Uzbrojona rakieta spadła na Lubelszczyźnie. Tusk dziękuje sojusznikom

dzienniknarodowy.pl 2 godzin temu
Zdjęcie: Uzbrojona rakieta spadła na Lubelszczyźnie. Tusk dziękuje sojusznikom


Uzbrojona rakieta naruszyła polską przestrzeń powietrzną i spadła na Lubelszczyźnie. Donald Tusk ocenił, iż z dużym prawdopodobieństwem była rosyjska, po czym podziękował przywódcom państw UE i NATO za solidarność oraz gotowość do pomocy. Dla Polski to kolejny twardy test szczelności obrony własnego nieba.

Rakieta nad terytorium Polski

Premier Donald Tusk poinformował po angielsku, iż pocisk, który w czwartek naruszył polską przestrzeń powietrzną i spadł na Lubelszczyźnie, był uzbrojony. Według szefa rządu z dużym prawdopodobieństwem był to obiekt rosyjski. Tusk podziękował przywódcom państw Unii Europejskiej i NATO za solidarność oraz deklarowaną gotowość do pomocy.

Na obecnym etapie nie wolno zastępować ustaleń śledczych polityczną pewnością. Pochodzenie rakiety musi zostać ostatecznie potwierdzone przez badanie szczątków i analizę jej toru lotu. Równocześnie sam fakt, iż uzbrojony pocisk znalazł się nad Polską, jest wystarczająco poważny. Granica państwa została naruszona, a zagrożenie dotarło na polskie terytorium.

Sojusznicza reakcja w powietrzu

Associated Press podała, powołując się na rzecznika dowództwa wojskowego NATO w Belgii, iż w reakcji na zagrożenie poderwano dwa myśliwce, śmigłowiec uderzeniowy oraz dwa inne statki powietrzne. Uruchomiono też naziemne środki obrony. Rakieta zniknęła z radarów, a załoga śmigłowca odnalazła prawdopodobne miejsce upadku na terenie rolniczym w województwie lubelskim.

Według relacji AP w zdarzeniu nikt nie ucierpiał i nie odnotowano szkód. Agencja przekazała również, iż znalezione fragmenty wskazywały na rosyjski pocisk manewrujący Ch-101, zastrzegając, iż informację tę podała Polska Agencja Prasowa. To ważna przesłanka, ale szczegółowe badanie musi dać odpowiedź ostateczną.

Brak ofiar tym razem przynosi ulgę, ale nie może usypiać czujności władz. Uzbrojony pocisk nie staje się mniej groźny tylko dlatego, iż spadł na pole i nikogo nie zranił. Następnym razem tor lotu może prowadzić nad domami, drogą albo zakładem pracy. Państwo ma planować obronę właśnie na taki wariant.

Solidarność nie zastąpi własnej obrony

Gotowość sojuszników ma realną wartość. Polska leży na wschodniej flance NATO, dlatego szybka wymiana danych, wspólne dyżury lotnicze i sprawne procedury dowodzenia wzmacniają bezpieczeństwo naszych obywateli. Podziękowania premiera są więc zrozumiałe.

Nie mogą jednak zamknąć dyskusji o skuteczności polskiej obrony powietrznej. Polacy mają prawo wiedzieć, kiedy wykryto obiekt, jak długo pozostawał nad naszym terytorium i dlaczego nie został unieszkodliwiony przed upadkiem. Odpowiedzi powinny paść po analizie operacyjnej, bez propagandowej gorączki i bez zamiatania niewygodnych pytań pod dywan.

Rosyjska wojna uderza coraz bliżej

Do zdarzenia doszło podczas kolejnego rosyjskiego ataku rakietowego i dronowego na Ukrainę. Wojna prowadzona przez Moskwę już od dawna wywołuje bezpośrednie ryzyko dla państw granicznych. Polska nie może przyzwyczaić się do alarmów, naruszeń przestrzeni powietrznej i szczątków uzbrojenia spadających po naszej stronie granicy.

Stawką jest życie mieszkańców wschodnich województw oraz wiarygodność państwa. Sojusz jest filarem odstraszania, ale pierwszym obowiązkiem Warszawy pozostaje budowa własnej, warstwowej obrony powietrznej, sprawnego rozpoznania i jasnych procedur reakcji. Solidarność partnerów pomaga. Polskiego nieba musimy jednak strzec przede wszystkim skutecznie.

Źródło: WP Wiadomości

Idź do oryginalnego materiału