Administracja Donalda Trumpa w ciągu 10 dni wysłała ponad 100 osób objętych deportacją trzema lotami do ośmiu państw afrykańskich, choć żadna z nich nie pochodziła z kraju docelowego. Waszyngton rozszerza w ten sposób deportacje do państw trzecich. To skuteczny nacisk na nielegalną migrację, ale także test granic prawa i odpowiedzialności państwa.
Ponad 100 osób i osiem państw docelowych
Z dokumentów amerykańskiej administracji, do których dotarła stacja CBS News, wynika, iż trzy samoloty amerykańskiej Służby Imigracyjnej i Celnej (ICE) przewiozły deportowanych do Burundi, Kamerunu, Republiki Środkowoafrykańskiej, Gwinei Równikowej, Eswatini, Liberii, Rwandy i Sierra Leone. Operacja została przeprowadzona w ciągu 10 dni pod koniec sierpnia 2026 roku.
Na pokładach znaleźli się między innymi obywatele Afganistanu, Kuby, Nikaragui, Iranu, Nepalu, Turcji i Wenezueli. Według ustaleń CBS News żadna z ponad 100 osób nie była obywatelem państwa, do którego ją wysłano. Część deportowanych miała wyroki za poważne przestępstwa, ale wielu nie miało historii kryminalnej poza naruszeniem przepisów imigracyjnych. Tego rozróżnienia nie wolno zacierać.
Administracja Donalda Trumpa nie ukrywa celu. Granica ma odzyskać znaczenie, a prawomocna decyzja o wydaleniu nie może być pustym dokumentem. To zasadniczo słuszny kierunek. Zachód przez lata przyzwyczajał się do sytuacji, w której nielegalny wjazd był faktem dokonanym, a deportacja przeciągała się albo pozostawała na papierze.
Jak działa deportacja do państwa trzeciego
Mechanizm dotyczy przypadków, w których powrót do kraju pochodzenia jest niemożliwy, niewskazany albo blokowany przez ochronę prawną. Wtedy Stany Zjednoczone szukają innego państwa gotowego przyjąć daną osobę. CBS News podaje, iż ponad 30 państw zgodziło się już na takie rozwiązania. Szczegóły porozumień pozostają jednak w znacznej mierze niejawne.
Departament Bezpieczeństwa Krajowego przekazał stacji, iż osoba odmawiająca powrotu do ojczyzny z powodu roszczenia zgłoszonego przed sądem może zostać skierowana do bezpiecznego państwa trzeciego. Administracja oferuje też dobrowolny powrót do kraju pochodzenia, opłacony przelot i 3 tys. dolarów. To pokazuje połączenie presji z zachętą finansową.
Spór prawny nie został jednak zamknięty. Sąd Najwyższy USA w czerwcu 2025 roku wstrzymał wykonanie nakazu sądu niższej instancji, który wymagał wcześniejszego pisemnego zawiadomienia o kraju docelowym i możliwości zgłoszenia obawy przed torturami. Była to decyzja procesowa dotycząca zabezpieczenia, a nie ostateczne rozstrzygnięcie wszystkich zarzutów wobec tej praktyki.
Twardość państwa ma granice
Prawo do kontrolowania granic wynika z suwerenności. Państwo, które nie potrafi ustalić, kto wjeżdża na jego terytorium i kto ma prawo na nim pozostać, rezygnuje z podstawowego obowiązku wobec własnych obywateli. W tej części polityka Waszyngtonu jest otrzeźwieniem dla liberalnych elit, które przez lata myliły humanitaryzm z bezsilnością.
Nie daje to jednak władzy prawa do dowolności. Deportowanie człowieka do odległego państwa, z którym nic go nie łączy, rodzi obowiązek sprawdzenia warunków bezpieczeństwa, statusu prawnego po przyjęciu i ryzyka dalszego wydalenia. Szczególne wątpliwości budzi Republika Środkowoafrykańska, przed podróżami do której sam Departament Stanu ostrzega z powodu przemocy i niestabilności.
CBS News opisała przypadek 24-letniego Afgańczyka, któremu w sierpniu 2025 roku amerykański sąd imigracyjny przyznał ochronę przed odesłaniem do Afganistanu z powodu grożących mu prześladowań. Mężczyzna został następnie deportowany do Republiki Środkowoafrykańskiej. Ochrona nie zakazywała prawnie skierowania go do państwa trzeciego, ale jego sprawa pokazuje, iż formalna możliwość nie kończy pytania o odpowiedzialność.
Lekcja dla Polski
Polska potrzebuje skutecznego systemu powrotów. Dane o rosnącej liczbie deportacji z Polski pokazują, iż decyzje administracyjne mogą być wykonywane częściej, jeżeli państwo traktuje je poważnie. Warunkiem są umowy readmisyjne, sprawna Straż Graniczna, szybkie postępowania i jasne reguły kontroli sądowej.
Amerykańska praktyka jest zarazem ostrzeżeniem. Polityka administracji Donalda Trumpa opiera się na twardej obronie interesu państwowego, ale nie każdy instrument użyty przez Waszyngton nadaje się do bezkrytycznego kopiowania. Polska powinna bronić granic we własnym interesie, a przy tym zachować kontrolę nad całym łańcuchem deportacji.
Sama stanowczość nie zwalnia państwa z odpowiedzialności za miejsce, do którego wysyła człowieka. Z kolei procedura, której nikt nie egzekwuje, jest papierem bez znaczenia. Polska potrzebuje sprawnego państwa: pilnującego granicy, wykonującego decyzje i szanującego prawo.
Źródło: CBS News, Bankier.pl
Źródło: Bankier.pl











