Kanalizacja zbiorcza w Gminie Gdów miała objąć niemal wszystkich mieszkańców. Zgodnie z rozporządzeniem Wojewody Małopolskiego z 2006 roku, aglomeracja miała liczyć aż 17 500 RLM (równoważnej liczby mieszkańców), co obligowało samorząd do budowy sieci praktycznie w każdej z 29 miejscowości. Po latach szumnych zapowiedzi i rozbudzania nadziei lokalnej społeczności, urzędnicy musieli jednak wykonać gwałtowny odwrót. Zamiast nowoczesnej sieci w całej gminie, mieszkańcy 19 wsi dowiedzieli się, iż rury do nich nie dotrą. Choć decyzję tę można tłumaczyć twardymi przepisami i ekonomią, rzuca ona również światło na krótkowzroczność i słabość strategiczną władz gminy z wójtem na czele, które przez lata sankcjonowały nierealny plan.
Kluczowy zwrot nastąpił w 2014 roku, kiedy wójt gminy Gdów oficjalnie zawnioskował o drastyczne okrojenie granic aglomeracji. Sejmik Województwa wniosek przyjął, zmniejszając aglomerację do 8 023 RLM i ograniczając ją do zaledwie sześciu miejscowości: Gdów, Pierzchów, Niegowić, Niewiarów, Marszowice i Fałkowice. Dla pozostałych 19 wsi oznaczało to wykreślenie z planów 192,1 km sieci, która miała służyć ponad 9 tysiącom osób. Oficjalnym powodem tej decyzji był brak możliwości spełnienia kryteriów KPOŚK. Przy ukształtowaniu terenu ze spadkami rzędu 2%, przepisy wymagały, aby na każdy kilometr sieci przypadało minimum 90 mieszkańców. Tymczasem w odrzuconych rejonach wskaźnik ten wynosił średnio zaledwie 48 osób na kilometr. W tym miejscu ujawnia się jednak największa słabość zarządzania gminą. Narzucone w 2006 roku ramy aglomeracji przez 8 lat nie zostały przez wójta realnie zweryfikowane pod kątem finansowym i topograficznym. Przez niemal dekadę władze tolerowały dokumenty planistyczne oderwane od rzeczywistości, nie dostrzegając, iż rozproszona zabudowa takich wsi jak Zalesiany (wskaźnik 17 osób/km), Kunice (26 osób/km) czy Podolany (24 osoby/km) z góry skazywała ten projekt na porażkę. Spóźniona reakcja i nagłe cięcia postawiły tysiące mieszkańców przed faktem dokonanym.
Analiza danych technicznych, którymi ostatecznie podparł się urząd, nie pozostawiała złudzeń co do kosztów: Wiatowice i Bilczyce wymagały gigantycznych nakładów liniowych (odpowiednio 17,5 km oraz 20,4 km sieci) przy skrajnie niskiej efektywności (35 i 48 osób/km). Szczytniki, Książnice i Czyżów
mimo lepszych wskaźników (od 67 do 74 osób/km), wciąż nie dawały szans na spięcie budżetu i uzyskanie dotacji zewnętrznych. Problem polega na tym, iż zamiast szukać alternatywnych, innowacyjnych rozwiązań zbiorczych dla tych rejonów, gmina wybrała najwygodniejsze dla siebie wyjście. Ciężar organizacji gospodarki ściekowej w wykluczonych miejscowościach przerzucono bezpośrednio na barki mieszkańców. Wójt, wycofując gminę z inwestycji, pozostawił setki gospodarstw domowych z koniecznością kosztownego, indywidualnego dbania o ekologię.
Obecna strategia gminy to klasyczne minimalizowanie strat. Skupiono się wyłącznie na obszarach gęsto zaludnionych, gdzie inwestycja broni się ekonomicznie. Z punktu widzenia dyscypliny budżetowej, decyzja wójta o zmniejszeniu aglomeracji była bolesnym, ale jedynym racjonalnym krokiem w 2014 roku. Z punktu widzenia zarządzania strategicznego – stanowi jednak dowód na wieloletnie zaniedbania, brak wcześniejszych audytów i bezradność w starciu z wyzwaniami infrastrukturalnymi, za które ostateczną cenę płacą dziś mieszkańcy pominiętych 19 wsi.











