
Na początku XX wieku nowoodkryty kontynent Internet skupiał o wiele większą uwagę niż teraz. Wysyp blogerów wszelkiej maści w niektórych wywołał wizję końca dotychczasowych mediów.
Świat wirtualny miał rosnąć kosztem tego realnego.
To zjawisko (aktualnie tradycyjne media mają co najmniej o rząd wielkości mniejszy odbiór niż wirtualne) nie zostało przeoczone przez dyszących żądzą zemsty funkcjonariuszy usuniętego wreszcie z polskiego krajobrazu postkomuszego WSI.
Ktoś w otoczeniu Wileckiego (być może sam herszt?) wpadł na pomysł skupienia w jednym miejscu najbardziej liczących się w blogosferze (tak, tak – nazwa ta już wtedy istniała) ludzi.
To właśnie leżało u podstaw założenia Nowego Ekranu. Po latach widać, niestety, kto w tym projekcie grał pierwsze skrzypce. Obaj Pińscy, niejaki Legionista222 czyli były agent zielonego SB Roman Sklepowicz by wyliczyć tych znanych obecnie.
A także spora liczba pomniejszych użytecznych idiotów w swoim czasie jednak kumulujących wielu zapatrzonych w nich wyznaffcuf (vide: Schoppenka czyli Małgorzata Rutkowska oraz Rebeliantka – Krystyna Górzyńska).
Oczywiście dla istnienia projektu należało wpuścić umiejętnie ludzi szczerze przekonanych o „misji”, jaką portal miał spełniać. I choćby powierzyć im stosowne miejsca w redakcji.
Trzeba przyznać, iż portal miał kilka dobrych akcji. Sam brałem w jednej z nich udział, co zaowocowało może nie przyjaźnią (odległość), ale co najmniej dobrą znajomością trwającą do tej pory.
Jednak poza normalną redakcją istniała jeszcze grupa faktycznie trzymająca władzę, oficjalnie skanalizowana do osoby Ryszarda Opary.
Wspominany we wcześniejszych wpisach Jarek alias Krysia Ruszkiewicz celowo próbuje genezę Nowego Ekranu sprowadzić do własnej ambicji Opary i jego chęci zaistnienia w życiu politycznym III RP.
Wątpię jednak, by była to celowa ściema. Pozujący teraz na poinformowanego o wszystkim blogera Ruszkiewicz w czasach, gdy rednaczem NE był Tomek Parol pałętał się gdzieś w głębokim niebycie.
Dopiero odejście Parola z grupą ludzi piszących pozwoliło mu na „karierę”.
To zresztą było nieuniknione. Wilecki był zawiedziony efektami, a raczej ich brakiem, skończyła się zatem kasa.
Wpływów z reklam na poziomie satysfakcjonującym przyzwyczajoną do wysokich wynagrodzeń redakcję nie było, zatem doszło do rozłamu.
Próbując ratować NE Opara powołał Neon24. Ale ten z racji na mierność piszących musiał uzależnić się od ruskich.
Stąd wzięły się wpisy pochodzące od jawnych kremlowskich agentów wpływu jak NDP czy też wyciągniętej kijem z szamba byłej komuszej dziennikarki nazwiskiem bodaj Wiórkiewicz.
Jak nisko upadł portal widać wyraźnie po… składni. Część tekstów stanowi bowiem tłumaczenie dzięki google’a prorosyjskich artów. I razi po prostu polskiego odbiorcę nie tylko treścią.
Ale upadek medialny polskojęzycznego portaliku wcale nie oznaczał rezygnacji z najważniejszego bodaj kapitału zdobytego przez popłuczyny po WSI.
Tą były dane osobowe blogerów.
Zdobywano je w dwojaki sposób – albo poprzez wręczanie legitymacji dziennikarskich najlepszym, co spotkało również mnie, i to choćby szybciej, niż Rebeliantkę, albo też poprzez zapisy do Rzeczpospolitej Blogerów cy jak się ten twór faktycznie nazywał.
Opara zaklinał się przy tym, iż dane osobowe piszących na NE będą objęte tajemnicą dziennikarską.
Ile warte były te zapewnienia widać od dłuższego czasu.
Ruszkiewicz, ale wcześniej Cezary Dobrowolski (nick Zawisza Niebieski i wiele innych) a także… Kryspin (czyżby kolejny nick Czarka?) czy też La Lunia Anna Słupianek bez przeszkód ujawniali moje dane.
To bowiem miało zastraszać mnie i inne osoby wykazujące ich zaprzaństwo i renegactwo.
Niestety. Nie opracowali sposobu walki z tymi, którzy mają ich literalnie w dupie.
Bo przecież każdy, kto usłyszałby, iż „anonimowy” Ruszkiewicz zna jego adres, powinien PO.rać się ze strachu. 😉
Zjeby z meliny przy ul. Mickiewicza 44 w Warszawie zapomnieli jednak o jednym – otóż dane, jakimi dysponują, pochodzą sprzed 14 lat.
Dlatego ciepłym moczem olewam wpisy dotyczące mojego adresu sprzed z górą dekady.
Niemniej grożenie pobicia mnie bejsbolem wywołuje u mnie obawę - wszak w to, iż Ruszkiewicz jest zdrowo pierdolnięty nikt nie wątpi a zatem można spodziewać się bandyckiej reakcji.
Dlatego składam oficjalne zawiadomienie wraz z wnioskiem o ściganie.
Zostawiłeś ślady, Ruszkiewicz, w postaci adresu IP.
A to pozwoli cię ująć. I posadzić.
Internet wreszcie odetchnie.
30.01 2026












