Ukrainiec Vasyl Ilnytskyi ze zdradziecko nadanym przez urzędników POPiS polskim obywatelstwem, został zatrzymany w ubiegły piątek przez polskie służby. Turaniec miał służyć w Wojsku Polskim i uczestniczyć w kursie oficerskim w Wojskowej Akademii Medycznej. Przy zatrzymanym miały zostać znalezione telefony komórkowe, dokumenty, pieczątki oraz znaczne ilości gotówki i złota. Okoliczności zatrzymania, a także charakter podejrzeń wobec mężczyzny wskazują, iż był szpiegiem moskiewskiego lub kijowskiego reżimu.
Ukraiński szpieg został pochwycony na polskiej uczelni. 31-letni uczestnik kursu w Wojskowej Akademii Medycznej w Łodzi, został zatrzymany przez Żandarmerię Wojskową pod zarzutem szpiegostwa na rzecz obcego wywiadu. Jak poinformowała ŻW, mężczyzna ma stopień starszego szeregowego rezerwy. 19 października Wojskowy Sąd Garnizonowy w Warszawie zdecydował o zastosowaniu wobec niego tymczasowego aresztowania na trzy miesiące.
Wiceszef Ministerstwa Obrony Narodowej Cezary Tomczyk potwierdził, iż ukraiński szpieg miał rozpoznawać instalacje Wojska Polskiego. Według informacji podanych przez Interię, sprawa dotyczy między innymi art. 130 § 3 Kodeksu karnego, odnoszącego się do określonych form działalności na rzecz obcego wywiadu. Za czyny objęte tym przepisem grozi kara od sześciu miesięcy do ośmiu lat pozbawienia wolności. Ponadto z ustaleń „Rzeczpospolitej” wynika, iż sprawę wcześniej rozpracowywała Służba Kontrwywiadu Wojskowego. To właśnie działania kontrwywiadu miały doprowadzić do zatrzymania mężczyzny przez ŻW.
Sprawa rodzi fundamentalne pytania o bezpieczeństwo państwa i skuteczność procedur weryfikacyjnych. Jak to możliwe, iż osoba posiadająca podwójne obywatelstwo mogła uczestniczyć w szkoleniu przygotowującym do pełnienia funkcji oficerskich w strukturach wojskowych, a następnie znaleźć się w centrum postępowania dotyczącego podejrzenia szpiegostwa?
W tym kontekście należy również wyjaśnić okoliczności przyznania mu polskiego obywatelstwa. Według informacji przedstawionych w materiałach dotyczących sprawy, miało ono zostać nadane w 2020 roku przez ówczesnego wojewodę wielkopolskiego Łukasza Mikołajczyka z PiS. Zasadne jest sprawdzenie, czy procedura przebiegła prawidłowo i czy urzędy dysponowały wówczas informacjami, które powinny wzbudzić dodatkowe wątpliwości.
Odpowiedzi wymaga także szersza kwestia kontroli osób dopuszczanych do służby wojskowej i dostępu do informacji niejawnych. Weryfikacja nie może kończyć się na formalnym sprawdzeniu dokumentów. Powinna uwzględniać wymagania bezpieczeństwa adekwatne dla konkretnego stanowiska, a w razie pojawienia się sygnałów ostrzegawczych umożliwiać odpowiednim służbom szybką reakcję. Nie może być tak, iż ukraiński szpieg, czy też dowolna inna osoba pracująca dla zagranicznych wywiadów, może penetrować polskie instytucje tylko dlatego, iż udało mu się uzyskać nasze obywatelstwo.
To dlatego oceny wymagają również działania instytucji państwowych w okresie rządów Mateusza Morawieckiego, prezydentury Andrzeja Dudy oraz pracy ministrów Mariusza Kamińskiego i Mariusza Błaszczaka. o ile kontrola wykaże zaniedbania, opinia publiczna powinna poznać ich zakres i osoby za nie odpowiedzialne. Te z kolei powinny ponieść odpowiedzialność karną.
Warto również zweryfikować informacje dotyczące aktywności Ilnytskyiego w Poznaniu. Z informacji, które można znaleźć w Sieci wynika, jego związków ze człowiek ten działał w internetowej grupie poświęconej legalizacji pobytu cudzoziemców. Wskazywane są także jego podróże zagraniczne i aktywność w mediach społecznościowych. Żaden z tych faktów, rozpatrywany osobno, nie stanowi dowodu szpiegostwa. Mogą one jednak zostać sprawdzone przez uprawnione organy, jeżeli mają związek z prowadzonym postępowaniem.
Polska od lat mierzy się z aktywnością obcych służb, które mogą próbować pozyskiwać informacje zarówno poprzez bezpośrednią infiltrację instytucji, jak i wykorzystywanie podatności w procedurach kadrowych. Zagrożenie nie dotyczy wyłącznie Rosji, ale też innych państw. W zainteresowaniu obcych wywiadów mogą znajdować się osoby różnych narodowości, dlatego kryterium bezpieczeństwa powinno być rzeczywiste ryzyko, a nie narodowość sama w sobie. Nie powinno się też zbyt pochopnie ujawniać tajemnice państwowe naturalizowanym pseudopolakom z naszym obywatelstwem, które niestety nie jest trudne do zdobycia.
Sprawa zatrzymanego 31-latka powinna stać się impulsem do rzetelnego audytu procedur bezpieczeństwa i nadawania obywatelstwa. Najważniejsze jest ustalenie jakie informacje ukraiński szpieg mógł udostępnić wrogiemu państwu. Podobnej kontroli jak w wojsku wymagają zasady zatrudniania cudzoziemców w administracji publicznej oraz zabezpieczania danych obywateli.
Informacje przechowywane w urzędach mogą być bowiem cennym zasobem dla mafii, lóż i obcych służb. Państwo powinno więc kontrolować uprawnienia dostępu, rejestrować operacje na danych, sprawdzać incydenty i gwałtownie reagować na nieprawidłowości. o ile doszło do wycieku wrażliwych informacji, trzeba ustalić jego skalę, źródło i odbiorców.
NASZ KOMENTARZ: Polskie obywatelstwo nie może mieć wartości „paszportu Polsatu” ani być automatyczną gwarancją zaufania. Musi istnieć skuteczny mechanizm sprawdzania osób ubiegających się o dostęp do strategicznych instytucji. Bezpieczeństwo państwa wymaga czegoś więcej niż zapewnień polityków: wymaga skutecznych procedur, kontroli ich przestrzegania i realnej odpowiedzialności za udowodnione błędy.
Polecamy również: Żydonaziści pobili dziennikarkę z USA

1 godzina temu










