Kiedy słucha się, jak politycy KO i PiS skaczą sobie do oczu przy każdej okazji, kiedy obrzucają się wyzwiskami zarzucając sobie nawzajem działanie na rzecz Rosji (sic!) i zdradę – można by odnieść wrażenie, iż nic tych obozów nie łączy a wszystko dzieli.
Nic bardziej mylnego, kiedy bowiem tylko na agendzie staje sprawa Ukrainy – skaczący sobie do oczu politycy obu formacji mówią dokładnie to samo. A mianowicie – Ukraina walczy za naszą wolność, trzeba jej pomagać we wszystkim do kiedy będzie potrzeba, rosyjski „imperializm” jest zagrożeniem dla „wolnego świata”, Putin to zbrodniarz. Kropka. Nie ma odstępstw od tej obowiązującej linii, nie ma miejsca na niuansowanie i analizy. Po co? Prawda już została zadekretowana.
Mamy do czynienia z sojuszem dwóch szkół myślenia – tej spod znaku Georga Sorosa, która uczyniła ze skorumpowanej i banderowskiej Ukrainy „Imperium Dobra”, a z Rosji „Imperium Zła”, i tej spod znaku polskiej rusofobii, polskiego mesjanizmu i megalomanii. To sprawia, iż w jednym obozie „sług Ukrainy” znajdują się: Donald Tusk i Jarosław Kaczyński, Radosław Sikorski i Mateusz Morawiecki, Paweł Kowal i Patryk Jaki. Wszyscy oni żyją w bańce ukraińskiej propagandy i sprawiają wrażenie, iż w te zaklęcia święcie wierzą. Anna Applebaum uznała niedawno, że: „Rosja zaprzecza, iż Ukraina jest prawdziwym narodem, buduje obozy koncentracyjne na ukraińskim terytorium, zakazuje języka ukraińskiego i systematycznie aresztuje merów, nauczycieli, dziennikarzy oraz księży, atakuje również Europę zbudowaną po 1945 roku (…) Wypowiadając imperialistyczną wojnę podboju, Rosja dąży do podważenia powojennego porządku europejskiego, porządku postimperialnego”. W tej „wnikliwej analizie” nie ma miejsca na refleksję nad tym, iż na Ukrainie tłumi się wolność słowa, aresztuje i prześladuje duchownych Cerkwi Prawosławnej, organizuje łapanki uliczne na rekrutów, defrauduje się miliony dolarów pomocy zachodniej i to przez ludzi z samego bezpośredniego otoczenia Wołodymyra Zełenskiego (a może i przez niego samego), którego u nas uznano za „uosobienie europejskich wartości”. jeżeli już, to wojna na Ukrainie jest walką dwóch „ruskich mirów”, ale na pewno nie starciem „tyranii” i „wolności”.
Problem takich ludzi, jak Anna Applebaum i reszta polega na tym, iż ich propagandowe zaklęcia nie robią już na ludziach większego wrażenia. Wręcz przeciwnie. Wystarczy poczytać komentarze pod jej wpisami na „X”: „Jest pani kłamczuchą, próba wepchnięcia NATO aż do granicy Rosji to był akt wojny, to Ukraina odmówiła Ukraińcom mówienia po rosyjsku. To twój marionetkowy dyktator wysadza 800-letnie chrześcijańskie kościoły”. I jeszcze taki wpis: „To brzmi bardzo jak projekcja. Czy to nie Ukraina zakazuje języka rosyjskiego, aresztuje merów, nauczycieli, dziennikarzy i księży? Ukraina jest skorumpowanym zachodnim proxy i teraz płaci za to cenę”. Amen.
Jan Engelgard
Fot. Kancelaria Prezydenta RP
Myśl Polska, nr 21-22 (24-31.05.2026)













