Węgry w przedwyborczym napięciu

myslpolska.info 2 godzin temu

Jest słonecznie i, jak na tę porę roku, wyjątkowo ciepło. Pojedyncze białe obłoki zdobią błękitne niebo, dopełniając sielankowy krajobraz. Choć to połowa lutego, w powietrzu wyraźnie czuć pierwsze tchnienie wiosny.

Idealna pogoda na rodzinny spacer albo piknik na świeżym powietrzu. Nic dziwnego, iż mieszkańcy podbudapeszteńskiego Dunakeszi tłumnie wyszli z domów i skierowali się na organizowany przez lokalny samorząd rodzinny piknik – festiwal kiełbasy. Wystawców jest kilkudziesięciu. Oferują lokalne specjały w nader przystępnych cenach. Są choćby goście z Polski, ze Starego Sącza, partnerskiego miasta Dunakeszi. Na festynie bawią się setki, a może choćby ponad tysiąc osób. Jedzą kiełbasy, piją palinkę, słuchają muzyki ludowej. Dzieci korzystają z darmowego lodowiska. Widać, iż ta atrakcja nie jest dla nich nowością. Większość gości świetnie się bawi, a samorządowcy aż promienieją zadowoleniem. Nie ma się czemu dziwić – impreza jest wielkim sukcesem. A kiełbasa tak ochoczo zjadana przez uczestników to przecież także rodzaj… kiełbasy wyborczej. Bo dziś na Węgrzech niemal wszystko ma podtekst polityczny i podporządkowane jest wiosennej elekcji.

Czterdziestotysięczne Dunakeszi leży na lewym brzegu Dunaju, około 20 kilometrów na północ od centrum Budapesztu. Od południa graniczy z Újpestem, najbardziej na północ wysuniętą dzielnicą stolicy. Choć jest to w praktyce sypialnia Budapesztu, w przeciwieństwie do stolicy wybory wygrywa tu Fidesz. Nic dziwnego, w Dunakeszi mieszka jeden z najbardziej popularnych polityków tej partii, Péter Szijjártó. Lepiej jednak dmuchać na zimne. Impreza zorganizowana przez lokalne władze ma prawdopodobnie przypomnieć mieszkańcom, iż w kwietniowych wyborach warto wybrać mądrze.

W tym roku główni konkurenci: rządzący prawicowy Fidesz i opozycyjna, centrolewicowa TISZA, rywalizują wyjątkowo zaciekle. W sondażach idą łeb w łeb, a nad Viktorem Orbánem po raz pierwszy od lat pojawiło się widmo porażki. Badania nie dają jednoznacznych wskazań.

Według ośrodka Nézőpont Intézet Fidesz premiera Viktora Orbána może liczyć na 46 proc. poparcia, podczas gdy opozycyjna partia TISZA, kierowana przez Pétera Magyara, na 40 proc. Podobne wyniki przynosi sondaż Alapjogokért Központ – około 49 proc. dla Fideszu i 42 proc. dla TISZY. Zupełnie inne prognozy przedstawia jednak Instytut Idea, który daje TISZY dziesięciopunktową przewagę – 48 proc. wobec 38 proc. dla Fideszu.

Tegoroczna kampania, jak nigdy dotąd, zaktywizowała również zagranicę. Stany Zjednoczone wyraźnie wsparły Viktora Orbána. Sekretarz stanu USA Marco Rubio spotkał się w Budapeszcie z premierem Węgier. Wcześniej poparcia udzielił mu Donald Trump. „Z dumą poparłem Viktora w wyborach w 2022 roku i jestem zaszczycony, iż mogę to zrobić ponownie. Viktor Orbán to prawdziwy przyjaciel, wojownik i zwycięzca. Ma moje pełne i całkowite poparcie dla reelekcji na stanowisko premiera Węgier – nigdy nie zawiedzie wielkiego narodu Węgier!” – napisał.

Z kolei z liderem węgierskiej opozycji, Péterem Magyarem, spotkał się premier Polski Donald Tusk. Do rozmowy doszło podczas Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa. Magyar był tam podejmowany z honorami adekwatnymi dla głowy państwa lub szefa rządu, co wywołało konsternację wśród części Węgrów – także tych sceptycznych wobec Fideszu.

Jest jeszcze jeden polski wątek obecny w kampanii. To postać Zbigniewa Ziobry. Jego pobyt nad Dunajem został przez wielu Węgrów odnotowany z mieszaniną rozbawienia i konsternacji. Z pewnością nie wzmocnił pozycji Viktora Orbána w oczach niezdecydowanych wyborców.

Wśród dzieci i młodzieży to temat memów i żartów. Dla nastolatków, uczniów szkoły w Ostrzyhomiu, Ziobro stał się pierwszym skojarzeniem z Polską. Na szczęście traktowanym z przymrużeniem oka. Dla nich ważniejszym problemem są niewygodne i mało estetyczne mundurki, które muszą nosić na co dzień.

Są jednak i bardziej zdecydowane głosy. Część węgierskich nacjonalistów z Mi Hazánk uważa obecność Ziobry za poważny problem wizerunkowy. Pytają mnie, co sądzę o pomyśle zorganizowania demonstracji pod miejscem jego pobytu. Nie zachęcam ich do tego, ale też nie zniechęcam. To w końcu ich kraj i mają prawo urządzać go według własnego uznania.

Wątki polskie pozostają jednak marginesem kampanii. Ta staje się coraz ostrzejsza i coraz bardziej brutalna. Obie strony starają się napędzać afery z udziałem politycznych konkurentów. TISZA wraca do tematu skażenia środowiska przez chińską fabrykę baterii. Fidesz nie pozostaje dłużny. Niedawno wybuchł skandal obyczajowy z udziałem lidera TISZY, Pétera Magyara. W mediach społecznościowych pojawiło się nagranie z jego udziałem.

Magyar zareagował szybko, szczegółowo opisując okoliczności powstania tzw. sekstaśmy. Jego wyjaśnienia nie wszystkich jednak przekonały. Zwłaszcza, iż na nagraniu, poza wątkami obyczajowymi, widać substancje przypominające narkotyki. O ile część Węgrów mogłaby przymknąć oko na prywatne ekscesy polityka, o tyle kwestie związane z narkotykami oceniane są znacznie surowiej.

Żelazne elektoraty i tak pozostają przy swoich wyborach. István, naukowiec pracujący w jednym z renomowanych instytutów rządowych, deklaruje się nie tyle jako zwolennik opozycji, ile przeciwnik obecnego rządu. W zaskakująco szczerej rozmowie przekonuje mnie, iż dzisiejsze Węgry są jednym z najbiedniejszych i najbardziej skorumpowanych państw Europy. Sprawdzam statystyki – sytuacja nie jest idealna, ale czarny obraz kreślony przez profesora wydaje się przesadzony. Jednak István nie daje się przekonać. W jego ocenie Węgry są dziś biedniejsze niż Bułgaria i bardziej skorumpowane niż Ukraina.

Nie tylko sympatycy lewicowej opozycji mają zastrzeżenia wobec rządów Orbána. Narodowcy z Mi Hazánk również wytykają błędy centroprawicy, choć czynią to z mniejszym zapałem niż rok temu. Wynik tegorocznych wyborów może ułożyć się bardzo różnie. Być może bez głosów tożsamościowej prawicy Orbán nie będzie w stanie zapewnić sobie parlamentarnej większości. To może oznaczać nowy, korzystny scenariusz dla Węgier, a pośrednio także dla Polski.

Politycznego napięcia, wyraźnie obecnego na prowincji, nie widać jeszcze na ulicach Budapesztu. O zbliżających się wyborach przypominają jedynie plakaty przedstawiające głównych antagonistów Fideszu, w tym Zełenskiego i von der Leyen. Prawdopodobnie pierwsza poważna próba sił nastąpi 15 marca, w dniu narodowego święta Węgier. Obie strony będą chciały zademonstrować swoją siłę i przewagę na ulicach stolicy.

Choć jak co roku będziemy wtedy w Budapeszcie, tym razem zamierzamy unikać głównych zgromadzeń partyjnych. W końcu nie przyjeżdżamy tam, by wspierać którąkolwiek ze zantagonizowanych sił politycznych.

Węgrzy stoją dziś przed trudnym wyborem i muszą dokonać go sami, kierując się własną oceną sytuacji i własnym rozumieniem węgierskiej racji stanu. To ich decyzja. Choć wiele wskazuje na kolejne zwycięstwo Fideszu – być może przy wsparciu Mi Hazánk – trzeba być przygotowanym także na inny scenariusz. Polska jest potrzebna Węgrom, a Węgry Polsce. Dlatego nie wolno obrażać się na rzeczywistość, choćby jeżeli przyniesie ona mniej korzystny rozwój wydarzeń.

Przemysław Piasta

Myśl Polska, nr 9-10 (1-8.03.2026)

Idź do oryginalnego materiału