach na prezesa PiS. Protesty wyborcze związane z fałszowaniem wyników w kontekście wcześniejszych absurdalnych zarzutów dotyczących rzekomego fałszowania wyborów prezydenckich, to wizerunkowa katastrofa. Nie należy się jednak spodziewać większych konsekwencji, wyborcom KO takie „drobnostki” nie przeszkadzają, a większość mediów rządzących nie rozlicza, tylko ochrania.

Nie wierzymy nikomu, nie wierzymy w nic! Patrzymy na fakty i wyciągamy wnioski!

Idź do oryginalnego materiału