Władysław Kosiniak-Kamysz przypomniał, iż droga Ukrainy do Unii Europejskiej nie może omijać rachunku historycznego. W tle są także rolnictwo, praworządność i korupcja. Polska powinna powiedzieć jasno: wsparcie przeciw Rosji tak, polityczna amnezja wobec Wołynia nie.
Sygnał z Warszawy
Wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz w rozmowie z Wirtualną Polską wrócił do sprawy przyszłego członkostwa Ukrainy w Unii Europejskiej. Jak relacjonowały Kresy.pl, polityk wskazał, iż Kijów nie może liczyć na wejście do wspólnoty, jeżeli będzie budował państwową symbolikę wokół Stepana Bandery. Przywołał też przykład Chorwacji i ustaszów jako ostrzeżenie przed akceptacją podobnego kultu.
To zdanie powinno w Polsce wybrzmieć mocno, bo dotyczy nie tylko historii. Dotyczy szacunku wobec państwa polskiego. Ukraina jest napadnięta przez Rosję i ma prawo do obrony. Polska miała rację, wspierając ten opór. Ale żadne wsparcie nie oznacza rezygnacji z własnej pamięci, własnego rynku i własnych warunków politycznych.
Kosiniak-Kamysz mówił również o rolnictwie, praworządności i korupcji. To nie są techniczne przypisy do wielkiej geopolityki. Dla polskich rolników, przedsiębiorców i podatników są to sprawy bardzo konkretne. Integracja państwa o innej skali produkcji rolnej, z wojenną gospodarką i problemami instytucjonalnymi może oznaczać presję na ceny, dopłaty i bezpieczeństwo rynku.
Pamięć nie podlega negocjacji
Wołyń nie jest kartą przetargową do schowania w szufladzie. To rana w polskiej pamięci, ale też test powagi państwa. Ofiary mają prawo do grobów, rodziny do prawdy, a Polska do upamiętnienia swoich obywateli zamordowanych przez ukraińskich nacjonalistów.
Przez lata słyszeliśmy, iż trzeba poczekać, mówić ciszej, nie drażnić Kijowa. Taka polityka zawsze kończy się tak samo: strona polska ustępuje, a problem wraca mocniejszy. Realizm narodowy polega na czymś innym. Partnerstwo z Ukrainą musi być oparte na jasnych warunkach, bo tylko wtedy może być trwałe.
Nie ma tu miejsca na wrogość wobec Ukraińców jako ludzi. Jest natomiast miejsce na ocenę kultu formacji i postaci, które w polskiej historii kojarzą się ze zbrodnią. Państwo polskie nie może udawać, iż tego nie widzi, bo akurat pasuje to do nastroju w Brukseli.
Polska musi mieć własną listę warunków
Jeśli Unia Europejska potraktuje akcesję Ukrainy jako projekt forsowany z góry, ponad kosztami ponoszonymi przez państwa narodowe, Polska powinna zachować prawo weta i używać go bez kompleksów. Warunki muszą być czytelne: ekshumacje i godne upamiętnienie ofiar, realna walka z korupcją, uczciwe reguły dla rolnictwa, trwałe standardy prawne oraz gwarancje dla polskiego rynku.
Bruksela lubi mówić o wartościach. Dobrze. Wartością jest także prawda historyczna. Wartością jest lojalność państwa wobec własnych obywateli. Wartością jest obrona rolnika i podatnika przed skutkami decyzji podejmowanych w gabinetach daleko od polskiej wsi.
Słowa Kosiniaka-Kamysza są ważne, bo przesuwają debatę z emocjonalnej solidarności na politykę warunków. Tak powinna działać Polska. Pomagać tam, gdzie wymaga tego bezpieczeństwo regionu, i wymagać tam, gdzie chodzi o pamięć, suwerenność oraz portfel własnych obywateli.
Źródło: Kresy.pl












