Nielegalny imigrant wyznania sikh, który zgwałcił kobietę z zespołem Downa i dopuścił się napaści seksualnej na dwie pielęgniarki, od 10 lat nie może zostać deportowany, ponieważ odmawia podpisania dokumentów. To kolejny przykład absurdu imigranckiego z Wielkiej Brytanii, w której dzięki wprowadzeniu w życie lewicowej utopii, nachodźcy są traktowani znacznie lepiej niż rdzenna ludność.
Wielka Brytania to już powoli stan umysłu. Harjit Singh został w 2016 roku skazany w sądzie Kingston Crown Court za kilka napaści na kobiety. Wobec przygniatających dowodów, 48-letni Harjit Singh przyznał się do gwałtu, dwóch usiłowań gwałtu oraz wtargnięcia z zamiarem popełnienia przestępstwa na tle seksualnym. Zarzut gwałtu dotyczy ataku na 35-letnią kobietę z zespołem Downa. Obrzydliwy, śniady nachodźca śledził ją w drodze do domu w zachodnim Londynie i wszedł za nią do budynku mieszkalnego, gdzie dokonał ataku.
Singh przebywał w Wielkiej Brytanii już od 19 lat, jednak najwyraźniej lewicowa szczepionka asymilacji mu się nie przyjęła. Po wyroku karnym z 2016 roku, który zakłada jego deportację do Indii, stwierdził, iż nie chce współpracować z Ministerstwem Spraw Wewnętrznych w sprawie wydania dokumentów podróżnych umożliwiających jego wydalenie i odmówił ich podpisania. Jak poinformowano, wobec tego faktu urzędnicy nie mogą zastosować bardziej rygorystycznych środków i byli zmuszeni zwrócić się o pomoc do ambasady Indii. Miało to miejsce już 10 lat temu. Od tego czasu imigrant, jakby nigdy nic, pozostaje na terenie kraju.
Ta historia brzmi jak ponury żart, z tym iż ofiary nie mają już powodów do śmiechu. Sprawa stawia pytanie o skuteczność systemu migracyjnego. o ile osoba skazana za poważne przestępstwa seksualne może przez lata pozostawać poza zasięgiem skutecznej procedury deportacyjnej, to trudno oprzeć się wrażeniu, iż coś w całym mechanizmie działa odwrotnie niż powinno.
Obywatele mogą odnieść wrażenie, iż państwo potrafi produkować tysiące stron procedur, formularzy i wytycznych, ale napotyka poważne trudności, gdy trzeba wyegzekwować decyzję wobec skazanego przestępcy. W takim obrazie rzeczywistości największą przeszkodą dla aparatu administracyjnego nie jest brutalne przestępstwo, ale brak odpowiedniego podpisu na odpowiednim dokumencie.
W ten sposób procedury zaczynają sprawiać wrażenie ważniejszych od celu, któremu mają służyć. Społeczeństwo oczekuje, iż system będzie przede wszystkim chronił ofiary i bezpieczeństwo publiczne, a dopiero później zajmował się biurokratyczną celebracją kolejnych formularzy. w brytyjskiej utopii dzieje się jednak odwrotnie.
Zaiste, trudno uznać za oznakę sprawnego państwa sytuację, w której skazany sprawca ciężkich przestępstw seksualnych staje się dla administracji problemem proceduralnym, zamiast zostać po prostu skutecznie usuniętym z kraju i władze muszą go pytać o łaskawą zgodę na deportację. Casus Harjita Singha daje przykład innym imigrantom, co robić, by mimo popełniania poważnych przestępstw, skutecznie unikać odpowiedzialności.
Polecamy również: Soros i Rockefeller finansują czarną migrację do Polski

4 godzin temu












