Gdyby polityka była teatrem absurdu, Prawo i Sprawiedliwość miałoby w nim stały abonament. Najnowszy pomysł – zgłoszenie konstruktywnego wotum nieufności wobec rządu – brzmi jak powtórka z dawno wyśmianego spektaklu, który w 2013 r. przeszedł do historii jako „premier z tabletu”. Dziś, w innych realiach i po wyborczym werdykcie, ten manewr jest nie tylko niedorzeczny, ale i politycznie jałowy.
Jak informuje Interia, w Prawie i Sprawiedliwości dojrzewa plan ofensywy mającej „odbić w sondażach” i przykryć frakcyjne spory. Trudno o lepsze podsumowanie stanu partii: zamiast programu – gest; zamiast rozmowy z wyborcami – trik parlamentarny. Konstruktywne wotum nieufności wymaga wskazania kandydata na premiera. I tu zaczyna się farsa.
Bo kto miałby zastąpić Donalda Tuska? Nie „wymarzony” przez PiS Zbigniew Bogucki, bo – jak przyznają sami zainteresowani – zostałby „spalony” w misji z góry skazanej na porażkę. W zamian sonduje się nazwiska „techniczne”: Tomasza Szatkowskiego albo Piotra Nowaka. „Ma CV człowieka znającego się na bezpieczeństwie. Nie jest oczywistym wyborem” – mówi w podcaście Interii Piotr Witwicki. W innym kontekście byłby to komplement. Tu brzmi jak akt oskarżenia: kandydat „do przełknięcia”, ale bez politycznego zaplecza, ma być listkiem figowym dla partyjnej bezradności.
Powrót do schematu z 2013 r. – gdy Jarosław Kaczyński wystawił Piotra Glińskiego – zdradza coś więcej niż nostalgię. To dowód, iż PiS wciąż myli politykę z performansem. Wtedy „tablet” stał się memem; dziś memem staje się sama partia, która nie potrafi wyjść poza własne rytuały oporu. „Nic dwa razy się nie zdarza… A jednak może się wydarzyć” – ironizuje Witwicki. Tyle iż w polityce powtórki rzadko bywają farsą tylko raz.
Krytycy w PiS liczą, iż wotum „wyciszy spory”. To kolejna iluzja. Spory wycisza przywództwo, a nie sztuczki. Tymczasem w partii trwa ucieczka od odpowiedzialności za przegrane wybory i lata demontażu instytucji. Zamiast refleksji – kolejny ruch „na przekór”, który ma mobilizować twardy elektorat, a resztę kraju przekonać, iż nic się nie zmieniło. Zmieniło się wszystko: PiS nie rządzi, a Sejm nie jest sceną dla solowych występów prezesa.
Nazwiska rezerwowe tylko to potwierdzają. Tomasz Szatkowski – ekspert od bezpieczeństwa – i Piotr Nowak, były minister w rządach Beata Szydło i Mateusz Morawiecki, mają pełnić rolę „premierów technicznych”. Technicznych do czego? Do złożenia wniosku, który nie ma szans na większość? Do kilku dni medialnego szumu? Do kolejnej porcji tweetów o „zamachu stanu”? To nie jest polityka. To jest ucieczka w proceduralny formalizm, który ma udawać strategię.
Najbardziej uderza jednak lekceważenie wyborców. Konstruktywne wotum nieufności to instrument poważny, używany wtedy, gdy istnieje realna alternatywa rządzenia. Tu alternatywy nie ma. Jest za to potrzeba przykrycia wewnętrznych napięć i odzyskania inicjatywy dzięki gestu. „Ofensywa” sprowadzona do happeningu obnaża pustkę programową. PiS zdaje się mówić: nie mamy propozycji, ale mamy ruch.
Wypada powiedzieć wprost: to pomysł niedorzeczny. Nie dlatego, iż opozycja nie ma prawa do ostrych narzędzi. Dlatego, iż używa ich w złej sprawie i w złym momencie. Polska po latach chaosu potrzebuje stabilności, a nie kolejnych inscenizacji. jeżeli PiS chce wrócić do gry, musi zacząć od pracy u podstaw: od programu, od języka, od rozliczeń. Tabletów już nie ma. I dobrze.

1 dzień temu






