Do sołectwa, na czele którego stoi, od lat chętnie przeprowadzają się mieszkańcy Słupcy. Jaka jest jego wizja Róży, dlaczego zrezygnował z przewodniczenia miejscowemu kołu gospodyń i skąd się biorą zarzuty o upolitycznienie jego społecznej działalności? To tylko niektóre z tematów, które poruszyliśmy w rozmowie z Marcinem Mielczarkiem.
Dlaczego zdecydował się Pan kandydować na sołtysa?
To mieszkańcy sołectwa mnie do tego namówili. W rozmowach coraz częściej pojawiało się przekonanie, iż potrzebna jest zmiana. Nie rewolucja, tylko inny styl działania: spokojny, uczciwy i bliżej ludzi. Kiedy padło pytanie, czy nie chciałbym wystartować, odpowiedziałem wprost: jeżeli chcecie zmiany, to wszystko jest w waszych rękach. Sołtys sam niczego nie zrobi. Bez zaufania i współpracy to tylko funkcja na papierze. Zdecydowałem się, bo zobaczyłem gotowość ludzi do wspólnego działania. Sołectwo to moja mała ojczyzna. Funkcja sołtysa nie jest dla mnie celem samym w sobie, tylko narzędziem do tego, by razem z mieszkańcami realnie zmieniać to, co nas otacza.
Sołtys dziś to bardziej społecznik czy menedżer?
Jedno i drugie. Trzeba lubić ludzi i lubić z nimi rozmawiać, ale bez planowania, pilnowania terminów i doprowadzania spraw do końca kilka się uda. Sołtys XXI wieku musi być blisko mieszkańców, lubić z nimi rozmawiać, ale musi też być konsekwentny i odpowiedzialny w działaniu. I lubić się dokształcać, bo wiele sprawa jest nowych.
Jak narodziło się Koło Gospodyń Wiejskich „Różany Zakątek”?
Z inicjatywą przyszli sami mieszkańcy, i to jeszcze zanim zostałem sołtysem. Padło pytanie: „A może byśmy u nas założyli KGW?”. Odpowiedź była prosta: zróbmy to. Zająłem się wszystkimi formalnościami. Od początku KGW miało służyć naszej społeczności sołeckiej, a tam, gdzie to możliwe również mieszkańcom całej gminy wiejskiej.
Skąd wzięła się nazwa „Różany Zakątek”?
To pomysł mojej żony. Spodobał się od razu, bo dobrze oddawał charakter miejsca i ideę wspólnoty.
Dlaczego zrezygnował Pan z funkcji przewodniczącego KGW?
Zakładając to KGW miałem głowę pełną pomysłów i konkretny plan działania. Cieszę się, iż wiele z tych inicjatyw udało się zrealizować, co pokazuje, iż nasza praca miała sens. Jednak w pewnym momencie musiałem zrezygnować z funkcji, ponieważ kompasy moralne mój i części członków zaczęły wskazywać zupełnie inne kierunki. Dla mnie działalność społeczna musi opierać się na absolutnej przejrzystości, uczciwości i szacunku do prawa oraz drugiego człowieka. Gdy zobaczyłem, iż standardy zaczynają od tego odbiegać, a próby rozmowy o zasadach są zagłuszane krzykiem, uznałem, iż nie mogę dłużej firmować tego swoim nazwiskiem jako lider. Rozjechały się też nasze wizje celu działania. Uważam, iż KGW ma służyć sołectwu i gminie wiejskiej. Odpowiedzialność lidera polega czasem na odejściu z funkcji, gdy naruszane są fundamenty. Zrobiłem to dla dobra wspólnoty, ale też z szacunku do samego siebie bo są granice, których w pracy społecznej przekraczać nie wolno. przez cały czas jestem członkiem KGW, bo sama idea KGW jest słuszna, ale nie mogłem dłużej brać odpowiedzialności za działania, z którymi się po prostu etycznie nie zgadzam.
Mocno zwraca Pan uwagę na lokalizację Waszej szkoły twierdząc, iż placówka wcale nie mieści się w Koszutach.
Bo takie są fakty. Szkoła znajduje się administracyjnie na terenie Koszut-Parceli, czyli leży w moim sołectwie. Mówienie o szkole w Koszutach jest po prostu błędne. Moje zwrócenie na to uwagi to nie był spór ani złośliwość, tylko dbałość o tożsamość miejsca. Dla mieszkańców takie rzeczy naprawdę są ważne.
Bieg Biało-Czerwona Róża stał się jednym z symboli sołectwa. Jak się narodził?
Z pomysłem przyszedł do mnie Mateusz Walczak. Pomysł bardzo mi się spodobał i jako członek Wielkopolskiego Stowarzyszenia Sołtysów – Koło Gmina Słupca pomyślałem, iż fajnie będzie, jak to właśnie nasze Koło weźmie się za organizację tej imprezy. Przedstawiłem temat zarządowi, czyli Krzysztofowi Matyjaszkowi oraz Katarzynie Dalke. Stwierdzili, iż to super pomysł. Całą stroną organizacyjną zajęła się Kasia, nazwa biegu również była jej pomysłem. Oczywiście Mateusz też pomógł. To była prawdziwa praca zespołowa. Patronem pierwszej edycji był Ireneusz Niewiarowski, prezes Krajowego Stowarzyszenia Sołtysów i prezes Klubu Biegacza Aktywni Konin. W 2025 roku, przy drugiej edycji, w organizację włączyła się już Gmina i Pan Wójt, co pokazuje, jak ta inicjatywa rośnie.
Po biegu pojawiły się zarzuty o upolitycznienie tego wydarzenia. Jak Pan na to reaguje?
Spokojnie. To wydarzenie społeczne, rodzinne i lokalne. Były biało-czerwone barwy, dzieci, seniorzy, wspólnota. Nie było polityki, była Polska i byli ludzie. Mam wrażenie, iż dziś każdą aktywność, którą robię próbuje się na siłę wpisać w polityczne ramy. A przecież 11 listopada należy do wszystkich. Ten bieg ma łączyć, a nie dzielić.
W sołectwie zorganizowano także zbiórkę dla zwierząt. Skąd ten pomysł?
Z rozmowy. Jedna z nowych mieszkanek, wolontariuszka schroniska, zaproponowała zbiórkę. Powiedziałem: jeżeli możemy pomóc, to pomóżmy. Udało się wesprzeć Stowarzyszenie „Pokochaj Burka” oraz Schronisko w Katarzynowie. To pokazuje, jak dużo empatii i dobrej energii jest w tej społeczności.
Bardzo charakterystyczny w Róży jest przystanek dla dzieci. Skąd pomysł na jego obecny wygląd?
Szukałem rozwiązania na przystanek, który był u nas na wsi. Żeby był bezpieczny, estetyczny i po prostu normalny. Pomógł mój kolega z innego sołectwa, grafik, który zaproponował stronę wizualną przystanku. Sama realizacja powstała dzięki współpracy kilku osób. Część środków pochodziła z Koła Gospodyń Wiejskich, jeszcze z czasu, gdy byłem jego przewodniczącym. Większą część kosztów pokryłem we własnym zakresie, bo zależało mi, żeby temat nie utknął i żeby dzieci miały to miejsce jak najszybciej. Bardzo dużo pracy włożył w to jeden z mieszkańców naszego sołectwa oraz mój kolega, który od początku pomagał koncepcyjnie i organizacyjnie. Do realizacji dołączyła też firma ZREMB. Każdy dołożył swoją cegiełkę i dzięki temu udało się doprowadzić sprawę do końca.
A jakie inwestycje udało się zrealizować z Funduszu Sołeckiego 2025?
Postawiliśmy na konkrety. Zainwestowaliśmy w pierwsze w gminie lampy hybrydowe ( solarno-wiatrowe), zamontowaliśmy nowe huśtawki na placu zabaw i rozpoczęliśmy wymianę tablic informacyjnych. Kupiliśmy też ławki i namiot, które będą służyć przy imprezach integracyjnych oraz opracowaliśmy strategię sołectwa. Mamy plan, aby – jeżeli środki pozwolą i mieszkańcy tak zdecydują – montować kolejne 2-3 lampy hybrydowe rocznie. Poza samym Funduszem udało się załatwić inne ważne sprawy. Z mojej inicjatywy gmina odmalowała barierki na mostku w Koszutach-Parcelach, dzięki czemu są teraz znacznie lepiej widoczne, co poprawia bezpieczeństwo. Doprowadziłem też do finału sprawę słupów Orange, które od lat stały na polach mieszkańców i utrudniały prace rolne. Po mojej interwencji zostały w końcu usunięte.
Warto wspomnieć o przekształceniu działki przy szkole.
Chodzi o działkę przy szkole w Koszutach Parcele, na rozjeździe drogi wojewódzkiej i drogi w stronę Kamienia. Grunt ten został przekształcony z mojej inicjatywy. Otwiera to drogę do realnych inwestycji w przyszłości. Przygotowałem koncepcję punktu odpoczynku dla mieszkańców i rowerzystów. To myślenie długofalowe, mam świadomość iż nie wszystko się uda od razu zrobić, ale małymi krokami cel będzie osiągnięty. I co ważne, muszę mieć mieszkańców, którzy będą mnie wspierać.
Jaką ma Pan wizję przyszłości sołectwa?
Sołectwo się rozwija, w ciągu roku przybyło 16 nowych mieszkańców u nas. To dobry sygnał. Mam pomysł na teren przy jeziorze w Róży. Chciałbym, aby w całości gmina wydzierżawiła go od Wód Polskich i by powstała tam m.in. ścieżka rowerowa, która łączyłaby się z promenadą nad Jeziorem Słupeckim. Zdaję sobie sprawę, iż to skomplikowana sprawa i nie obiecuję szybkich efektów, ale mam nadzieję, iż z czasem uda się ten temat ruszyć. Równolegle ważne są drogi, chodnik i ścieżka rowerowa, bo to realnie wpływa na codzienne bezpieczeństwo i komfort życia. Najtrwalsze rzeczy powstają wtedy, gdy są przemyślane i robione wspólnie z mieszkańcami.
Na koniec – po co Pan to wszystko robi?
Bo wierzę, iż największą siłą sołectwa są ludzie. A rolą lidera nie jest świecić, tylko być obok, słuchać i pomagać wtedy, gdy jest się potrzebnym.

1 godzina temu










![Szybkie okrążenia i wielkie serca. Kartingowy akcent WOŚP [zdjęcia]](https://tarnow.ikc.pl/wp-content/uploads/2026/01/Serduszkowe-zawody-karting-fot.-Artur-Gawle0001.jpg)

