Więcej broni dla Kijowa? Premier musi najpierw pokazać rachunek bezpieczeństwa Polski

dzienniknarodowy.pl 2 godzin temu
Zdjęcie: Więcej broni dla Kijowa? Premier musi najpierw pokazać rachunek bezpieczeństwa Polski


Zapowiedź mocniejszego wojskowego wsparcia Kijowa wywołała gwałtowny sprzeciw Przemysława Czarnka. Polityk PiS oskarżył Donalda Tuska o gotowość do osłabienia własnego państwa i wezwał go do odejścia. Zamiast kolejnej wojny na hasła Polacy powinni dostać jasny bilans: co możemy przekazać, co zostaje w kraju i kiedy armia otrzyma uzupełnienia.

Polityczny alarm po słowach premiera

Czwartkowa wypowiedź Donalda Tuska uruchomiła kolejny spór o granice polskiej pomocy wojskowej. Interia przekazała, iż premier, odnosząc się do rosyjskich uderzeń, poparł zwiększenie wsparcia dla broniącej się Ukrainy. Przemysław Czarnek z PiS odpowiedział zarzutem, iż taki kierunek może pozbawiać Polskę potrzebnego uzbrojenia.

Kandydat PiS na stanowisko premiera użył skrajnie ostrej oceny i wezwał szefa rządu do natychmiastowego ustąpienia. Jego reakcja uderza w Tuska, ale wskazuje zarazem pytanie, którego żadna władza nie ma prawa omijać: gdzie przebiega granica między pomocą sojusznikowi a ryzykiem dla gotowości własnych sił zbrojnych?

Materiał Interii nie podaje rodzaju ani liczby systemów, które miałyby trafić na Ukrainę. Nie przedstawia również terminarza ewentualnych dostaw. Oskarżenie Czarnka jest zatem polityczną interpretacją ogólnej zapowiedzi, a nie reakcją na ujawniony wykaz uzbrojenia. Ta różnica ma znaczenie. Poważna krytyka musi opierać się na konkretnych decyzjach, a poważny rząd powinien takich konkretów dostarczać.

Najpierw zdolność obrony Rzeczypospolitej

Rosja prowadzi agresywną wojnę na Ukrainie i pozostaje głównym militarnym zagrożeniem dla naszej części Europy. Polska ma własny interes w powstrzymywaniu rosyjskiej ekspansji możliwie daleko od swoich granic. Pomoc Kijowowi jest więc narzędziem bezpieczeństwa, a nie gestem dobroczynności. Nie daje to jednak rządowi prawa do wystawiania polskiej armii na nieznane ryzyko.

Każda kolejna dostawa powinna przejść twardy rachunek zdolności. Liczą się zapasy pozostające w jednostkach, czas odtworzenia wyposażenia, dostępność amunicji, szkolenie obsług oraz pieniądze na zakupy zastępcze. Obywatele nie muszą poznawać wojskowych tajemnic, ale mają prawo znać zasadę podejmowania decyzji i otrzymać zapewnienie poparte planem, a nie samym słowem premiera.

Warszawa powinna też bez kompleksów rozliczać sojuszników z ich udziału. Polska jako państwo wschodniej flanki NATO ponosi większe ryzyko niż kraje oddalone od Rosji. Ciężaru nie wolno rozkładać tak, by państwa najbardziej zagrożone oddawały najważniejsze zasoby, podczas gdy bogatsi partnerzy chronią własne magazyny i poprzestają na politycznych apelach. Sojusz ma sens wtedy, gdy odpowiedzialność jest wspólna.

Konkrety zamiast licytacji

Obecny spór zbyt łatwo zamienia się w starcie dwóch komunikatów. Tusk mówi o większej pomocy. Czarnek odpowiada oskarżeniem o rozbrajanie kraju. Tymczasem stawką nie jest przewaga w telewizyjnym klipie, ale bezpieczeństwo polskich rodzin, żołnierzy i infrastruktury.

Rząd powinien przedstawić opinii publicznej ramowe warunki dalszych dostaw. Jak chroniona będzie gotowość jednostek? Kto pokryje koszt odtworzenia zapasów? W jakim zakresie większy wysiłek podejmą pozostali członkowie NATO? Bez odpowiedzi na te pytania władza sama tworzy przestrzeń dla podejrzeń i politycznego chaosu.

Polski realizm wymaga połączenia trzech celów: skutecznej obrony Ukrainy przed Rosją, utrzymania mocnej armii w kraju oraz rozbudowy własnego przemysłu zbrojeniowego. Nie wolno poświęcić żadnego z nich. Premier, który zapowiada nowy wysiłek wojskowy, powinien zacząć od wykazania, iż Rzeczpospolita pozostanie bezpieczna. Tego wymaga jego urząd i interes narodowy.

Źródło: Interia Wydarzenia

Idź do oryginalnego materiału