Wiele się porobiło. Oto pewien mężczyzna zaatakował policjantkę, uderzył ją w głowę, czy rzucił ją na szybę. Tu relacje są sprzeczne. Chciała bieda, iż jakaś kobieta nagrała to zdarzenie, i widać, iż to policjanci rzucili się na mężczyznę, przewrócili, pobili i przydusili. Aż stracił przytomność. Po przeszukaniu policja tryumfalnie pokazała nóź znaleziony w kieszeni agresora. Jako dowód zbrodni. W mediach prorządowych od razu nazwano go nożownikiem. Słuszne, Miał nóź w kieszenie, więc mógł zaatakować nożem. Proste. Czemu nie oskarżono tego mężczyzny o gwałt? Czy próbę gwałtu na nieszczęsnej policjantce? Jako osobnik płci męskiej, ma narzędzie do gwałtu. Powinni go zatem oskarżyć o gwałt lub próbę gwałtu. Nawiasem, posiadanie noża w kieszeni nie jest zabronione. Każdy może nosić nóż, czy scyzoryk. Mnie ta sprawa wcale nie dziwi. Za czasów komuny zdarzało się, i to całkiem często, iż milicjanci pobili pałami, czy skopali jakiegoś obywatela. Oczywiście tylko tych, co zasłużyli, sprawa jasna. Nie ma o co się żołądkować. Źle spojrzał? Zostawiał nogę w tyle, jak chodził? Deszcz padał? Powody różne, ale zawsze kodeksowe. Atoli zdarzali się osobnicy aspołeczni i niewdzięczni, którzy uparcie oskarżali milicję o pobicie i domagali się sprawiedliwości. Wówczas milicjanci z łatwością dowodzili, iż oskarżony sam wyrwał im pałkę z rąk i sam się uderzył nią w głowę. Wielokrotnie. Taki był przy tym zawzięty, iż walił się jeszcze kilkanaście czy kilkadziesiąt razy, po głowie a choćby po plecach, czego choćby szympans by nie dokonał. Taki uparty obywatel był przykładnie karany za rzucanie fałszywych oskarżeń na milicjantów i stwarzanie zagrożenia dla porządku publicznego. I słusznie. Kto głupi, musi mieć twardy tyłek. Tak było i tak jest, jak widać. Karma wraca. A sprawiedliwość zawsze tryumfuje.
Inny przykład, z wielkiego świata. W zagranicznej telewizji pokazali, jak policja tudzież agenci federalni z Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego (HSI) wchodzą od domu kongresmenki Ilhan Omar. Pani Ilhan Omar to całkiem ładna Murzynka z Somalii i muzułmanka. Zawsze chodzi w chuście na głowie, hidżabie. Bardzo sprytna osoba, a jaka wygadana! Pani Omar, z partii demokratycznej, jest znana ze zajadłego ujadania na republikanów; szczególnie ostro atakuje prezydenta Trumpa za jego politykę antyimigrancką, co nie dziwi. W Minnesocie znajduje się duża mniejszość somalijska, której głównym zajęciem, jak się zdaje, jest wyłudzanie zasiłków, zapomóg i świadczeń. Ciekawe, iż usa, państwo tak bezlitosne dla własnych, ubogich obywateli, zwłaszcza białych, jest całkiem szczodre dla imigrantów. Polityka Trumpa szczelnych granic i zamknięcie dopływu nowych Somalijczyków czy Somalijek na rozmnożenie zasiłków, godzi w ich żywotne interesy. Ilhan Omar zasiada w Izbie Reprezentantów USA z Minnesoty już druga kadencję i walczy o kolejną reelekcję w wyborach połówkowych (midterms) za miesiąc. U nas to niemożliwe, by policja wtargnęła do domu posła, posełki, senatora, senatorki, bo mają immunitet, co politycy ze wszystkich partii starannie sobie zagwarantowali. W usa kongresmeni, senatorzy mają tylko ograniczony immunitet, stąd wtargnięcie policji i szarganie dobrej opinii Ilhan Omar. U nas złodzieje z legitymacjami parlamentarnym śpią spokojnie. Policja nie wtargnie do ich domów. Kolejny dowód na wyższość naszej demokracji nad amerykańską.
Działalności kongresmenki w hidżabie – Ilhan Omar, towarzyszy szereg kontrowersji. Była czterokrotnie zamężna, w tym dwa razy z jednym gościem (małżeństwo numer 1 i 3). Obecny szczęśliwy małżonek od sześciu lat, numer cztery na liście, to Tim Mynett, biały konsultant polityczny. Nieźle jak na muzułmankę, prawda? Przechodzona panna młoda albo panna młoda z recyclingu. Najwięcej kontrowersji wzbudza małżonek numer 2. Źli ludzie, a gdzie ich nie brak, twierdzą, iż pani Omar poślubiła własnego brata, by umożliwić mu wjazd i otrzymanie obywatelstwa usa. Jak tam ich wspomnienia z nocy poślubnej? Pani Omar odrzuca te oskarżenia, iż wyszła za brata twierdząc, iż to nagonka polityczna. Zupełnie jak u nas. Zawsze te nagonki. Nagonki i szkalowanie, i szczucie. Ponieważ spisy ludności w Somalii albo nie istnieją, albo zostały zniszczone podczas niekończącej się wojny domowej, spór jest nie do rozstrzygnięcia. Każdy zostaje przy swoim.
Inną przyczyną ataku na panią Omar jest jej majątek. W 2019 tuż po wyborze do Kongresu pani Omar nie miała nic, tylko długi, w tym pożyczka studencka. W 2024 zadeklarowała majątek od 6 do 30 mln. dolarów. W usa deklaruje się widełki, od do. W Polsce taki cudowny przyrost majątku polityka czy parlamentarzysty nikogo nie dziwi; w usa wywołał szok i potok jakże fałszywych oskarżeń. Aby zamknąć gęby oszczercom, pani Omar i jej biuro złożyło korektę oświadczenia matowego. Stwierdzili, iż popełnili błąd, bowiem opaśli aktywa pani kongresmenki w hidżabie a zapomnieli o pasywach – długach i zobowiązaniach finansowych. Po zrobieniu korekty, majątek pani Omar to maksymalnie 95 tys. dolarów. Piękny ruch, prawda? Prawda zawsze zwycięży ludzi podłych i zawistnych. U nas podobnie. Pan Nowak, zwany „pięknym Sławkiem”, kiedyś pierwszy giermek, alias przydupas naszego ryżego, folks premiera, dziś nieco skompromitowany, miał w wydrążonych nogach od stołu kilka ładnych milionów. Prokuratura musiała mu je oddać, nie udowodniła bowiem, iż są jego. Zaraz, ale to bez sensu. Mniejsza z logika. Najważniejsze, iż pieniądze wróciły na konto „pięknego Sławka”. Pani Omar bez trudu zleciała z 30 mln. do mniej niż 100 tys. majątku. W deklaracji majątkowej, rzecz jasna. Ludzi nieżyczliwych nie przekonała. Szerzą plotki, iż wyszła z białego konsultanta, by wyprał jej dochody. Jako przykład podają winnicę w Kalifornii, którą za 5000 $ kupil mąż pani Omar – Tim Mynett. Sam bym chętnie kupił winnice w Kalifornii za taką sumę, ale niestety nie mam takiego szczęcie jak mąż pani Omar. Winnice w dolinie Napa chodzą po kilka, kilkanaście milionów dolarów. Pan Mynett i jego żona kongresmenka twierdzili, iż to zwykłe oszczerstwa. To nie oni kupili winnice, tylko spółka eStCru LLC, w której mieli udziały. I nie winnice kupili, tylko markę wina. Jak było, tego nikt nie wie, poza szczęśliwym małżeństwem. Krytycy zwracali uwagę, iż wartość udziałów w tej firmie skakała w raportach. W pewnym momencie sięgnęła choćby 1–5 mln $, mimo iż firma nie prowadziła aktywnej sprzedaży, czy innej działalności. Firma krzak, do prania pieniędzy, ktoś powie. Inny, iż to się zdarza. Jak seryjne wygrane na loterii czy w kasynie, które trafiają się tylko nielicznym, wybranym szczęśliwcom. W obliczu wzburzenia opinii publicznej oraz, co gorsza, dochodzenia komisji Kongresu badającej oświadczenia majątkowe małżeństwa Omar - Mynett, spółka eStCru LLC została oficjalnie zamknięta.
Lecz nie zamknęło to kontrowersji w sprawie dochodów pani Omar. Wracamy do cudownej korekty zeznania majątkowego. Łatwe to do wytłumaczenia. Dla naiwnych lub ciężko myślących. Pani Omar daje mężowi 5 milionów dolarów, by kupił winnicę w Kalifornii. Błąd. Nie daje, ale pożycza. W zamian dostaje weksel na taką samą sumę. W rezultacie: pięć na plusie, pięć milionów na minusie daje zero. Proste, prawda? Oczywiście, wolno wierzyć zapewnieniom pani Omar i jej biura, iż to tylko zwykła pomyłka księgowa na kilkanaście milionów. Nie takie cuda zdarzają się na tym świecie.
Jakie z tego wnioski? Że w Ameryce jest w zasadzie jak u nas, tylko nieco inaczej. Co kraj to obyczaj. Żyjemy wszyscy w jednej wiosce. Nieważne czy centrum wsi, czy jej obrzeżach. Ludzie i numery jakie wykręcają, są takie samie. Zmienia się co najwyżej, język, kolor skóry czy odzienie. Uważam, iż taka ciągłość i trwałość jest nader pocieszająca. Szanse pani Omar na zwycięstwo w nadchodzący wyborach w jej okręgu – 5. okręg wyborczy w Minnesocie, obejmujący Minneapolis i okoliczne przedmieścia – wynoszą od 70 do 80 %. Zwycięstwo i mandat na kolejną kadencję ma praktycznie w kieszeni. Lub w torebce. Bezpardonowy, politycznie motywowany arak na niewinną panią Omar (pomijając zużycie przez trzech mężów) może paradoksalnie zwiększyć jej poparcie w tradycyjnie demokratycznym, niebieskim okręgu wyborczym. Niestety, w usa mandat w Kongresu nie daje pełniej bezkarności sądowej, jak u nas. To jedna z różnic. Nie chroni także przed szczuciem i mową nienawiści, tudzież rasizmem, który to zarzut pani Omar nader chętnie podnosi. To podobieństwa. Poza tym po wyborach, gdy jej demokratyczna partia zyska większość, śledztwu po cichu ukręci się łeb. Koledzy kongresmeni nie dadzą czarnoskórej koleżance zrobić krzywdy. Zupełnie, jak u nas. Korupcja? Jaka korupcja? Pomyłka księgowa! I tak to leci. U nas mamy kolejne zwycięstwa praworządności. Kiedy nasza kochana policja, czyli milicja obywatelska przywróci „ścieżki zdrowia”? Kto nie wie. Ścieżka zdrowia to 50, 60 policjantów z pałami tworzący ścieżkę, która musiał przebiec oporny i z gruntu zdeprawowany osobnik. Jedni przebiegli, inni padali. Cóż, każdy ma inną odporność na bicie. Nie warto żałować róż, gdy płoną lasy.
W walce o praworządność i demokrację, kiedyś socjalistyczną, dziś walczącą, nie ma zmiłuj. W Ameryce także trwa walka o praworządności i demokracje. Jak wiadomo najlepszą z najlepszych. I szczucie, oszczerstwa, mowa nienawiści i naloty policji na skorumpowanych polityków, lub polityczki, jak twierdzą jedni, lub niepokornych przeciwników politycznych według innych. Nie ma żadnej szansy na uzgodnienie stanowisk, czy dojście do prawdy. Prawdy są dwie. Każdy trwa przy swojej prawdzie. Jak u nas. Tak, doszliśmy do końca opowieści o wspólnej wiosce. Miałem pisać o prezydencie upakrainy Zelenskym i jego kolejnych tryumfach na światowej a szczególnie waszyngtońskiej scenie politycznej. Ale to temat na oddzielny tekst. Trzymajmy się zdrowo, ale jak najdalej od policji i policyjnych ścieżek zdrowia.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie tekstu tylko za zgodą autora.














