Wolontariusze wspominają emocje podczas zbiórki podpisów. „Wyzywali mnie od PiS-owców”

2 godzin temu

Krakowskie ulice w ostatnich tygodniach stały się miejscem wyjątkowo silnych emocji. Jedni mieszkańcy biegli, by złożyć podpis pod wnioskiem o referendum w sprawie odwołania prezydenta Aleksandra Miszalskiego, inni reagowali złością, wyzwiskami i oskarżeniami o polityczne powiązania. Komitet referendalny deklaruje, iż zebrał ponad 130 tysięcy podpisów, a sama zbiórka zakończyła się wczoraj.

To jednak nie koniec politycznej mobilizacji. Organizatorzy zapowiadają już kolejny etap działań i chcą przekonywać krakowian, by w maju poszli do urn. Równolegle prezydent Aleksander Miszalski deklaruje korekty w miejskiej polityce. Jak sam stwierdził, referendum może być dla polityka szansą na zmianę kursu. Korekty mają objąć między innymi Strefę Płatnego Parkowania, zasady funkcjonowania Strefy Czystego Transportu oraz ceny biletów komunikacji miejskiej.

Za zbiórką podpisów stali ludzie z bardzo różnych środowisk — od lewa do prawa. Na ulicach można było spotkać osoby związane między innymi ze środowiskiem Jana Hoffmana, Łukasza Gibały, Prawa i Sprawiedliwości czy Konfederacji. Jak ta akcja wyglądała z perspektywy tych, którzy codziennie stali z listami na ulicach Krakowa? O swoich doświadczeniach opowiadają Wiktoria i Kuba — studenci, którzy w ostatnich tygodniach byli bezpośrednio zaangażowani w zbieranie podpisów.

– Nastroje były bardzo skrajne. Zdarzało się, iż ludzie biegli za mną, wołając, iż chcą się podpisać, ale były też sytuacje, gdy byłam wyzywana w wulgarny sposób od „pisowców” i „konfederatów” – mówi w rozmowie z Partykiem Trzaską z Krknews.pl Wiktoria, która od początku uczestniczyła w akcji.

Patryk Trzaska, krknews.pl: Co skłoniło cię do zaangażowania się w zbieranie podpisów pod referendum w sprawie odwołania prezydenta Miszalskiego?

Wiktoria: W Krakowie mieszkam od urodzenia. Uważam, iż jest wyjątkowe pod każdym względem. Od mniej więcej roku regularnie w mediach społecznościowych wyświetlały mi się filmiki informujące o błędach prezydenta Miszalskiego. Ogromne zadłużenie miasta, taniec na dachu czy wulgarny język. Wcześniej nie interesowałam się polityką, ale teraz stwierdziłam, iż chyba najwyższy czas. Referendum to nie wyrok i nie jest pewne, iż uda nam się odwołać prezydenta Miszalskiego, ale chciałabym, aby ludzie mieli szansę się wypowiedzieć.

Patryk Trzaska, krknews.pl: Jak wyglądał twój typowy dzień pracy jako wolontariuszki na ulicach Krakowa? Było duże zainteresowanie?

Wiktoria: zwykle zaczynałam po południu i stałam około trzech lub czterech godzin. Starałam się podchodzić do ludzi uprzejmie, wyjaśniając, o co chodzi, iż to nie jest atak na kogokolwiek, tylko demokratyczny mechanizm. Ale rzeczywistość jest brutalna. Często spotykałam się z obojętnością lub agresywnymi komentarzami zarówno przeciwników, jak i zwolenników prezydenta.

Patryk Trzaska, krknews.pl: Jaka sytuacja podczas zbierania podpisów była dla ciebie najtrudniejsza?

Wiktoria: Jest ich sporo. Warto powiedzieć, iż czasem obrywało mi się od zwolenników referendum. Okazało się, iż jak powie się „referendum w sprawie odwołania prezydenta”, to ludzie myślą, iż chodzi o Karola Nawrockiego. Kilka razy zostałam zwyzywana, a jak wyjaśniałam, o kogo mi chodzi, to widziałam zakłopotanie na twarzy człowieka, który chwilę później szczęśliwy składał podpis. Pamiętam też jednego pana w średnim wieku, który podszedł do mnie i zaczął krzyczeć: „Wy pisowcy, chcecie rozwalić miasto!”. Mówił, iż jestem marionetką Kaczyńskiego, której zależy tylko na pieniądzach.

Patryk Trzaska, krknews.pl: Często słyszałaś oskarżenia o powiązania z PiS-em lub Konfederacją albo zarzuty o branie pieniędzy?

Wiktoria: Pieniądze nie są tajemnicą. Media na początku kampanii rozpisywały się o tym sporo. Ja dostałam umowę i była to dla mnie opcja, aby dorobić sobie na studiach, pracując w ważnej sprawie. Żaden polityk nie może być pewny tego, iż to stanowisko mu się należy na pięć lat. Nieważne, czy będzie to prezydent Miszalski czy ktoś inny. Ja chcę, aby mój głos liczył się tak samo jak innych, a nie być traktowana jako nizina społeczna. Zarzuty o bycie z PiS-u? To była prawie codzienność. Pytania, kto mną steruje, czy mam mózg. Raz jedna kobieta pokazała mi środkowy palec przed wejściem do sklepu, a jak z niego wychodziła, to rzuciła tylko: „Jeszcze tu jesteś?”.

Patryk Trzaska, krknews.pl: Co najbardziej zapamiętałeś z tych dni na ulicach?

Kuba: Mnie bardzo uderzyła sytuacja, kiedy wszyscy staliśmy na mrozie, a ludzie, którzy widzieli nas z okien, przychodzili, dawali nam ciepłą kawę, drożdżówki, a choćby własne czapki, jak widzieli, iż marzniemy. Można było poczuć taką prawdziwą rodzinną atmosferę. Było to bardzo dobre doświadczenie, ale też trudne. Ludzie przychodzili i mówili, jaki to prezydent Miszalski nie jest. Ja to rozumiem i zgadzam się z nimi, ale jednak trzeba było zachować profesjonalizm. Nie da się jednak opisać tego, co dzieje się na ulicach.

Patryk Trzaska, krknews.pl: A co z obelgami skierowanymi bezpośrednio pod adresem prezydenta Miszalskiego? Co ludzie mówią?

Kuba: Niestety, to też jest powszechne. Ludzie wyrzucali do nas wszystko to, co zbierało się w nich przez ostatnie lata. Sam liczyłem na zmianę po Jacku Majchrowskim, a nie zmieniło się za wiele. Nie mogę chyba powiedzieć tutaj, co mówią ludzie, jednak proszę wierzyć, iż są to dosadne słowa.

Patryk Trzaska, krknews.pl: Czy zdarzały się sytuacje, w których ludzie zachowywali się agresywnie?

Kuba: Ja miałem jedną taką sytuację. Czekała do mnie kolejka ludzi do podpisu, kiedy nagle podeszła do mnie kobieta i powiedziała, iż jestem Judaszem, który za pieniądze sprzeda własną godność. Zaczęła wymachiwać rękami do mnie i mówić, iż dałem się sprzedać za interes polityczny. Sam nie wiedziałem, jak zareagować, ale zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć, to ludzie z kolejki ją otoczyli i zaczęli przeganiać. W pewnym momencie zrobiło się gęsto, ale finalnie mąż odciągnął tę panią.

Patryk Trzaska, krknews.pl: Czy uważacie, iż uda się odwołać prezydenta Miszalskiego?

Wiktoria: Nastroje są naprawdę bojowe. Nikt z wolontariuszy nie zakłada możliwości, iż będzie inaczej. Na ulicach spotykaliśmy pracowników urzędów, strażaków czy budowlańców. Kompletnie różne światy, a wszyscy zatrzymywali się i podpisywali. Nie raz podchodzili do mnie nastolatkowie i pytali, czy mogą podpisać, bo widzieli akcję na TikToku. o ile trend się utrzyma, to referendum będzie ważne.

Kuba: Jest to temat, który mocno dzieli ludzi. Nie było dnia, aby nie być świadkiem kłótni przeciwników i zwolenników tego pomysłu. Myślę, iż będzie to napęd, który da energię do czerwca. Ja na pewno pójdę choćby kosztem wakacji.

Rozmawiał Patryk Trzaska

(imiona zmienione na prośbę rozmówców)

Idź do oryginalnego materiału