Mamy dowody na to, iż Urząd Ochrony Danych Osobowych został zaalarmowany o skandalu w świdnickim magistracie już 28 stycznia. Mimo to, prezydent Beata Moskal-Słaniewska milczała przez kolejne trzy miesiące, zanim na stronie Urzędu Miasta pojawił się komunikat o otwartych na oścież i pozostawionych bez zabezpieczenia pomieszczeniach jednego z wydziałów magistratu i ewentualnym zagrożeniu płynącym z tego faktu dla mieszkańców. Czy kwietniowy komunikat to próba ucieczki przed odpowiedzialnością karną?
TEGO NIE PRZECZYTASZ W „MEDIACH” SAMORZĄDOWYCH
W połowie stycznia wydawca portalu Swidnica24.pl pojawił się w Urzędzie Miejskim jako zwykły petent. Chciał uzyskać rutynową informację o działce gruntu. To, co zastał w Wydziale Gospodarki Przestrzennej, nie było jednak „standardem obsługi”, ale obrazem skrajnego niedbalstwa: puste biura, otwarte drzwi i teczki z dokumentami leżące bez żadnego nadzoru. Zbulwersowany obywatel nagrał to, co widział każdy, kto wszedł z ulicy. Ani na stronie urzędu, ani na drzwiach wydziału nie było żadnej informacji o zakazie wstępu lub o tym, by wydział był nieczynny. Urząd jest miejscem publicznym i każdy petent ma prawo wejść do poszczególnych wydziałów, jeżeli nie są dodatkowo chronione jak np. część wydziału spraw obywatelskich, gdzie wydawane są m.in. dowody tożsamości.
Zanim kroki wykonał magistrat, pierwszy alarmował mieszkaniec.
Kalendarium zaniechań
Już 28 stycznia 2026 r. do Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych wpłynęło oficjalne pismo Marka Kowalskiego, alarmujące o rażących naruszeniach w świdnickim urzędzie. Oznacza to, iż organ nadzorczy w Warszawie badał sprawę w czasie, gdy świdniccy urzędnicy publicznie udawali, iż problemu nie ma. Dopiero 24 kwietnia – po blisko 100 dniach od incydentu – prezydent Świdnicy zdecydowała się opublikować komunikat o „wysokim ryzyku” naruszenia praw i wolności mieszkańców.
Gdzie podziały się 72 godziny?
Unijne prawo (RODO) jest bezlitosne: administrator ma obowiązek zgłosić naruszenie do UODO w ciągu 72 godzin. jeżeli Prezydent Świdnicy czekała z tym do kwietnia, złamała prawo. jeżeli zaś zgłosiła to wcześniej, a mieszkańców poinformowała dopiero po trzech miesiącach – świadomie naraziła obywateli na ryzyko kradzieży tożsamości. Przez te 99 dni milczenia każdy, czyje dane były „wystawione na widok” w styczniu, mógł stać się ofiarą przestępstwa, nie mając o tym pojęcia.
Zamiast pokory – próba zastraszenia obywatela
W oficjalnym piśmie Ratusz stosuje zdumiewającą linię obrony: sugeruje, iż zagrożenie powstało w wyniku działań osoby, która ujawniła brak przestrzegania elementarnych zasad nadzoru nad dokumentami i mieniem, pozostawionymi bez żadnego dozoru podczas prowadzenia prac remontowych. To karkołomna teza – to tak, jakby obwiniać świadka, który zgłosił otwarty skarbiec w banku, zamiast ukarać dyrektora za to, iż go nie zamknął. Wobec wydawcy portalu Świdnica24.pl wytoczono ciężkie działa. Został on wezwany na przesłuchanie w charakterze świadka w sprawie o czyn z art. 267 § 3 i 4 Kodeksu karnego.
Przepisy te brzmią:
§ 3. Tej samej karze [do 2 lat więzienia] podlega, kto w celu uzyskania informacji, do której nie jest uprawniony, zakłada lub posługuje się urządzeniem podsłuchowym, wizualnym albo innym urządzeniem lub oprogramowaniem specjalistycznym.
§ 4. Tej samej karze podlega, kto informację uzyskaną w sposób określony w § 1–3 ujawnia innej osobie.
Próba dopasowania tych przepisów do obywatela, który w biały dzień wszedł do urzędu i zarejestrował telefonem leżące na wierzchu akta, jest porażająca. To sygnał dla mieszkańców: jeżeli zauważysz błąd władzy, możesz stać się celem organów ścigania.
Prokurator został powiadomiony o zaniedbaniach i milczeniu władz Świdnicy
Marek Kowalski nie zamierza bezczynnie patrzeć na próbę odwracania kota ogonem. Do Prokuratury Rejonowej w Świdnicy zostało skierowane zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa z art. 231 Kodeksu karnego (niedopełnienie obowiązków) przez urzędników. Zostało opisane całe zajście wraz z rodzącymi się po opublikowanym 24 kwietnia zawiadomieniu prezydenta Świdnicy.
Kiedy dokładnie Prezydent Miasta dowiedziała się o skardze do UODO?
Dlaczego mieszkańców powiadomiono o zagrożeniu z tak ogromnym opóźnieniem?
Czy działania policji wobec osoby ujawniającej skandal mają na celu ukrycie zaniedbań magistratu?
Dziś to obywatel musi tłumaczyć się na policji (wezwanie wpłynęło z Nowej Rudy) z tego, iż pokazał prawdę. Do tematu będziemy wracać z nowymi ustaleniami z trybu dostępu do informacji publicznej.
/red./

1 godzina temu













