Przenosiny ze świata kulturowego do świata politycznego i na odwrót są jak każda rewolucja procesem długotrwałym, ryzykownym i kosztownym. Widać to po Polsce, która była państwem Zachodu (kulturowo) zarządzanym przez Wschód. Być państwem wschodnim, a jednocześnie zachodnim potrafią takie kraje, jak Japonia, Tajwan, Korea Południowa, Singapur i Zjednoczone Emiraty Arabskie. Piszemy je – geograficznie – małą literą, kulturowo – dużą.
Japonia była autarchią, która finansowała się podbojami terytorialnymi, przegrała wojnę (II światową) i jest od dawna demokracją wymuszoną, a także matką cudu gospodarczego. Tajwan oderwany został od macierzy przez polityków przegranych i jest „tygrysem” azjatyckim, który wywalczył sobie światowe pierwszeństwo w przemyśle informatycznym. Korea Południowa po napaści stalinowców z północy przez ćwierć stulecia była dyktaturą o charakterze zbrodniczym, aż wyplątała się z powrozów, skorzystała z modelu japońskiego i dziś rewanżuje się na polach elektroniki i przemysłu motoryzacyjnego, a po przypuszczalnym zjednoczeniu z północą, czyli KRLD rodziny Kim Dzong Una, z którym prezydent Trump już się widywał, będzie gigantem zagrażającym Chinom. Singapur to miasto zaludnione przez Chińczyków, które potrafi żyć z handlu i usług jak nikt inny na świecie. I wreszcie Zjednoczone Emiraty Arabskie, których roponoś ne piaski Zachód przekształcił w złoto. Mówiąc nawiasem, na piaskach pustyni wybudowano już narciarskie trasy zjazdowe, filię Sorbony i własny Luwr.
Kiedy bogata Północ przyjmowała migrantów uciekających przed głodem i wojnami z Afryki, słychać było wezwanie, aby zamożni odstąpili część biedaków bajecznie bogatym szejkom arabskim. Żaden z nich nie usłuchał. Utarł się zwrot „Bogate Południe”. Istotnie – najbogatsze państwa świata to islamskie giganty naftowe leżące w pobliżu równika. Wokół bogactwa jako zjawiska ekonomicznego obraca się instrumentarium do mierzenia jego skali: demokracja i wartości. A więc prawdy ostateczne. Prezydent Ronald Reagan wymyślił oś zła. Musi zatem istnieć oś dobra, tylko nikt o niej nie mówi.
Dzisiejszy świat dzieli się na Zachód, Wschód i Południe. Północy nie ma, bo tam zimno. Albo inaczej – Północ jest, ale nie w bogatej Norwegii, tylko w Rosji przy granicy z Norwegią, w silosach rakiet o zasięgu co najmniej 5500 km, bo tyle jest z Archangielska nad biegunem północnym do USA. Paradoksalnie Rosja przyłączyła się do osi zła. Zajęła miejsce po Iraku.
Na Zachodzie leży Europa Zachodnia. Są tam dwie bronie jądrowe. Jedna nie może podlegać drugiej, a druga pierwszej. Mamy tam także UE, czyli Unię Europejską – organizm mający zapobiegać wojnom między państwami Starego Kontynentu, przede wszystkim Francją i Niemcami. Jest to organizm żywy, podobnie jak żywe są Trójkąt Weimarski i figura wyszehradzka.
Wschód to Azja. Dla nas ex oriente lux. Zresztą Wschód może być także Zachodem jak w USA, gdzie Nowy Jork jest naszym super-Zachodem, zaś Południe zaczyna się na Bliskim Wschodzie.
Napomknęliśmy o demokracji jako wartości. Według Amartyi Sena, laureata Nagrody Banku Szwecji im. Alfreda Nobla w dziedzinie ekonomii, to wartość uniwersalna. Dopuściła inne sposoby rządzenia, w tym antydemokratyczne. Trzeba sprawdzić, czy wartością uniwersalną będzie suma wartości europejskich (poszanowanie praw jednostki, mniejszości i granic) z wartościami azjatyckimi (poszanowanie króla i państwa). Prezydent Trump jest za tymi ostatnimi.

3 godzin temu









