USA zmniejszyły liczbę brygad w Europie z pięciu do trzech

dzienniknarodowy.pl 3 godzin temu
Zdjęcie: USA zmniejszyły liczbę brygad w Europie z pięciu do trzech


Pentagon potwierdził pod koniec września 2026 roku, iż liczba amerykańskich brygadowych zespołów bojowych przypisanych do Europy spadła z pięciu do trzech, czyli do poziomu z 2021 roku. Dla Polski oznacza to słabszą ogólną obecność USA na kontynencie, ale równocześnie Waszyngton bada możliwość stałego stacjonowania wojsk nad Wisłą.

Pentagon potwierdził redukcję

Informacja znalazła się w sprawozdaniu o wdrażaniu amerykańskiej Strategii Obrony Narodowej na 2026 rok. Dokument złożono senackiej komisji sił zbrojnych 22 września, a Pentagon opublikował go 28 września. Wynika z niego, iż liczba brygadowych zespołów bojowych przypisanych do Dowództwa Europejskiego USA została zmniejszona z pięciu do trzech. To powrót do stanu z 2021 roku, sprzed pełnoskalowej agresji Rosji na Ukrainę.

Oficjalne sprawozdanie Pentagonu nie wskazuje dwóch konkretnych jednostek ani państw, których dotyczy redukcja. Nie daje też podstaw do prostego wniosku, iż całkowita liczba amerykańskich żołnierzy w Europie spadła o 40 procent. Potwierdza jednak zmianę struktury bojowej. Na kontynencie są dziś trzy, a nie pięć brygadowych zespołów przeznaczonych do działania pod dowództwem USA.

Waszyngton mówi przy tym jasno, iż europejscy członkowie NATO mają przejąć główną odpowiedzialność za konwencjonalną obronę kontynentu. To chłodny komunikat strategiczny. Ameryka przesuwa uwagę i zasoby także ku innym kierunkom, a Europa ma wystawić więcej własnych sił.

Polska baza jest badana, ale decyzji jeszcze nie ma

W tym samym dokumencie pojawia się Polska. Pentagon potwierdza trwające badanie możliwości stałego stacjonowania sił USA w naszym kraju. To istotny krok, bo sprawa przestała być wyłącznie polityczną deklaracją Warszawy. Nie jest to jednak zgoda na budowę bazy, wybór lokalizacji ani decyzja o liczbie żołnierzy.

Dla polskiego bezpieczeństwa różnica między rotacją a stałym stacjonowaniem jest zasadnicza. Rotację można odwołać decyzją administracyjną. Stała jednostka wymaga infrastruktury, zaplecza logistycznego i długoterminowego planowania. Dlatego rozmowy o stałej bazie USA w Polsce trzeba prowadzić twardo i bez propagandowego zadęcia. Liczy się zdolność bojowa, a nie sama nazwa instalacji.

Polska ma w tych negocjacjach mocne argumenty: położenie na wschodniej flance, rozbudowywane poligony, zakupy amerykańskiego uzbrojenia i własny wysiłek obronny. Ma też prawo oczekiwać konkretów. Potrzebne są informacje o rodzaju jednostki, gotowości, magazynach sprzętu, obronie powietrznej oraz podziale kosztów.

Sojusz wzmacnia Polskę, ale jej nie zastąpi

Redukcja amerykańskich brygad nie oznacza rozpadu NATO. Jest jednak ostrzeżeniem przed wygodnym przekonaniem, iż bezpieczeństwo Europy zawsze zapewni ktoś zza oceanu. Polska potrzebuje trwałej obecności wojsk USA, bo zwiększa ona cenę ewentualnej rosyjskiej agresji i wiąże obronę naszego terytorium z potęgą Stanów Zjednoczonych. Jednocześnie państwo polskie musi mieć własną siłę zdolną utrzymać front i przyjąć sojusznicze wsparcie.

Właśnie dlatego znaczenie mają zarówno dwustronne rozmowy z Waszyngtonem, jak i udział Polski w wąskich konsultacjach obronnych państw NATO. Żaden format dyplomatyczny nie zastąpi amunicji, sprawnej mobilizacji, obrony przeciwlotniczej i krajowego przemysłu zbrojeniowego. Sojusze działają najlepiej wtedy, gdy wzmacniają państwo gotowe bronić się samo.

Stawka dla Polaków jest prosta: czy przesunięcie amerykańskich priorytetów zostawi lukę na wschodniej flance, czy Polska wykorzysta je do wynegocjowania trwalszej obecności USA i szybszej rozbudowy własnej armii. Redukcji z pięciu brygad do trzech nie wolno ani bagatelizować, ani przedstawiać jako przesądzonego odwrotu Amerykanów. Narodowy interes wymaga konkretnej bazy, konkretnych zdolności i własnej siły, nie uspokajających haseł.

Źródło: OKO.press, Departament Obrony Stanów Zjednoczonych.

Źródło: OKO.press

Idź do oryginalnego materiału