Wałęsa uderza w Kaczyńskiego i Nawrockiego. Słowa o „głupcu albo zdrajcy”

dzienniknarodowy.pl 4 godzin temu
Zdjęcie: Wałęsa uderza w Kaczyńskiego i Nawrockiego. Słowa o „głupcu albo zdrajcy”


Lech Wałęsa 31 sierpnia 2026 roku w TVP Info nazwał działania Jarosława Kaczyńskiego i jego środowiska przejawem „głupoty albo zdrady”, a Karola Nawrockiego odmówił uznać za prezydenta bez ponownego przeliczenia głosów. Jego słowa podważają zaufanie do państwa, choć oficjalne wyniki PKW i uchwała Sądu Najwyższego potwierdziły wybór Nawrockiego.

Ostre słowa w rocznicę Porozumień Sierpniowych

Lech Wałęsa był gościem TVP Info w 46. rocznicę podpisania Porozumień Sierpniowych i powstania „Solidarności”. W rozmowie z Aleksandrą Pawlicką były prezydent wracał do zwycięstwa ruchu społecznego z 1980 roku, a następnie zaatakował Jarosława Kaczyńskiego i jego polityczne otoczenie.

Wałęsa stwierdził, iż wywalczony dorobek jest niszczony. Gdy prowadząca zapytała, kogo ma na myśli, wskazał „Kaczyńskiego i spółkę”, po czym powiedział: „To trzeba być głupcem albo zdrajcą”. Taka alternatywa nie jest argumentem politycznym. Jest ciężkim oskarżeniem rzuconym wobec przeciwników, których popierają miliony wyborców.

Rocznica „Solidarności” powinna przypominać, iż wolność słowa wiąże się z odpowiedzialnością za słowo. Tymczasem tegoroczne obchody Porozumień Sierpniowych pokazały głęboki podział pamięci: Wałęsa i prezydent Karol Nawrocki uczestniczyli w odrębnych programach. Ostry atak byłego prezydenta ten podział jeszcze pogłębił.

Były prezydent zapewnił również, iż nie obawia się powrotu prawicy do władzy. Przekonywał, iż stosowane przez nią metody tracą skuteczność, a środki masowego przekazu uniemożliwią dalsze, jak to ujął, „tumanienie ludzi”. To ocena polityczna, do której Wałęsa ma pełne prawo. Problem zaczyna się tam, gdzie spór o program zastępują zarzuty zdrady, a obywateli popierających inną stronę traktuje się jak ludzi wprowadzonych w błąd. Taki język nie odbudowuje wspólnoty zrodzonej w sierpniu 1980 roku. Utrwala przekonanie, iż tylko jeden obóz ma moralne prawo reprezentować Polskę.

Wałęsa odmawia uznania prezydenta

Jeszcze dalej Wałęsa poszedł w ocenie Karola Nawrockiego. Powiedział, iż dla niego Nawrocki nie jest prezydentem, ponieważ nie doszło do ponownego przeliczenia wszystkich głosów. Zapowiedział, iż uzna wynik dopiero po takim przeliczeniu. Podobne stanowisko były prezydent przedstawiał już wcześniej.

Fakty urzędowe są jasne. Według obwieszczenia Państwowej Komisji Wyborczej Karol Nawrocki otrzymał w drugiej turze wyborów 10 606 877 głosów, czyli 50,89 proc. Rafał Trzaskowski uzyskał 10 237 286 głosów, czyli 49,11 proc. Różnica wyniosła 369 591 głosów.

Następnie Sąd Najwyższy 1 lipca 2025 roku stwierdził ważność wyboru Karola Nawrockiego. Można krytykować procedury, składać protesty i domagać się wyjaśnienia konkretnych nieprawidłowości. Nie można jednak udawać, iż konstytucyjny urząd znika dlatego, iż polityk nie akceptuje wyniku.

Wałęsa nie przedstawił w tej rozmowie danych, które podważałyby liczby ogłoszone przez PKW. Postulat ponownego liczenia wszystkich kart jest więc żądaniem politycznym, a nie opisem obowiązującego stanu prawnego. W państwie prawa wątpliwości rozstrzyga się w określonej procedurze i na podstawie dowodów. Osobiste przekonanie, choćby wypowiedziane przez byłego prezydenta, nie zastępuje ani protokołów komisji, ani orzeczenia sądu.

Stawką jest zaufanie do państwa

Słowa Wałęsy mają szczególny ciężar, bo wypowiada je były prezydent i historyczny przywódca „Solidarności”. Jego biografia nie daje mu prawa do stawiania własnego uznania ponad decyzją wyborców i obowiązującą procedurą. Autorytet z przeszłości powinien oznaczać większą odpowiedzialność, nie przywilej obrażania przeciwników.

Dla Polaków stawką jest zaufanie do wyborów i ciągłość państwa. Gdy wynik można unieważnić samą deklaracją przegranego obozu, demokracja zmienia się w plebiscyt istotny wyłącznie wtedy, gdy zwyciężają „nasi”. Polska potrzebuje twardego sporu o program, suwerenność i bezpieczeństwo. Potrzebuje też szacunku dla werdyktu obywateli. Bez tego wolność, o którą walczyła „Solidarność”, staje się narzędziem partyjnej wojny.

Źródła: Onet Wiadomości, Państwowa Komisja Wyborcza, Sąd Najwyższy

Idź do oryginalnego materiału