„Wszyscy artyści to prostytutki” — Kazik miał rację. Spór o składki ujawnił coś znacznie poważniejszego

1 godzina temu

Awantura o ubezpieczenia społeczne artystów skończyła się zanim się zaczęła. Żadna ustawa nie wejdzie w życie. Za to wyszło na jaw, jak rząd potrafi posługiwać się środowiskami twórczymi jako narzędziem podziałów społecznych.


Lata temu Kazik Staszewski śpiewał, iż artyści to prostytutki. Śpiewał to z przekąsem, ze złością, z dokładnością chirurga stawiającego diagnozę. Dziś słowa tego utworu brzmią jak prognoza pogody odczytana zbyt późno.

Ostatnie tygodnie przyniosły kolejny odcinek tego samego serialu. Rząd ogłosił projekt zmian w zakresie składek ZUS dla twórców — i natychmiast zaczął dziać się teatr. Nie ten ze scenografią i dialogami, ale ten rozgrywany na Twitterze i w telewizyjnych studiach: artyści contra „zwykli ludzie”, twórcy contra „pracodawcy”, elity contra reszta.

Ustawa, której nie będzie

Można już powiedzieć wprost: żadna ustawa o zmianach w ubezpieczeniach społecznych artystów nie wejdzie w życie w tej kadencji w zaproponowanym kształcie. Projekt od początku był niedopracowany, zgłoszony bez konsultacji środowiskowych i — co najważniejsze — bez żadnego politycznego planu przeprowadzenia go przez Sejm.

To nie jest zaskoczenie dla nikogo, kto śledzi prace legislacyjne. Zaskoczeniem jest natomiast coś innego — jak bardzo ta inicjatywa obnażyła niekompetencję zarówno ministerstw, jak i urzędników odpowiedzialnych za projekt.

Projekt powstał w biurowej próżni — bez konsultacji ze środowiskami twórczymi, bez analizy skutków ekonomicznych, bez odpowiedzi na pytanie: kto adekwatnie miałby za to zapłacić?

Mechanizm szczucia

Jednak prawdziwym problemem nie jest zły projekt ustawy. Prawdziwym problemem jest mechanizm, który przy jego okazji zadziałał perfekcyjnie: rząd postawił artystów i obywateli naprzeciwko siebie. Artyści — w narracji, która poszła w świat — to roszczeniowa elita żądająca przywilejów. Obywatele — w tej samej narracji — to ciężko pracujący ludzie finansujący cudze zachcianki.

To klasyczny podział „my kontra oni”, który wygodnie odwraca uwagę od fundamentalnego pytania: dlaczego ministrowie i urzędnicy odpowiedzialni za opracowanie tego projektu nie wiedzieli, co robią?

Kazik nie śpiewał o artystach. Śpiewał o władzy

Warto wróć do Kazika — bo „Wszyscy artyści to prostytutki” nie jest piosenką o artystach. Jest piosenką o relacji między twórcami a tymi, którzy mają pieniądze i władzę. O tym, iż można kogoś kupić, użyć i odrzucić. Że środowisko twórcze — bez względu na deklarowane wartości — potrafi dać się instrumentalizować.

To, co widzimy dziś, jest dokładnie tym. Projekt legislacyjny jako pretekst. Artyści jako pionki. Obywatele jako publiczność, która ma krzyczeć na tych pionków, zamiast pytać, kto pociąga za sznurki.

I w tym sensie słowa Kazika są bardziej aktualne niż kiedykolwiek — tylko iż prostytutką okazał się nie tyle artysta, ile cały ten spór.

ŚWINOUJŚCIE O PORANKU. MIASTO PIĘKNE JAK NIGDY, ALE CZY KTOŚ MA POMYSŁ NA JEGO PRZYSZŁOŚĆ? – FIL

Wszyscy artyści to prostytutki” — Kazik miał rację

Idź do oryginalnego materiału