Węgierskie MSZ złożyło 25 sierpnia zawiadomienie do prokuratury w sprawie zakupów respiratorów z marca i kwietnia 2020 r. Chodzi o około 17 tys. urządzeń za 300 mld forintów, czyli około 965 mln dolarów. Sprawa uderza w poprzedni rząd Viktora Orbána i pokazuje, jak kosztowna bywa władza bez kontroli.
Zawiadomienie po latach
Węgierskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych skierowało do prokuratury zawiadomienie dotyczące podejrzenia oszustwa i innych przestępstw przy pandemicznych zakupach sprzętu medycznego. Jak podała Gazeta.pl za agencją MTI, sprawa dotyczy zamówień z 2020 r., kiedy państwa w panice szukały sprzętu do walki z COVID-19, a na czele rządu stał Viktor Orbán.
Według Associated Press przedmiotem zawiadomienia są zakupy respiratorów warte około 965 mln dolarów. Ówczesne władze Węgier miały sprowadzić z Chin około 17 tys. urządzeń w marcu i kwietniu 2020 r. Już wtedy pojawiały się zarzuty, iż skala zamówienia przekracza realne możliwości użycia sprzętu przez system ochrony zdrowia.
To nie jest drobna korekta księgowa po czasie. To pytanie o państwo w stanie nadzwyczajnej presji. Kryzys zdrowotny może uzasadniać szybkie decyzje. Nie może jednak zmienić pieniędzy podatnika w bilet bez kontroli dla pośredników i ludzi bliskich władzy.
Respiratory, pośrednicy i rachunek dla podatnika
Anita Orbán, obecna szefowa węgierskiej dyplomacji, poinformowała, iż wewnętrzne ustalenia ministerstwa wskazują na podejrzenie działania na szkodę majątkową i inne możliwe przestępstwa. AP podała także, iż badanie objęło dziesiątki tysięcy dokumentów, a część materiałów odzyskiwano cyfrowo po nieudanych próbach ich usunięcia. To brzmi jak sprawa dla prokuratury, nie dla konferencyjnego PR.
Skalę problemu od lat opisywała Transparency International Hungary. Organizacja wskazywała, iż Węgry kupiły ponad 17 tys. respiratorów za przeszło 300 mld forintów, choć najbardziej pesymistyczne szacunki zapotrzebowania mówiły o 8,5 tys. maszyn, a w szczycie pandemii używano około 1,6 tys. urządzeń. To są liczby, które same domagają się wyjaśnienia.
Węgierski przypadek dobrze pokazuje słabość państwa, które w kryzysie rezygnuje z twardych procedur, a później odkrywa magazyny pełne sprzętu, wadliwe urządzenia, koszty składowania i pośredników zarabiających na narodowym strachu. Prawica, jeżeli traktuje państwo poważnie, nie może udawać, iż takie pytania są niewygodne tylko dlatego, iż dotyczą rządu z własnego obozu ideowego.
Orbán pod politycznym ostrzałem
Sprawa ma oczywiście wymiar polityczny. Viktor Orbán już wcześniej znalazł się pod presją po utracie władzy, a rząd Petera Magyara korzysta z okazji, by rozliczać symboliczny okres pandemicznego zarządzania. To typowa logika zmiany władzy: nowi pokazują rachunki starych, a prokuratura ma ustalić, czy rachunki były tylko błędne, czy również przestępcze.
Trzeba zachować prostą zasadę. Zawiadomienie nie jest wyrokiem. Byli urzędnicy i politycy mają prawo do domniemania niewinności, a prokuratura musi wykazać fakty, nie emocje. Równocześnie opinia publiczna ma prawo wiedzieć, kto decydował o wielkich pieniądzach, kto zarobił i dlaczego państwo kupowało więcej sprzętu, niż mogło realnie wykorzystać.
Dla Polski to lekcja praktyczna. Pandemia pokazała w całej Europie, iż państwa potrafią wydawać miliardy pod presją chwili, a potem bardzo niechętnie pokazują dokumenty. Podobny problem rozliczeń pandemicznych zamówień wracał także we Włoszech, gdzie Giuseppe Conte tłumaczył się przed komisją do spraw Covid.
Suwerenność wymaga kontroli
Narodowe państwo nie polega na tym, iż władzy wolno więcej, bo powołuje się na kryzys. Polega na tym, iż władza ma narzędzia działania, ale podlega kontroli, gdy wydaje publiczny pieniądz. Bez tego suwerenność staje się parawanem dla układów, a podatnik zostaje z rachunkiem.
Węgierska prokuratura powinna teraz dostać pełne dokumenty, a społeczeństwo pełną odpowiedź. o ile doszło do nadużyć, winni muszą ponieść konsekwencje. o ile nie, państwo powinno jasno pokazać, dlaczego tak gigantyczne zakupy były konieczne. W obu wariantach milczenie byłoby najgorszym rozwiązaniem. Naród ma prawo wiedzieć, co zrobiono z jego pieniędzmi.
Źródło: Gazeta.pl, Associated Press, Transparency International Hungary.
Źródło: Gazeta.pl Wiadomości









