
Spadek dzietności w świecie zachodnim bywa opisywany językiem ekonomii, psychologii albo ideologii, ponieważ są to kategorie dla nas zrozumiałe i moralnie neutralne. Jednak na poziomie głębszym działa mechanizm znacznie prostszy: dobór naturalny mierzy sukces wyłącznie zdolnością do pozostawienia potomstwa. Wszystkie konstrukcje kulturowe – od systemów politycznych po najbardziej subtelne narracje moralne – istnieją tylko o tyle, o ile nie zakłócają tej elementarnej ciągłości życia.
Rozważmy więc kwestię spadku dzietności nie kulturowo, ale z perspektywy biologa ewolucyjnego. Najbardziej tu pasuje ewolucyjno‑psychologiczna teoria spadku dzietności oparta na kobiecej rywalizacji wewnątrz płciowej w tłumieniu płodności. Tę tezę postawiła dr. Sulitkowska: walutą doboru naturalnego jest sukces reprodukcyjny, a konkurencja dotyczy nie tylko zwiększania własnej liczby dzieci, ale również obniżania sukcesu reprodukcyjnego rywalek tej samej płci.
Tu jej rozmowa na ten temat.
Przedstawiam streszczenie jej twierdzeń:
U ludzi wąskim gardłem populacji są kobiety (bo jajeczka są rzadkie, a więc drogie, a spermy jest dużo, jest więc tania), zatem to manipulowanie zachowaniami reprodukcyjnymi innych kobiet może realnie zmieniać wskaźniki urodzeń, podczas gdy eliminacja części mężczyzn (np. w wojnach) nie zmienia potencjału rozrodczego aż tak drastycznie.
Z tej perspektywy współczesny feminizm i narracja kulturowa, by nie mieć dzieci, jest formą manipulacji reprodukcyjne jednych kobiet wobec innych. Kobiety, szczególnie z elit, promują normy i narracje, które zniechęcają inne kobiety do macierzyństwa lub utrudniają im posiadanie większej liczby dzieci.
Na przykład:
- slogany koreańskie typu: nie randkuj, nie wychodź za mąż, nie miej dzieci,
- dyskurs, iż dzieci niszczą karierę, wolność, życie oraz iż młode matki z klasy pracującej mają niski statusu, są mało inteligentne,
- moda na bojkot seksu czy demonstracyjne sterylizacje jako gest polityczny służący ochronie klimatu.
Feminizm od początku był atakiem służącym konkurencji reprodukcyjnej, tylko przebierał się w różne formy ideologiczne w zależności od epoki. Taki mamy cykl cywilizacyjny: poprawa sanitarna i spadek śmiertelności niemowląt naturalnie obniża liczbę ciąż na kobietę (bo nie trzeba nadprodukować dzieci, by część przeżyła), ale zamiast ustabilizować się, dzietność spada długofalowo.
Wyjaśnienie jest takie, iż gdy wszyscy zyskują dostęp do wody, medycyny i stabilności, elity żeńskie tracą swoją dawną przewagę przeżycia potomstwa. Rekompensują to, podnosząc koszt społecznie akceptowalnego macierzyństwa: luksusowe standardy życia, konsumpcjonizm, presja na edukację i karierę jako warunki godnego posiadania dzieci. Równocześnie rośnie udział kobiet w instytucjach (uniwersytety, NGO, administracja, służba zdrowia), co ma prowadzić do feminizacji instytucji i ich wrogiego nastawienia do reprodukcji (regulacje, normy, dyskursy).
W rezultacie ubogie i średnie warstwy są zniechęcane i wypierane z rynku reprodukcji, podczas gdy elity, które ten system promują, same jednak mają dzieci i przekazują swoje linie genetyczne do kolejnej cywilizacji.
Ideologie lewicowe, eko‑antynatalizm, feminizm, radykalne ruchy LGBTQ, eko‑lęk i propalestyński aktywizm łączą się w jeden antynatalistyczny pakiet, który ma w praktyce podważać chęć posiadania dzieci i legitymizować narracje, iż mieć dzieci to niemoralne wobec klimatu.
U kobiet zaczyna działać coś w rodzaju policji towarzyskiej. W grupach feministycznych wyśmiewane są dziewczyny wcześnie wychodzące za mąż i rodzące dzieci, i tworzona jest presja na przyjmowanie właściwych symboli: czarne kwadraty, „Free Palestine”, zaimki w bio etc. jako metek statusowych, niezależnie od realnego zrozumienia idei. To ogromna siła kobiecego nadzoru społecznego – nieformalnych zakazów, nakazów i ostracyzmu wobec kobiet, które nie podporządkowują się grupowym normom ideologicznym i stylu życia.
Kobiety nie mogą zyskać ewolucyjnej przewagi, manipulując bezpośrednio męską płodnością, więc dyskurs o toksycznej męskości służy zaburzeniu preferencji innych kobiet. Cechy dawniej cenione (ochrona, zapewnianie zasobów) są piętnowane, co kieruje kobiety ku partnerom mniej odpowiednim dla trwałego rodzicielstwa – to kolejna forma sabotażu reprodukcyjnego.
Jednocześnie obserwuje się długookresowy spadek poziomu testosteronu u mężczyzn, co wiąże się z presją kulturową i zmianą zachowań. Pojawiają się subkultury typu incel czy red pill, gdzie mężczyźni albo wycofują się z rynku randkowego, albo szukają partnerek w bardziej tradycyjnych kulturach. Te ruchy to forma adaptacji do tonącego statku – mężczyźni próbują ratować własny interes reprodukcyjny poza systemem lub rezygnując z niego.
We wszystkich tych zjawiskach ważne są też eutanazja czy surogacja. Te zjawiska na początku wyglądają jak humanitarne rozwiązania marginalnych dramatycznych przypadków, a z czasem ześlizgują się do systemowego nadużycia. Praktyka surogacji coraz bardziej przypomina handel dziećmi, podobnie jak praktyka eutanazji coraz bardziej przypomina eliminację kosztownych chorych i starych.
Cywilizacja przechodzi przez powtarzający się cykl: wzrost, poprawa warunków życia, spadek dzietności, feminizacja instytucji, konsumpcjonizm elit, systemowa wrogość wobec reprodukcji, aż po demograficzny i strukturalny upadek. Po czym z ruin wyłania się nowa cywilizacja, założona przez elity, które mimo antynatalistycznej retoryki zdołały jednak mieć dzieci.
Obecny Zachód znajduje się w zaawansowanej fazie takiego cyklu, a kluczowym mechanizmem napędowym jest właśnie kobieca konkurencja wewnątrzpłciowa, ubrana w ideologie feminizmu, progresywizmu i ekologizmu.
Grzegorz GPS Świderski
]]>https://Twitter.com/gps65]]>
]]>https://t.me/KanalBlogeraGPS]]>
]]>https://www.youtube.com/@GPSiPrzyjaciele]]>
Tagi: gps65, feminizm, lewica, edpill, incel, LGBT, dzietność, cywilizacja













