Wenezuela - smutny przypadek i memento dla nas

niepoprawni.pl 16 godzin temu

Tym razem nagłe zastępstwo trafiło mi się nie jak poprzednio w Australii, ale blisko – na Karaibach. Zespół z Wenezueli pracujący na jednym z wielkich statków wycieczkowych został bez pianisty, bo ich szef - najlepszy wenezuelski pianista jazzowy - dostał pracę w USA i zostawił na lodzie muzyków, z którymi długo pracował, a choćby nagrywał płyty. Nie było to zbyt eleganckie, ale koledzy przyjęli sytuację ze zrozumieniem, w końcu taka okazja – legalna praca w USA, może się więcej nie powtórzyć.
Wenezuelczycy różnili się od innych kolegów z Karaibów, zawsze wesołych, pogodnych i zadowolonych z życia. Moich muzyków gnębiła sytuacja w kraju. Mówili, iż nie mają perspektyw na godne życie, bo nad ich potencjalnie bardzo bogatym krajem ciąży jakieś fatum. W Wenezueli nie brak bogatych ludzi, ale rządząca czerwona burżuazja na swoje imprezy sprowadza muzyków z Jamajki, albo z Ameryki gardząc muzykami lokalnymi.
Boom turystyczny statków wycieczkowych ominął Wenezuelę, choć dziesiątki wycieczkowców każdego dnia przemierzają wszystkie zakątki Karaibów. Jeszcze pod koniec tysiąclecia sporadycznie jakiś statek cumował w Puerto de La Guaira, skąd taksówką za 50$ można było dojechać do Caracas i zobaczyć kraty w oknach do 8 piętra. Turystyka wymaga bezpieczeństwa, a w Wenezueli wraz z pogarszaniem się poziomu życia szerzył się bandytyzm.
W czasie "cudu gospodarczego" Wenezueli lat 70-tych, mój kolega został koncertmistrzem orkiestry symfonicznej w Maracaibo – centrum przemysłu naftowego kraju. Na kontrakt wyjechał z żoną i małym dzieckiem. Kolega był bardzo zajęty próbami i koncertami. Żona się nudziła w domu aż do czasu, kiedy poznała zamożnego polskiego przedsiębiorcę – bardziej atrakcyjnego niż mąż-skrzypek. Dlatego zabrała dziecko i wyprowadziła się do biznesmena o imponującym majątku miliona dolarów (zamierzał jeszcze zarobić drugi milion i wrócić do Polski). Koledze skończył się kontrakt i wrócił do kraju sam, a ex-żona wielkodusznie zrezygnowała z alimentów. Skrzypek następnie został koncertmistrzem w Kairze i tu dowiedziałem się o tej historii.
W latach 90-tych, mając nową rodzinę i pracując w Filharmonii Narodowej zaprosił już dorosłego wenezuelskiego syna do Warszawy, bo po krachu finansowym Wenezueli jego ojczym stracił cały majątek, a ich rodzina po prostu biedowała. Bezrobocie i poziom życia (nędzny) w obu krajach był porównywalny i syn jednak nie zdecydował się na pozostanie w Polsce.
Muzyk utrzymywał regularny kontakt z synem i byłą żoną, a z ich relacji wyłaniał się obraz kraju coraz bardziej pogrążającego się w chaosie i absurdzie. Postępująca erozja demokracji była wynikiem działań kubańskich fachowców organizujących w Wenezueli "rewolucję boliwariańską", czyli po prostu komunizm w wersji sowieckiej. Żeby nie budzić (złych) skojarzeń z Kubą, starannie unikano słów o komunizmie. Znacjonalizowano bez odszkodowań amerykańskie instalacje naftowe, by dochody z ropy "oddać ludowi Wenezueli zamiast amerykańskim imperialistom", co spotkało się z entuzjazmem sporej części społeczeństwa.
Po pewnym czasie niekonserwowane rafinerie przestały działać, więc wprowadzono kartki na importowaną (!) benzynę. Ludność przystosowywała się do nowych sytuacji umiejętnie unikając ryzyka bycia ograbionym. Nie można wychodzić z domu z zegarkiem, bransoletką, pierścionkiem czy kolczykami. Najlepiej mając przy sobie niedużą sumę, by w razie kłopotów oddać ją bandziorom. Kiedyś kolega rozmawiając z ex-żoną usłyszał, iż musi już kończyć, bo ona stoi w kolejce po chleb i właśnie zbliża się do lady...

Rodzina nie ma najmniejszych szans na ewakuowanie się do Polski, gdyż ceny biletów lotniczych są absolutnie poza ich zasięgiem.

Wenezuela to wielki kraj (trzykrotnie większy od Polski), niezmiernie bogaty w surowce. Są tu dżungla amazońska, piękne tropikalne plaże, najwyższe szczyty Andów (niemal 5 tys. metrów), największe jezioro kontynentu i druga najdłuższa rzeka Orinoko. Do tego dobrze wykształcona ludność (piękne kobiety!). Jeszcze niedawno był to najbogatszy kraj Ameryki Łacińskiej o stabilnej demokracji. Jak to możliwe, iż dziś ludność tego kraju należy do najuboższej (obok Haiti) na ziemi i jest gnębiona przez policję polityczną i pospolitych bandytów?
Po opanowaniu Kuby, sowieci zorganizowali na wyspie wielki ośrodek kształcenia kadr, których zadaniem było szerzenie "rewolucji" na wszystkie kraje Ameryki Łacińskiej. Jednym z absolwentów "uczelni" kubańskiej był twórca "rewolucji boliwariańskiej" w Wenezueli – Hugo Chavez.
Założony pod Hawaną przez KGB ośrodek generujący komunistycznych agitatorów i przyszłych "wodzów rewolucji", ma imponujące osiągnięcia – Ameryka Południowa dawno przestała być folwarkiem USA, gdyż na 34 państwa regionu, 26 to kraje zaprzyjaźnione z dawnym ZSRR i jego sukcesorem...
Smutny los Wenezueli to dla nas memento. Musimy sobie uświadomić, iż dobrobyt i swobody demokratyczne nie są nam dane na zawsze i mogą się zmienić niepostrzeżenie w nędzę i terror.

Idź do oryginalnego materiału