Vicotr Janczur: Referendum to narzędzie polityczne, które jak młotek może służyć do budowania, albo do tego, by przywalić sobie w palec.

16 godzin temu

Kraków stoi w obliczu politycznego trzęsienia ziemi, a klucz do przyszłości gabinetu Aleksandra Miszalskiego niespodziewanie znalazł się w rękach najmłodszych wyborców. Na młodych angażujących się w krakowski polityczny spór regularnie wylewa się hejt w Internecie. Są jednak i tacy, którzy deklarują, iż do końca kampanii referendalnej będą starać się przekonywać swoich kolegów i koleżanki do zmiany zdania.

Na krakowskich ulicach coraz głośniej mówi się, o zbliżającym referendum w sprawie odwołania prezydenta Aleksandra Miszalskiego. Choć mogłoby się wydawać, iż polityczny spór to domena starszych pokoleń, to właśnie głos najmłodszych wyborców może okazać się najważniejszy dla finalnego rezultatu. Statystyki pokazują, iż w tej grupie wiekowej największym poparciem cieszy się radny Łukasz Gibała. Jego zwolennicy widzą w zmianie szansę na nową energię dla miasta. Jednak pod tym medialnym obrazem kryje się głęboki podział wśród młodych.

Dla wielu młodych krakowian to właśnie obecny prezydent jest gwarantem stabilności i nowej kultury dialogu. Podczas gdy jedna grupa mobilizuje się do pójścia do urn, inni, stojąc murem za Aleksandrem Miszalskim, organizują się wokół idei bojkotu, uznając głosowanie za polityczną hucpę. Czy młodzi faktycznie pójdą do referendum, czy może ich wyborem będzie świadoma absencja?

O tym, dlaczego liberalne centrum wciąż przyciąga nowych działaczy, o kulisach walki z hejtem oraz o strategii na nadchodzące głosowanie rozmawiam z Victorem Janczurem, liderem Stowarzyszenia Młodzi Demokraci w Małopolsce.

Patryk Trzaska: Wchodząc do polityki, każdy wyznacza sobie określony kompas wartości. Jakie fundamenty ideowe leżą u podstaw Pana działalności w Stowarzyszeniu Młodzi Demokraci w Małopolsce i co konkretnie chce Pan osiągnąć dla młodych mieszkańców regionu?

Victor Janczur: Dla mnie wejście do polityki to nie przypadek ani kalkulacja – tylko sprzeciw wobec bylejakości i chęć realnego wpływu na swoje otoczenie. Mój kompas to trzy hasła: wolność, Europa i sprawczość. Wierzę, iż silne państwo opiera się na niezależnych sądach, wolnych mediach i mocnych instytucjach. To jest dla mnie nowoczesny patriotyzm – Polska aktywna w Unii Europejskiej, a nie stojąca z boku. Chcę pokazać, iż głos młodego człowieka naprawdę ma znaczenie – i iż liberalne centrum to też jest wybór, nie tylko polityczne skrajności.

Konkrety? Większe zaangażowanie młodych i realne wsparcie na start. Stawiamy też na rozwój lokalnych struktur – zakładamy nowe koła i wychodzimy poza duże miasta, bo Małopolska to nie tylko Kraków. Dlatego równie istotny jest dla mnie transport publiczny – aby zwalczać wykluczenie społeczne. Żeby młodzi z mniejszych miejscowości mieli realny dostęp do edukacji, pracy i kultury, bez konieczności posiadania samochodu.

Patryk Trzaska: Czy dzisiejsza polityka samorządowa w Pana ocenie sprzyja ideowemu zaangażowaniu młodych ludzi, czy raczej wypala ich w realiach brutalnej walki o wpływy?

Victor Janczur: Brutalna walka o wpływy potrafi zniechęcać, ale w Małopolsce pokazujemy, iż polityka może wyglądać inaczej. Dla nas, Młodych Demokratów, najważniejsze jest partnerstwo. W środowisku Koalicji Obywatelskiej mamy przestrzeń do merytorycznej pracy, a nie tylko funkcjonowania w partyjnej hierarchii.

Dobrym przykładem jest Kraków – prezydent Aleksander Miszalski postawił na dialog i otwartość, co daje młodym realne poczucie sprawczości. Oczywiście polityka to przez cały czas twarda gra i nie mam co do tego złudzeń, ale właśnie dlatego chcemy ją zmieniać od środka – pokazywać, iż samorząd może opierać się na współpracy i konkretach, a nie tylko na walce o wpływy. I to przyciąga dziś nowych ludzi, którzy wcześniej trzymali się od polityki z daleka.

Patryk Trzaska: Aktywnie angażuje się Pan w obronę prezydenta Aleksandra Miszalskiego. Co w Pana ocenie jest najważniejszym osiągnięciem tej prezydentury, którego warto bronić?

Victor Janczur: Najważniejszą zmianą jest styl zarządzania miastem. Po dwóch dekadach prezydentury Jacka Majchrowskiego, która miała zdystansowany, gabinetowy charakter, Aleksander Miszalski postawił na bezpośredniość i dialog. Paradoksalnie to, co niektórzy krytykują, dla mnie jest największą wartością. Ten nowy styl łamie sztywny schemat krakowskiej polityki, w której decyzje zapadały za zamkniętymi drzwiami.

Dla mojego pokolenia urząd nie powinien być twierdzą, ale miejscem bliskim ludziom. Ta zmiana mentalna już przekłada się na priorytety – w końcu realnie stawiamy na ekologię i ochronę przestrzeni zielonych, zamiast pozwalać na dalsze, bezrefleksyjne betonowanie Krakowa. Oczywiście pamiętajmy, iż ta kadencja trwa dopiero dwa lata. Na pełne podsumowania i ostateczną ocenę przyjdzie czas w 2029 roku, kiedy zobaczymy długofalowe efekty tych zmian. Jednak już teraz warto bronić tego nowego kierunku: odejścia od roli prezydenta-dygnitarza na rzecz prezydenta-partnera. Realne wsłuchiwanie się w mieszkańców buduje zaufanie, którego w krakowskim samorządzie przez lata brakowało.

Patryk Trzaska: Prezydent Miszalski zaapelował do mieszkańców, by w dniu referendum pozostali w domach. Czy podziela Pan tę opinię, a może jest Pan zwolennikiem udziału w zbliżającym się referendum?

Victor Janczur: W pełni podzielam zdanie prezydenta i rekomenduję wszystkim, szczególnie młodym, by w dniu referendum zostali w domach. Musimy przestać traktować każde referendum jako bezkrytyczne „święto demokracji”. To narzędzie polityczne, które jak młotek może służyć do budowania, albo do tego, by przywalić sobie w palec.

W tym przypadku mamy do czynienia z czystą manipulacją grupy zadymiarzy, którzy są żądni władzy i zasobni w pieniądze, a wynik wyborów chcą podważyć już po dwóch latach. Ci ludzie byli niezadowoleni z prezydenta Miszalskiego już pierwszego dnia po jego zaprzysiężeniu. Doświadczenie z 2023 roku, kiedy jako obywatele masowo zbojkotowaliśmy pisowskie referendum oraz przykład Warszawy z 2013 roku pokazały, iż najskuteczniejszą bronią przeciwko politycznej hucpie jest właśnie frekwencja.

Konstytucja daje nam to narzędzie, ustanawiając próg ważności głosowania – i skorzystanie z niego jest w pełni demokratycznym prawem. Mówienie, iż tylko udział jest „demokratyczny”, to naiwność i zawężanie wolności. Prawdziwa demokracja to wybór – także ten, by nie brać udziału w grze na cudzych, manipulacyjnych zasadach. Udział za wszelką cenę w wydarzeniu, które ma na celu jedynie destabilizację miasta, nie ma nic wspólnego z troską o Kraków. Dlatego 2029 rok to czas na oceny, a teraz czas na pracę, nie na polityczne teatrzyki.

Patryk Trzaska: Organizatorzy referendum zebrali ponad 130 tysięcy podpisów. Czy traktuje Pan ten wynik jako sygnał realnego niezadowolenia mieszkańców? A może jako zorganizowaną akcję?

Victor Janczur: Warto zacząć od faktów: liczba podpisów na papierze, a liczba tych realnie zweryfikowanych to dwie różne rzeczy. Skoro blisko 1/3 podpisów odpadła już na etapie weryfikacji, to trudno mówić o jednoznacznym „sygnale od mieszkańców”, a raczej o słabo przygotowanej akcji politycznej. Trzeba też pamiętać, iż sama weryfikacja dotyczy głównie zgodności danych, a nie tego, w jakich okolicznościach podpisy były zbierane. I tu pojawiają się uzasadnione pytania o rzetelność całego procesu. Nie chcę snuć teorii, ale przy takiej skali nieprawidłowości i stylu działania organizatorów trudno nie zapytać: ile naprawdę warte są te listy? W polskiej polityce widzieliśmy już sytuacje, w których liczba zebranych podpisów nijak miała się do realnego poparcia przy urnach. Dlatego podchodzę do tego wyniku z dużym dystansem. Dla mnie to bardzo dobrze zorganizowana akcja polityczna niż spontaniczny głos mieszkańców. Prawdziwym sprawdzianem nastrojów były wybory – i od nich minęły dopiero dwa lata.

Patryk Trzaska: W przestrzeni publicznej często pojawia się teza, iż referendum to kwestia pieniędzy – zarówno kosztów jego organizacji (ok. 4 mln zł), jak i interesów grup, które chciałyby przejąć władzę. Czy uważa Pan, iż w dzisiejszym Krakowie o wynikach głosowań decyduje wola obywateli, czy budżet kampanii i partyjne pieniądze?

Victor Janczur: W idealnym świecie o wynikach decydowałaby wyłącznie merytoryczna debata, ale bądźmy realistami: to referendum nie jest głosem mieszkańców, tylko próbą przejęcia władzy „na skróty” dzięki dużych pieniędzy. Po pierwsze, spójrzmy na koszty. 4 miliony złotych z kieszeni krakowian to nie jest kwota abstrakcyjna. To realne pieniądze, które mogłyby sfinansować nowe programy zdrowotne, dofinansowanie in vitro czy dodatkowe zajęcia w szkołach. Wydawanie takiej sumy na polityczną hucpę zaledwie dwa lata po wyborach, tylko dlatego, iż grupa ludzi nie pogodziła się z porażką, jest skrajnie nieodpowiedzialne.

Po drugie, musimy mówić otwarcie o tym, kto za tym stoi. jeżeli za „inicjatywą” stoją ogromne budżety grup interesu, które chcą wywrócić stolik przy pomocy manipulacji i kłamstw, to nie mamy do czynienia ze świętem demokracji, tylko z próbą jej „zakupienia”. Widzimy mechanizm, w którym agresywna kampania i wielkie pieniądze mają przykryć brak merytorycznych argumentów. Prawdziwa wola obywateli wyraziła się przy urnach w 2024 roku. Wybraliśmy wtedy konkretną drogę rozwoju Krakowa. Próba podważenia tego werdyktu dzięki milionów złotych i wątpliwych list podpisów to nie demokracja – to polityczna spekulacja. Najlepszą odpowiedzią na tę grę pieniądza jest świadomy bojkot. Nie dajmy sobie wmówić, iż te 4 miliony to koszt „wolności”. To koszt ambicji grupy osób, które chcą zafundować nam igrzyska za nasze własne pieniądze.

Patryk Trzaska: Polska scena polityczna stała się wyjątkowo agresywna. Jako młody lider, znajdujący się na pierwszej linii frontu wsparcia dla obozu prezydenta, czy odczuwa Pan obawę, iż stanie się ofiarą zmasowanego hejtu ze strony przeciwników referendum?

Victor Janczur: Nie odczuwam obawy, bo celem zorganizowanego hejtu stałem się od pierwszego dnia, w którym głośno wypowiedziałem się przeciwko temu referendum. To zjawisko dotyka zresztą nas wszystkich – młodych ludzi, którzy mają odwagę publicznie poprzeć prezydenta i punktować manipulacje drugiej strony.

To nie jest przypadkowy gniew mieszkańców. Wyraźnie widać, iż te ataki są sterowane – te anonimowe konta mają swojego przywódcę i konkretne finansowanie. To systemowy mechanizm: kilkanaście profili powtarza codziennie identyczny przekaz dnia, bez grama merytoryki, za to z ogromną dawką wulgarności. Trudno nie zadać sobie pytania, czy maczają w tym palce farmy trolli pokroju tych Mateckiego, czy ich lokalni naśladowcy, którzy za pieniądze próbują zatruć debatę o Krakowie. Cel jest jasny: zastraszyć nas i zniechęcić do aktywności. Chodzi o to, by młodzi ludzie bali się zabierać głos, widząc ten poziom agresji. Mam jednak krótki apel do hejterów i ich mocodawców: dajcie sobie spokój. Mnie nie zniechęcicie. Skoro waszą jedyną odpowiedzią na moje argumenty przeciwko referendum jest opłacony ściek w komentarzach, to znaczy, iż to ja mam rację i to wy boicie się prawdy

Patryk Trzaska: Co, jeżeli 24 maja frekwencja okaże się wystarczająca, a wynik będzie niekorzystny dla prezydenta? Czy w Pana ocenie będzie to oznaczało porażkę wartości, w które wierzy SMD, czy jedynie konieczność wyciągnięcia bolesnych wniosków przez całą klasę polityczną w Małopolsce?

Victor Janczur: Przede wszystkim – nie wierzę w sukces tego referendum. Krakowianie to mądrzy i odpowiedzialni obywatele, którzy widzą, iż ta akcja nie wynika z troski o miasto, ale z politycznej manipulacji. Dlatego zamiast teoretyzować o różnych scenariuszach, mam jedno publiczne pytanie do Łukasza Gibały. Skoro od miesięcy angażuje się Pan w tę inicjatywę i mobilizuje duże środki, to czy w przypadku braku osiągnięcia progu frekwencyjnego wyciągnie Pan z tego polityczne wnioski?

Patryk Trzaska

Idź do oryginalnego materiału