Były wiceprzewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego, Wojciech Kwaśniak, to człowiek, który przez lata walczył o przejrzystość i uczciwość polskiego systemu finansowego. Dziś nie ma już złudzeń. Jak mówi w rozmowie w „Trójkącie Politycznym” – został przez państwo zdradzony. I to nie raz, nie dwa – ale trzy razy. Dziś przez cały czas staje przed sądem, oskarżany na podstawie sfabrykowanych zarzutów, podczas gdy jego prześladowcy wciąż mają wpływy w Prokuraturze.
Pierwsza zdrada: brutalny atak
Rok 2014. Wojciech Kwaśniak zostaje brutalnie pobity. Powodem jego działalność nadzorcza wobec SKOK Wołomin – największego w historii Polski przekrętu finansowego z udziałem instytucji parabankowej. Zamach na jego życie miał być jasnym sygnałem: przestańcie grzebać, zostawcie nas w spokoju.
Chcesz czytać więcej wewnętrznych informacji ze świata polityki i mediów? Prosimy o obserwowanie naszego profilu na Facebooku oraz na Twitterze. Proszę o lajkowanie i podawanie dalej naszych wpisów - w ten sposób możemy zrobić dla Ciebie więcej. |
– W roku 2014 doszło do zamachu na mnie – mówi Kwaśniak. – To była pierwsza zdrada. Państwo nie ochroniło mnie ani wtedy, ani później nie zrobiło nic, by ująć wszystkich odpowiedzialnych. Wręcz przeciwnie – niektórzy z nich do dziś pracują w instytucjach publicznych.
Druga zdrada: zatrzymanie i zarzuty
Cztery lata później, w 2018 roku, nad ranem, do jego domu wkracza policja. Zostaje zatrzymany, postawiono mu zarzuty. Prokuratura Regionalna w Szczecinie oskarża go – nie przestępców, nie ludzi z układu, nie tych, którzy stali za finansową mafią SKOK-u Wołomin – ale właśnie jego.
– Wtedy poczułem się zdradzony po raz drugi. To absurd, by prokuratura ścigała tych, którzy ujawnili największe patologie w sektorze finansowym – mówi Kwaśniak. – Zamiast mnie chronić, władza postawiła mnie przed sądem. Oskarżono człowieka, który ostrzegał przed tym, co miało się wydarzyć. Dziś wiemy, iż miałem rację. Ale to ja siedzę na ławie oskarżonych.
Trzecia zdrada: milczenie po zmianie władzy
Trzeci raz, jak mówi, został zdradzony po roku 2023, kiedy zmieniła się władza. Nadzieje wielu pokrzywdzonych przez prokuraturę Zbigniewa Ziobry skupiły się na nowym rządzie. Kwaśniak również miał nadzieję, iż sprawa wreszcie zostanie potraktowana poważnie, iż ktoś ją wyjaśni.
– Minął rok od zmiany władzy. I nic. Moja sytuacja się nie zmieniła. W zasadzie czuję się zdradzony nie tylko przez konkretne rządy, ale przez całą klasę polityczną – mówi. – Od lewej do prawej. Przez 11 lat wszyscy mieli wpływ na to, by tę sprawę wyjaśnić. I nikt nic nie zrobił. To nie jest przypadek.
SKOK Wołomin – niewygodna sprawa
Sprawa SKOK-u Wołomin to jeden z największych finansowych skandali III RP. Okradziono ludzi na setki milionów złotych. Nadzór finansowy — KNF — był jedyną instytucją, która realnie próbowała interweniować.
– Już w 2015 roku opublikowaliśmy szczegółowy harmonogram naszych działań nadzorczych wobec SKOK-u Wołomin – przypomina Kwaśniak. – Inne instytucje: prokuratura, ABW, Generalny Inspektor Informacji Finansowej, Kasa Krajowa – milczały. Do dziś nie ma jawnych informacji o ich działaniach. To też nie jest przypadek.
Dla Kwaśniaka i jego współpracowników sprawa jest jasna – nie mają nic do ukrycia. Dlatego od lat apelują o powołanie komisji śledczej. – Domagam się jej, bo tylko ona może rzucić światło na to, co naprawdę działo się w tej sprawie. Zbyt wiele pytań pozostaje bez odpowiedzi.
Brak zaufania do państwa i sądów
Kwaśniak nie kryje rozgoryczenia i utraty zaufania do instytucji, które miały służyć obywatelom. – Nie mam zaufania do wymiaru sprawiedliwości. I nie sądzę, żeby udało się je gwałtownie odbudować – mówi. – Sprawa SKOK-u Wołomin i to, jak była prowadzona przez ostatnie 10 lat, to dowód na to, iż państwo nie działa. Że potrafi skrzywdzić uczciwego człowieka, a chronić tych, którzy są naprawdę winni.