Wejście w życie systemu ETS2 zostało przesunięte z 2027 na 2028 rok. Zdaniem Bogdana Rzońcy, posła do Parlamentu Europejskiego z PiS i EKR, powinno to zostać całkowicie zablokowane. – Nasza grupa będzie o to zabiegać, ponieważ ETS2 bardzo podwyższa ceny energii we wszystkich krajach Unii Europejskiej – ocenia. Dodaje, iż należy blokować wszystkie pomysły podatkowe KE, które podniosą koszty życia. Jego zdaniem lepszym rozwiązaniem w kontekście zachowania unijnej konkurencyjności jest szukanie oszczędności.
W ramach rewizji dyrektywy ETS w 2023 roku utworzono nowy system handlu emisjami ETS2. Jest on odrębny od istniejącego unijnego systemu i obejmie emisje CO2 powstające w wyniku spalania paliw w budynkach i transporcie drogowym. Obowiązek monitorowania i raportowania emisji będą mieli dostawcy paliw, a nie konsumenci końcowi tacy jak gospodarstwa domowe czy użytkownicy samochodów. Podmioty te będą podlegać regulacjom w ramach ETS2, a więc będą zobowiązane do przekazywania wystarczającej liczby uprawnień do emisji, aby pokryć generowane przez siebie emisje. Będą nabywać je na aukcjach.
– Decyzja Parlamentu Europejskiego polegająca na przesunięciu ETS2 jest dobra. Mamy dwa lata na to, żeby w ogóle go zablokować. Nasza grupa Europejskich Konserwatystów i Reformatorów będzie o to zabiegać, ponieważ ETS2 bardzo podwyższa ceny energii we wszystkich krajach Unii Europejskiej. To jest złe rozwiązanie – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Bogdan Rzońca. – W tej chwili bardzo mocno też krytykujemy odebranie państwom członkowskim pieniędzy, które mają ze sprzedaży uprawnień do emisji dwutlenku węgla w ETS1.
W zaproponowanym przez Komisję Europejską projekcie nowego wieloletniego budżetu na lata 2028–2034 wśród nowych zasobów własnych UE znalazły się właśnie dochody z unijnego systemu handlu uprawnieniami do emisji. Teraz 100 proc. pieniędzy uzyskanych z istniejącego ETS1 trafia do państw członkowskich, a według nowej propozycji 30 proc. ma być przekazywane do budżetu Unii. KE oczekuje, iż będzie to generować średnio około 9,6 mld euro rocznie.
– Widzimy, iż budżet Unii Europejskiej trzeszczy w szwach. Parlament pokazuje Komisji Europejskiej lepszą drogę niż tę, którą ona obrała, wprowadzając obciążenia związane z Zielonym Ładem i drogą energią. Mam nadzieję, iż Parlament będzie konsekwentny, iż zablokujemy przywrócenie ETS2 i wprowadzenie nowych podatków – podkreśla europoseł.
W kolejnych wieloletnich ramach finansowych przewidziano również wpływy do budżetu z mechanizmu dostosowywania cen na granicach z uwzględnieniem emisji CO2, czyli CBAM. Jego celem jest uwzględnienie w cenach produktów wwożonych na teren Unii Europejskiej również kosztów emisji dwutlenku węgla generowanej podczas ich produkcji w krajach spoza UE.
– CBAM jest bardzo skomplikowanym podatkiem. jeżeli ktoś w Unii Europejskiej wierzy, iż gdy nałożymy podatek na towary, które przypływają z Chin czy Stanów Zjednoczonych, bo tam jest ślad węglowy, to trzeba się liczyć z tym, iż te kraje też wprowadzą jakiś nowy podatek albo podwyższą ten dla unijnych towarów. Raczej szedłbym w kierunku szukania porozumienia i zgody między Unią Europejską a Stanami Zjednoczonymi. Tu jest największe pole konfliktu – uważa Bogdan Rzońca. – Mamy wiele organizacji międzynarodowych, które mogłyby pomóc, chociażby Światowa Organizacja Handlu. Tam trzeba wynegocjować dobre rozwiązania dla dwóch stron. Nigdy nie będą one idealne, ale to jest zawsze lepsze niż działania jeden przeciwko drugiemu.
W Parlamencie Europejskim realizowane są dyskusje na temat wprowadzania innych podatków, które miałyby wzmocnić unijny budżet. Jedną z propozycji jest wprowadzenie zharmonizowanego podejścia UE do sektora gier hazardowych online, w tym możliwości nałożenia podatku. Według analiz PE takie rozwiązanie umożliwiłoby Unii Europejskiej pozyskiwanie do 4 mld euro rocznie.
– Takie podatki jak ten od hazardu albo od dużych firm, które wykorzystują teren Unii Europejskiej do generowania dochodów, mogą być wprowadzone, jeżeli to tylko będzie dobrze przygotowane. Chętnie takie rozwiązania poprzemy, bo jeżeli ktoś korzysta z rynku UE, to powinien płacić z tego tytułu podatki – podkreśla europoseł PiS. – Natomiast trzeba blokować wszystkie kwestie podatkowe, które będą się wiązały z podwyższeniem kosztów życia. Mam na myśli na przykład podatek od elektrośmieci. Każdy, kto będzie utylizował lodówkę czy pralkę, będzie płacił od kilograma utylizowanego urządzenia około 2 euro. Jest pomysł na podatek od tytoniu, zobaczymy, co się z tym stanie, ale branża tytoniowa już protestuje.
Według obliczeń Komisji Europejskiej zasoby własne oparte na niezebranych e-odpadach mogą zasilić budżet unijny średnio o około 15 mld euro rocznie. jeżeli chodzi o podatek akcyzowy od wyrobów tytoniowych, mowa o 15 proc. dochodów opartych na minimalnej specyficznej dla danego państwa członkowskiego stawce dla wyrobów tytoniowych oraz ich substytucjach. Oczekuje się, iż będą przynosić średnio około 11,2 mld euro rocznie.
– Unia Europejska ma możliwości przygotowania takich rozwiązań, które będą poprawiały sytuację budżetową. Musi to być jednak dobrze przedyskutowane w gronie 27 państw – mówi Bogdan Rzońca. – Unia jest ważnym podmiotem gospodarczym na świecie. Musi konkurować z Chinami i Stanami Zjednoczonymi, musi więc mieć większy budżet, a można go osiągnąć na przykład przez cięcie wydatków, które są nieefektywne ekonomicznie. Jako konserwatysta skupiłbym się na tym, żeby popatrzeć na oszczędności. jeżeli Unia Europejska będzie oszczędniejsza i przeznaczy pieniądze w budżecie na rozwój, sztuczną inteligencję, konkurencyjność gospodarki, jeżeli obniży ceny energii, to firmy nie będą z niej uciekać.
Jak podkreśla, dotychczasowa polityka sprawia, iż w UE zamykają się kolejne zakłady przemysłowe. W lutym br. Parlament Europejski dał zielone światło na wypłatę 7,5 mln euro z Europejskiego Funduszu Dostosowania do Globalizacji dla Zwalnianych Pracowników na pomoc dla blisko 3,5 tys. osób, które straciły pracę po zamknięciu zakładu Audi w Brukseli. Kolejne 1,6 mln euro ma zostać wypłacone pracownikom zwolnionym po zamknięciu zakładu Tupperware w Belgii.
– Kolejka do pieniędzy z Funduszu Globalizacji jest coraz większa. To pokazuje, jak wielki problem mają przedsiębiorcy w Unii Europejskiej. Dlatego uciekają do Stanów Zjednoczonych, Chin albo innych rajów podatkowych poza Unią. My mamy mniej miejsc pracy, wpływów budżetowych i niekonkurencyjną gospodarkę. Tu widziałbym duże pole do działania poprzez cięcia nieefektywnych wydatków – uważa poseł do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości.

9 godzin temu











