Po naszym wczorajszym artykule w przestrzeni publicznej zaczęła krążyć informacja, iż inicjator referendum „złożył 1500 podpisów”. To uproszczenie, które wprowadza w błąd. Wyjaśniamy, aby za kilka dni nie było ewentualnych nieporozumień.
W naszym artykule napisaliśmy o tym dość klarownie, ale sprecyzujmy i wyłóżmy to jeszcze raz.
Co wiemy:
- komisarz wyborczy przekazał informację, iż inicjator referendum dostarczył 139 kart jednostronnych i 6 kart dwustronnych
- na wzorze karty znajduje się 10 miejsc na podpisy
Komisarz wyborczy podał tylko tyle informacji, bo trwa liczenie i weryfikacja list. Jak skończy – poda pełne dane. To co powiedział, pozwoliło nam jednak wyciągnąć wnioski: znamy liczbę złożonych kart, wiemy ile na nich było miejsc na podpisy, więc już wiemy, iż mogły pomieścić maksymalnie 1510 podpisów. Próg wynosił ponad 2200, więc jego osiągnięcie jest niemożliwe – stąd mogliśmy napisać, iż referendum nie będzie.
Ale to nie oznacza, iż „złożono 1500 podpisów”. Dlaczego?
- żeby stwierdzić liczbę podpisów, trzeba znać faktyczne wypełnienie kart
- komisarz nic o tym nie mówi
- praktyka pokazuje, iż karty rzadko są wypełnione w 100% – część pozycji pozostaje pusta,
Te złożone listy z podpisami są w tej chwili weryfikowane. Dopiero po tym komisarz wyborczy poda informacje ile ich było. No i ile z nich przeszło weryfikację.
Ostateczny wniosek:
W kwestii tego ile podpisów przekazano, a potem ostatecznie ile z nich przeszło weryfikację, trzeba zaczekać na komunikat komisarza wyborczego. Dane o liczbie kart pozwalają jedynie stwierdzić, iż nie ma możliwości osiągnięcia koniecznego progu.
Uznaliśmy, iż warto o tym napisać jeszcze raz precyzyjnie, aby ewentualnie nie było rozdźwięku, gdy za kilka dni zostaną przekazane szczegółowe dane.

13 godzin temu







