Przywódcy kilkunastu państw oczekiwali na przyjście Donalda Trumpa, a w tle leciały ulubione piosenki prezydenta USA. Całe szczęście, iż nikogo z naszych tam nie ma. A przynajmniej nie na scenie. Nawrocki dał krok w tył Rada Pokoju Donalda Trumpa? Oj, Karol Nawrocki miał twardy orzech do zgryzienia. Z jednej strony przebierał nogami, aby dołączyć do gremium stworzonego przez swojego idola, z drugiej… jak wytłumaczyć rodakom, iż być może zasiądzie przy stole razem z Władimirem Putinem czy Aleksandrem Łukaszenką? Prezydentowi udało się jakkolwiek wybrnąć – najpierw przekazał Trumpowi, iż przyłączenie Polski do organizacji międzynarodowej wymaga zgody parlamentu i odpowiedniej uchwały Rady Ministrów. Wziął więc udział w styczniowej uroczystości inaugurującej Radę, ale nie złożył podpisu pod dokumentem założycielskim. Jak śpiewał Kazik: palił, ale się nie zaciągał. Później było jeszcze ciekawiej. We wtorek premier Donald Tusk ogłosił, iż polski rząd nie jedzie na inaugurację Radę Pokoju, ale jeżeli prezydent chce tam jechać, to proszę bardzo, ale… tylko jako obserwator. Następnie okazało się, iż Karol Nawrocki nie jedzie na Radę Pokoju. Ani jako prezydent, ani jako obserwator. Pałac zdecydował, iż na polityczne spotkanie wyśle do Waszyngtonu… Marcina Przydacza, szefa Biura Polityki Międzynarodowej. „W czwartkowym spotkaniu inaugurującym Radę Pokoju w Waszyngtonie, Prezydenta RP Karola Nawrockiego