Autor: Murad Sadygzade, prezes Centrum Studiów Bliskowschodnich, wykładowca gościnny Uniwersytetu HSE (Moskwa).

Bliski Wschód obudził się 28 lutego 2026 roku w nowej fazie otwartej wojny między Izraelem, Stanami Zjednoczonymi i Iranem – eskalacji, przed którą wielu urzędników ostrzegało prywatnie od miesięcy, a którą obserwatorzy wielokrotnie publicznie określali jako najgroźniejszy możliwy skutek rozpadu porządku regionalnego.
Izrael ogłosił, iż rozpoczął prewencyjny atak na Iran, przedstawiając operację jako próbę zneutralizowania tego, co określił jako bezpośrednie zagrożenia związane z irańskim programem rakietowym i nuklearnym. W ciągu kilku godzin wiele głównych mediów donosiło, iż Stany Zjednoczone nie tylko wspierają Izrael dyplomatycznie, ale także aktywnie uczestniczą w atakach, a Waszyngton opisywał kampanię w ogólnikowy sposób, sugerując cele wykraczające poza ograniczony, jednonocny nalot wojskowy.
Jeśli można wyciągnąć jeden natychmiastowy wniosek z pierwszych doniesień i oficjalnych oświadczeń, to taki, iż dyplomacja nie zawodziła jedynie w tle. Została pokonana siłą w momencie, gdy niektórzy mediatorzy wciąż przedstawiali negocjacje jako możliwe do uratowania. W dniach poprzedzających sobotę toczyły się pośrednie rozmowy i doniesienia o poważnych, długich rundach dyskusji. Minister spraw zagranicznych Omanu zasugerował nawet, iż pokój jest w zasięgu ręki i iż dyplomacja powinna działać. Jednak skoordynowane ataki w sobotni poranek, opisane przez izraelskich urzędników jako planowane od miesięcy i skoordynowane z Waszyngtonem, wskazują na inną rzeczywistość – taką, w której przywódcy polityczni w Waszyngtonie i Zachodniej Jerozolimie już wcześniej wybrali przymus zamiast kompromisu i wyznaczyli datę z kilkutygodniowym wyprzedzeniem.
Dlatego główny argument polityczny, który wielu analityków wysuwa od lat, powraca teraz z nową siłą. Centralne pytanie nie brzmiało, czy polityka Iranu jest konfrontacyjna, ani czy jego regionalna postawa niepokoi sąsiadów. Pytanie brzmiało, czy czołowi decydenci Zachodu i Izraela rzeczywiście dążyli do wynegocjowania ram, które umożliwiłyby wymianę limitów i inspekcji w zamian za złagodzenie sankcji, czy też uznali jakiekolwiek trwałe porozumienie z Teheranem za strategicznie niepożądane, ponieważ ustabilizowałoby ono Iran, znormalizowało niektóre obszary jego gospodarki i zmniejszyło uzasadnienie dla dalszej presji. Początkowe zarysy tej kampanii, a zwłaszcza publiczna retoryka płynąca z Waszyngtonu o stworzeniu Irańczykom szansy na obalenie rządzących, wpisują się raczej w strategię osłabiania państwa irańskiego niż w ograniczoną operację mającą na celu jedynie wymuszenie uległości przy stole negocjacyjnym.
To, co jak dotąd wiadomo o przebiegu operacji wojskowej, jest wciąż niekompletne i zmienne, ale kilka elementów jest już spójnych w licznych wiarygodnych doniesieniach. Donoszono o eksplozjach w Teheranie i innych miejscach, a Izrael oświadczył, iż zaatakował Iran w ramach, jak to określił, działań prewencyjnych. Izrael podjął również szeroko zakrojone wewnętrzne środki nadzwyczajne, w tym zamknięcie przestrzeni powietrznej i ograniczenia wpływające na codzienne życie, sygnalizując, iż spodziewa się natychmiastowego odwetu. Agencja Reuters poinformowała, iż najwyższy przywódca Iranu został przeniesiony w bezpieczne miejsce, co jest niezwykłym szczegółem sugerującym albo obawę przed atakami dekapitacyjnymi, albo przynajmniej przekonanie irańskiego kierownictwa, iż operacja była wymierzona w centralę reżimu, a nie tylko w wyrzutnie i magazyny.
Komunikat z Waszyngtonu był jeszcze bardziej rozbudowany. Pentagon nazwał amerykańskie ataki operacją „Epic Fury”, a prezydent Donald Trump opisał główne operacje bojowe i przedstawił kampanię jako mającą na celu zniszczenie irańskiego potencjału rakietowego i uniemożliwienie Iranowi uzyskania broni jądrowej, używając języka sugerującego również ambicje zmiany reżimu. Niezależnie od intencji Iranu, warto zauważyć, iż co najmniej jeden znaczący raport podkreślił, iż Iran od dawna twierdzi, iż nie dąży do posiadania broni jądrowej, a oceny organów międzynarodowych i amerykańskiego wywiadu odgrywają kluczową rolę w debacie na temat realnej nieuchronności ewentualnego zbrojenia. Ta rozbieżność między domniemanym zagrożeniem a kwestionowanymi dowodami zawsze stanowiła przestrzeń, w której rozszerzają się argumenty za wojną prewencyjną, ponieważ niepewność staje się narzędziem, a nie ograniczeniem.
Reakcja Iranu rozpoczęła się szybko. Wiele raportów opisało irańskie wystrzelenia rakiet i dronów w kierunku Izraela, z włączonymi syrenami i środkami nadzwyczajnymi po stronie izraelskiej. Ta faza odwetu ma znaczenie nie tylko ze względu na natychmiastowe szkody, jakie może spowodować, ale także dlatego, iż sygnalizuje strategiczną logikę, którą Teheran prawdopodobnie zastosuje, jeżeli dojdzie do wniosku, iż USA przekroczyły próg od bycia zwolennikiem do bycia współwojującym. W takim przypadku irańska doktryna odstraszania zwykle przesuwa się od symbolicznego odwetu do szerszego zestawu celów, mającego na celu obciążenie amerykańskiej postawy regionalnej kosztami.
Właśnie to, jak sugerują wstępne doniesienia, może już mieć miejsce w Zatoce Perskiej. Associated Press poinformowała o eksplozjach w kilku krajach i poinformowała o trafieniu w centrum serwisowe Piątej Floty USA w Bahrajnie. Relacja na żywo z izraelskiego Timesa powoływała się na syreny alarmowe w Bahrajnie i opisywała eksplozje oraz dym w Manamie w związku z doniesieniami o irańskich atakach na bazy amerykańskie w państwach Zatoki Perskiej w odwecie za poranne ataki. Washington Post również odniósł się do irańskich ostrzeżeń, iż bazy amerykańskie w razie ataku będą traktowane jako legalne cele, i umiejscowił sobotnią eskalację w kontekście znacznej rozbudowy sił zbrojnych USA w regionie. choćby biorąc pod uwagę mgłę wojny, schemat jest wystarczająco wyraźny, by być alarmującym. Gdy amerykańska infrastruktura w Zatoce Perskiej staje się aktywnym polem bitwy, a nie czynnikiem odstraszającym w tle, drabiny eskalacji dramatycznie się skracają, ponieważ każdy atak stwarza presję na natychmiastowy kontratak.
Sobotnia przemoc jest również nierozerwalnie związana ze wspomnieniem ubiegłorocznego krótkiego, ale intensywnego konfliktu. Wiele mediów jednoznacznie powiązało obecny kryzys z 12-dniową wojną w czerwcu 2025 roku między Izraelem a Iranem, konfrontacją, która zakończyła się bez kompleksowego rozwiązania politycznego i dlatego stanowiła raczej próbę niż zamknięcie konfliktu. jeżeli ten wcześniejszy epizod czegoś nauczył podmioty regionalne, to tego, iż szybką wymianę pocisków i nalotów można na jakiś czas powstrzymać, ale kosztem normalizacji bezpośrednich ataków międzypaństwowych, które wcześniej były przeprowadzane głównie za pośrednictwem pośredników. Kiedy to tabu zostaje przełamane, kolejna runda jest zwykle szybsza, szersza i trudniejsza do opanowania.
Właśnie dlatego region, w ciągu jednego poranka, zbliżył się o kilka kroków do katastrofalnej wojny na pełną skalę, której granice trudno byłoby kontrolować. Płonie nie tylko diada izraelsko-irańska. To włączenie sił USA do aktywnych operacji i prawdopodobne rozszerzenie irańskich działań odwetowych na amerykańskie aktywa i partnerów w Zatoce Perskiej stwarza ryzyko rozlania się konfliktu na wielu frontach, w tym na szlaki morskie, infrastrukturę energetyczną i stabilność wewnętrzną państw, w których znajdują się bazy USA.
W tym kontekście interpretacja polityczna, do której nawołuje użytkownik, nie jest jedynie retoryczna, ale musi być traktowana ostrożnie i uczciwie. Można argumentować, biorąc pod uwagę czas i publicznie doniesienia o planowaniu, iż kierownictwo Waszyngtonu i Zachodniej Jerozolimy nie nadało priorytetu osiągnięciu porozumienia z Teheranem w drodze negocjacji, ponieważ operacja wydaje się być przygotowywana, gdy rozmowy wciąż trwały, a deklarowane cele wykraczają teraz poza obszar transformacji reżimu. Można również z równą powagą argumentować, iż język demokracji jest często wykorzystywany jako moralna przykrywka dla celów strategicznych, podczas gdy operacyjna rzeczywistość kampanii powietrznych i rakietowych osłabia potencjał państwa, zwiększa niepewność i zabija cywilów, choćby gdy deklaruje się precyzję. Nieodpowiedzialne byłoby jednak przedstawianie jako udowodnionego faktu wewnętrznej motywacji, której nie da się bezpośrednio udokumentować. Można z pewnością stwierdzić, iż sobotnie działania są zgodne z podejściem opartym na maksymalnej presji, mającym na celu osłabienie potencjału Iranu i destabilizację jego kalkulacji przywódczych, a nie zbudowanie stabilnego, weryfikowalnego porozumienia, z którym obie strony będą mogły żyć.
Dokąd to zmierza? Przewidzenie kolejnych ruchów jest w tej chwili naprawdę trudne, ponieważ trajektoria zależy od decyzji podejmowanych z godziny na godzinę, a nie od ustalonego scenariusza. Mimo to kilka scenariuszy jest już widocznych.
Optymistyczny scenariusz zakłada, iż obecna operacja amerykańsko-izraelska pozostanie ograniczona i potrwa zaledwie kilka dni, a irański odwet będzie wyważony, wystarczająco dotkliwy, by uznać go za odstraszający, ale nie na tyle rozległy, by zmusić Waszyngton do rozszerzenia planu wojennego. W tym ujęciu dyplomacja zakulisowa zostałaby gwałtownie wznowiona, być może za pośrednictwem Omanu lub innych pośredników, a po serii ataków region pogrążyłby się w napiętej ciszy, podobnej w formie, choć nie w szczegółach, do ciszy po walkach w czerwcu 2025 roku. Argument za tym scenariuszem jest prosty. Każda ze stron ma powody, by obawiać się niekontrolowanej eskalacji, a koszty gospodarcze i wewnętrzne przedłużającej się wojny byłyby ogromne dla wszystkich stron, w tym ryzyko szoku energetycznego i niebezpieczeństwo narastania niepokojów społecznych.
Łatwiej jednak nakreślić mroczniejsze scenariusze, ponieważ odpowiadają one logice tego, co już publicznie zasygnalizowano. Jedną z negatywnych ścieżek jest celowo zakrojona kampania przeciwko Iranowi, nie ograniczająca się do pocisków rakietowych, ale rozszerzająca się na ciągłe operacje powietrzne, tajny sabotaż i ukierunkowane naloty, w połączeniu z operacjami informacyjnymi mającymi na celu rozbicie spójności elit i podsycenie wewnętrznego buntu. Niektóre doniesienia z soboty wskazywały na źródła określające ten zamiar jako dekapitację irańskiego reżimu, a inne opisywały retorykę wzywającą Irańczyków do obalenia rządu. jeżeli stanie się to dominującą strategią, deklarowanym celem końcowym nie będzie rewizja porozumienia nuklearnego, ale reorganizacja samego państwa irańskiego. Potencjalnym rezultatem w takim przypadku nie będzie demokracja narzucona z góry, ale strukturalny upadek, podział na frakcje i długofalowa możliwość wejścia Iranu w stan państwa upadłego, z naciskami odśrodkowymi w kraju, który jest duży, zróżnicowany i objęty silnymi sankcjami choćby w czasie pokoju.
Inną negatywną ścieżką jest wyniszczająca, rozszerzająca się wojna, w której Iran przyjmuje na siebie pierwsze ciosy, zachowuje swoje polityczne centrum, a następnie przechodzi do wyniszczającej odwetowej reakcji w całym regionie, atakując amerykańskie obiekty i partnerów w Zatoce Perskiej oraz przeprowadzając cięższe ataki na Izrael. Wczesne sygnały, iż państwa Zatoki Perskiej już odczuwają szok, podkreślają, jak gwałtownie może to się rozprzestrzenić. W tym scenariuszu konflikt przestaje być epizodem, a staje się wojną regionalną, która zmienia kierunek handlu, militaryzuje korytarze morskie i wciąga wielu aktorów w otwartą konfrontację, czy to z wyboru, czy z konieczności.
Pomiędzy tymi biegunami znajduje się niejasny scenariusz środkowy, który pod wieloma względami może być najbardziej realistyczny. Jest to scenariusz częściowej eskalacji i częściowego powstrzymania, w którym obie strony kontynuują ataki, ale jednocześnie szukają wyjścia, na przemian karząc i dając sygnały. Tego rodzaju konflikt jest na swój sposób niestabilny, ponieważ wymaga ciągłej kalibracji, a kalibracja staje się najtrudniejsza, gdy liczba ofiar rośnie, rozprzestrzenia się dezinformacja, a opinia publiczna domaga się zemsty.
Należy przede wszystkim podkreślić, iż sobotnie wydarzenia obniżyły próg katastrofy. Region zbliżył się do punktu, w którym pojedynczy błędny odczyt radaru, pojedynczy atak powodujący masowe ofiary lub pojedynczy atak na newralgiczny punkt mógłby zmusić przywódców do decyzji, których nie planowali podjąć dziś rano. Fakty będą się zmieniać, a niektóre wcześniejsze twierdzenia nieuchronnie okażą się przesadzone lub błędne. Jednak kierunek strategiczny jest jednoznaczny. Bezpośredni atak USA i Izraela na Iran, a następnie irański odwet na Izrael i ataki na infrastrukturę powiązaną z USA w Zatoce Perskiej, to architektura szerszej wojny, choćby jeżeli żaden z protagonistów nie deklaruje, iż jej chce.
Przetlumaczono przez translator Google
zrodlo:https://www.rt.com/news/633214-us-israel-iran-war/








