Węgry: András Baka kandydatem TISZY. Test dla rządów Magyara

dzienniknarodowy.pl 2 godzin temu
Zdjęcie: Węgry: András Baka kandydatem TISZY. Test dla rządów Magyara


Rządząca na Węgrzech TISZA wskazała 73-letniego Andrása Bakę, byłego prezesa Sądu Najwyższego, jako kandydata na prezydenta. Głosowanie w Zgromadzeniu Narodowym zaplanowano na 11 sierpnia, a Fidesz Viktora Orbána zapowiada bojkot. Dla Polski to nie jest egzotyczna ciekawostka z Budapesztu, ale lekcja o tym, jak łatwo walka o instytucje może stać się walką o pełnię władzy.

Kandydat z sądową biografią

Klub parlamentarny partii TISZA premiera Pétera Magyara wskazał Andrása Bakę jako kandydata na urząd prezydenta Węgier. Według RMF24, powołującego się na PAP, decyzję podjęto podczas sobotniego posiedzenia klubu, a głosowanie w parlamencie ma odbyć się we wtorek 11 sierpnia.

Baka ma 73 lata i należy do najbardziej rozpoznawalnych postaci sporu o węgierskie sądownictwo. W latach 1991-2008 był sędzią Europejskiego Trybunału Praw Człowieka z ramienia Węgier. W 2009 roku został wybrany na prezesa węgierskiego Sądu Najwyższego i przewodniczącego Krajowej Rady Sądownictwa.

Jego kadencja miała trwać sześć lat. Zakończyła się jednak w styczniu 2012 roku po zmianach konstytucyjnych przeprowadzonych przez obóz Viktora Orbána. Sąd Najwyższy zastąpiono wówczas Kurią, a nowe wymogi formalne wykluczyły Bakę z dalszego kierowania najwyższym organem sądowym. Wielka Izba ETPC w sprawie Baka przeciwko Węgrom 23 czerwca 2016 roku stwierdziła naruszenie jego praw.

Prezydent po konstytucyjnym przesileniu

Obecny wybór nie odbywa się w próżni. Tamás Sulyok, wybrany na prezydenta w 2024 roku głosami Fideszu, zakończył kadencję 20 lipca po wejściu w życie 17. poprawki do konstytucji. Wcześniej sam podpisał nowelizację, która przewidywała między innymi jego usunięcie z urzędu. O tym, iż węgierski parlament skrócił kadencję prezydenta Sulyoka, pisaliśmy już w lipcu.

Zgodnie z węgierskimi zasadami nową głowę państwa wybiera parlament w tajnym głosowaniu. Do wyboru potrzeba co najmniej dwóch trzecich składu izby. TISZA dysponuje 141 mandatami w 199-osobowym Zgromadzeniu Narodowym, więc sama ma większość wystarczającą do przeprowadzenia decyzji. Formalnie arytmetyka jest po stronie Magyara.

Fidesz uważa jednak odsunięcie Sulyoka za bezprawne i zapowiada bojkot głosowania. To ustawia całą sprawę nie jako zwykłą personalną nominację, ale jako kolejny akt głębokiego przesilenia politycznego po epoce Orbána.

Bruksela nie może być jedynym sędzią suwerenności

Z polskiej perspektywy trzeba patrzeć na Budapeszt trzeźwo. Węgry przez lata były dla wielu środowisk prawicowych przykładem twardej obrony interesu narodowego przed naciskiem Brukseli, poprawnością polityczną i presją migracyjną. Ten dorobek nie znika tylko dlatego, iż władzę przejęła inna większość. Ale państwo narodowe nie żyje samą legendą jednego przywódcy.

Jeśli konstytucja staje się narzędziem szybkiego wycinania ludzi z urzędów, choćby przeciwników politycznych, wówczas słabnie autorytet samego państwa. Suwerenność wymaga sprawczości, ale także ciągłości. Naród potrzebuje instytucji, które nie będą co kilka lat przepisywane pod zwycięzców.

Nie oznacza to zachwytu nad europejskimi trybunałami ani ślepej wiary w liberalny język o praworządności. Bruksela często używa tych haseł wybiórczo, jako narzędzia nacisku na rządy niepasujące do ideologicznego wzorca. Polska prawica zna ten mechanizm aż za dobrze. Ale odpowiedzią nie może być lekceważenie reguł u siebie. Odpowiedzią musi być własny, narodowy standard państwa prawa: bez dyktatu z zewnątrz i bez partyjnego woluntaryzmu.

Test dla Magyara

Péter Magyar dostał mandat do zmiany Węgier, ale dziś sam musi pokazać, czy rozumie ciężar państwa. Wybór Baki ma symboliczny wymiar: były prezes Sądu Najwyższego wraca do centrum życia publicznego jako kandydat na głowę państwa. Dla jednych będzie to naprawa krzywdy sprzed lat. Dla innych, zwłaszcza dla Fideszu, dowód na polityczny rewanż.

Właśnie dlatego stawka jest większa niż nazwisko jednego prawnika. Chodzi o to, czy nowa władza potrafi zbudować autorytet prezydenta ponad logiką odwetu. Węgierski spór między Orbánem, opozycją i wojną już wcześniej pokazywał, iż Budapeszt pozostaje jednym z najważniejszych laboratoriów polityki w naszej części Europy.

Dla Polski wniosek jest prosty. Nie wolno oddawać suwerenności Brukseli, Berlinowi ani żadnemu trybunałowi, który chciałby pisać nam ustrój pod własną ideologię. Ale nie wolno też rozmontowywać własnych instytucji tak, by każda zmiana większości przypominała wymianę zamków w przejętym budynku. Państwo ma trwać dłużej niż partie. Inaczej naród płaci rachunek za cudze zwycięstwa.

Źródło: RMF24/PAP, Kresy.pl, HUDOC ETPC

Źródło: Kresy.pl

Idź do oryginalnego materiału