Wszyscy coś ugrali, tylko nie Polska. Prawda o negocjacjach Mercosuru

7 godzin temu

Sztywne stanowisko „na nie” wobec umowy UE–Mercosur sprawiło, iż Polska została zepchnięta na margines negocjacji w Brukseli. Choć rząd głośno sprzeciwiał się porozumieniu, inne kraje potrafiły wywalczyć konkretne zabezpieczenia dla swoich rolników, podczas gdy Warszawa nie uzyskała żadnych indywidualnych ustępstw.

Fot. Shutterstock

Polska straciła wpływ na negocjacje ws. Mercosuru. Kulisy błędnej strategii rządu

Decyzja polskich władz o przyjęciu od samego początku twardego stanowiska „na nie” wobec umowy handlowej UE–Mercosur sprawiła, iż Warszawa została faktycznie wyłączona z realnych negocjacji. W efekcie Polska nie wywalczyła konkretnych zabezpieczeń wyłącznie dla swoich rolników, podczas gdy inne państwa Unii potrafiły przekuć wahanie i taktykę negocjacyjną w wymierne korzyści.

Sprawa Mercosuru od miesięcy budziła w kraju ogromne emocje. Rząd, obawiając się eskalacji protestów rolniczych i presji politycznej, konsekwentnie deklarował sprzeciw wobec umowy. W Brukseli takie podejście zostało jednak odebrane nie jako element gry negocjacyjnej, ale jako sygnał, iż Polska nie jest partnerem do rozmów. Skoro stanowisko było z góry przesądzone, instytucje unijne i inne państwa członkowskie nie widziały powodu, by składać Warszawie jakiekolwiek oferty kompromisowe.

Z relacji osób znających kulisy rozmów wynika, iż Polska w praktyce ograniczała się do popierania postulatów zgłaszanych przez Francję czy Włochy, nie wychodząc z własnymi inicjatywami. W przestrzeni krajowej dominowały ostre wypowiedzi polityczne, jednak w Brukseli brakowało konkretnych propozycji, które mogłyby stać się podstawą do targowania się o warunki umowy.

Tymczasem inne kraje obrały zupełnie inną strategię. Francja do samego końca utrzymywała niejednoznaczne stanowisko, co pozwoliło jej wynegocjować m.in. rozwiązania dotyczące importu nawozów oraz dodatkowe zabezpieczenia dla własnych producentów. Włochy z kolei włączyły się aktywnie w końcowej fazie rozmów i uzyskały przesunięcia środków budżetowych na rzecz rolnictwa, które rząd w Rzymie mógł przedstawić jako sukces polityczny.

Istotną rolę odegrał także Parlament Europejski, który doprowadził do wzmocnienia klauzul ochronnych dla unijnych rolników, w tym obniżenia progu uruchamiania mechanizmów bezpieczeństwa do 5 procent. To jednak były rozwiązania ogólnounijne, a nie efekt działań wyłącznie polskiej dyplomacji.

Z perspektywy Brukseli problemem nie był sam sprzeciw Polski, ale brak elastyczności. Negocjacje handlowe opierają się na sygnalizowaniu gotowości do kompromisu w zamian za konkretne ustępstwa. W przypadku Warszawy ten mechanizm nie zadziałał. Jak przyznają rozmówcy bliscy rozmowom, moment na zmianę strategii pojawił się po wyborach prezydenckich, gdy napięcie polityczne w kraju chwilowo osłabło. Wówczas można było spróbować wynegocjować dodatkowe klauzule bezpieczeństwa, osobny fundusz rekompensat dla rolników dotkniętych skutkami umowy lub zgodę na krajową pomoc publiczną.

Tak się jednak nie stało. Sprawy wewnętrzne, rekonstrukcja rządu i zmiany personalne w resorcie rolnictwa sprawiły, iż temat Mercosuru zszedł na dalszy plan. Gdy nowi decydenci zaczęli orientować się w sytuacji, proces był już na finiszu, a przestrzeń do manewru praktycznie nie istniała.

Efekt jest taki, iż Polska znalazła się w gronie państw, które formalnie sprzeciwiały się umowie, ale realnie nie wpłynęły na jej ostateczny kształt. Rolnicy nie otrzymali dedykowanych zabezpieczeń, a ciężar ochrony rynku oparto głównie na mechanizmach wywalczonych przez inne kraje i Parlament Europejski.

Sprawa Mercosuru pokazuje, iż w unijnej polityce samo „nie” rzadko bywa skuteczne. Brak udziału w grze negocjacyjnej oznacza brak wpływu na decyzje, choćby jeżeli sprzeciw jest głośny i politycznie nośny w kraju.

Idź do oryginalnego materiału