Umów należy dotrzymywać. PiS i system ETS

16 godzin temu

Za nami tydzień, w którym krótki i mało czytelny dla większości Polaków skrót ETS był odmieniany przez wszystkie przypadki. Najpierw okazało się, iż Prawo i Sprawiedliwość chce zbudować całą kampanię przeciwko „OZE-sroze”, czyli odnawialnym źródłom energii, a co za tym idzie, także przeciwko ETS. Pisowcy jak zawsze liczą na to, iż ich wyborcy wykażą się dramatycznie złą pamięcią i nie przypomną sobie, iż jeszcze kilka lat temu Mateusz Morawiecki wychwalał program, a o próby wyjścia z niego oskarżał ziobrystów.

Dziś Morawiecki – posłuszny wobec partyjnego przekazu – krzyczy, iż „system ETS to gospodarcze samobójstwo Europy”. W tym samym czasie Donald Tusk jedzie do Brukseli nie po to, by wysadzać system w powietrze, ale by go korygować: naciska na ograniczenie spekulacji na rynku uprawnień, utrzymanie mechanizmów osłonowych dla przemysłu i złagodzenie wpływu ETS na ceny energii.

Mam świadomość, iż to wszystko brzmi jak czarna magia i trudno się w tym połapać. W codziennej gonitwie media rzadko zadają sobie trud, żeby wytłumaczyć zawiłości europejskiej polityki klimatycznej, co, prawdę mówiąc, pogłębia problem. Bo rzeczy niewyjaśnione zaczynają nas irytować, później niepokoić, aż w końcu budzą zwyczajną wrogość.

Idź do oryginalnego materiału