Od lat mówimy, iż wspieranie finansowe Ukraińców to strata pieniędzy i twarzy, gdyż oprócz tego, iż kolejne miliony złotych wyrzucane są w błoto, to otrzymujemy w zamian wyłącznie pogardę. Historia Hanny Zajcewej, 19-letniej ukraińskiej judoczki, to kolejny przykład sytuacji, która choćby najbardziej twardogłowych ukrofili powinna skłonić do poważnej refleksji nad sposobem wydawania publicznych pieniędzy na rozwój zagranicznych sportowców.
Ukrainka wykorzystała Polskę jak dojną krowę. Warszawa przez wiele lat inwestowała w karierę Zajcewej, zapewniając jej stypendium, darmowe szkolenie i opiekę medyczną. Podejmowano również starania, aby umożliwić jej uzyskanie polskiego obywatelstwa i reprezentowanie naszego kraju na igrzyskach olimpijskich. Kiedy jednak pojawiła się możliwość występowania pod flagą kraju trzeciego świata (Azerbejdżanu), zawodniczka zmieniła reprezentację, choćby nie informując o tym polskiego związku. Najwyraźniej dojenie naszego budżetu już przestało się jej opłacać.
Zajcewa przyjechała do Polski z rodziną w 2022 roku po opuszczeniu okolic Doniecka. W naszym kraju rozwijała sportowe umiejętności i zaczęła odnosić sukcesy na międzynarodowych matach. Zdobyła między innymi wicemistrzostwo świata juniorów oraz medale Pucharów Europy. Z czasem zaczęto postrzegać ją jako jedną z nadziei polskiego judo na olimpijski medal. Jej przyszłość wiązano z reprezentowaniem biało-czerwonych kolorów podczas igrzysk w 2028 roku.
Nie była to więc sytuacja, w której młoda zawodniczka jedynie okazjonalnie korzystała z możliwości treningowych w Polsce. Według informacji przedstawionych przez Polski Związek Judo państwo polskie, a osobliwie Ministerstwo Sportu i Turystyki oraz Związek angażowały środki finansowe i zasoby organizacyjne w jej rozwój. Działacze podejmowali ponadto starania związane z uzyskaniem przez nią obywatelstwa, a także przygotowywali dokumentację niezbędną do udziału w igrzyskach olimpijskich.
Wydawało się, iż wszystko zmierza w jednym kierunku: Polska inwestuje w utalentowaną sportsmenkę, a ona w przyszłości będzie reprezentować nasz kraj i walczyć o medale dla biało-czerwonych. Tym bardziej zaskakujący okazał się finał tej historii.
Jeszcze we wrześniu br. Ukrainka występowała w polskich barwach na mistrzostwach Europy juniorów, gdzie zajęła piąte miejsce. Tymczasem w październiku pojawiła się na mistrzostwach świata jako… reprezentantka Azerbejdżanu. Jak wynika z oświadczenia Polskiego Związku Judo, pierwsze informacje o zmianie federacji dotarły do związku 29 września. Później transfer został potwierdzony przez Międzynarodową Federację Judo. Wcześniej zawodniczka nie poinformowała polskich działaczy o swojej decyzji ani nie podjęła z nimi rozmów. Po prostu wypięła się na naiwnych Polaków.
Kontrast z jej wcześniejszymi deklaracjami jest uderzający. Na początku kwietnia miała publicznie mówić, iż w Polsce znalazła spokój, dobrze się tutaj czuje i właśnie z naszym krajem chce związać całe swoje życie oraz karierę sportową. Podkreślała również, iż marzy o reprezentowaniu Polski na igrzyskach olimpijskich i zdobyciu medalu dla biało-czerwonych.
Po zmianie federacji przekaz zawodniczki był już znacznie bardziej lakoniczny. W mediach społecznościowych napisała: „Nowe miasto, nowy rozdział, te same cele”. Trudno o bardziej wymowny kontrast między wcześniejszymi deklaracjami a późniejszym sposobem poinformowania o zmianie reprezentacji.
Oczywiście każdy sportowiec ma prawo decydować o własnej przyszłości. Prawo do zmiany reprezentacji nie oznacza jednak, iż sposób przeprowadzenia takiej zmiany jest pozbawiony znaczenia moralnego. Istnieje zasadnicza różnica pomiędzy tym co zrobiła Ukrainka, a uczciwym poinformowaniem polskich sponsorów o zmianie planów. W praktyce postawiła swoich trenerów, PZJ oraz ministerstwo przed faktem dokonanym po latach korzystania z ich całkowicie darmowego wsparcia.
Właśnie tutaj pojawia się problem, który wykracza poza sam sport. Niestety, w 2026 roku Polska przez cały czas jest dla ukraińskich pseudouchodźców niewyczerpanym źródłem pieniędzy, świadczeń i możliwości, z których można korzystać bez żadnej odpowiedzialności za własne słowo, a choćby bez elementarnego poczucia wdzięczności.
Jeżeli kraj zapewnia zawodniczce warunki rozwoju, angażuje pieniądze podatników, wspiera ją organizacyjnie i podejmuje starania o umożliwienie jej startów olimpijskich, a ona następnie bez wcześniejszej rozmowy przenosi się do innej reprezentacji, trudno uznać to za przykład uczciwego ,cywilizowanego podejścia do swoich dobrodziejów. Z perspektywy polskich kibiców i podatników wygląda to tak, jakby Polska miała ponosić koszty przygotowania sportowego, podczas gdy owoce tej inwestycji może ostatecznie zebrać sobie inne państwo.
Nie wiadomo, jakie dokładnie motywy stały za decyzją Zajcewej ani jakie warunki zaproponował jej Azerbejdżan. Należy jednak wątpić, aby tam miała lepsze albo choćby takie same warunki rozwoju kariery jak w Polsce.
Wprawdzie cieszymy się, iż ta Ukrainka jako kolejny pseudouchodźca wyjechała z Polski, jednak ubolewamy nad faktem, żę wcześniej maksymalnie wydoiła nasz kraj. Ta historia powinna być lekcją dla wszystkich polskich instytucji. Pomoc udzielana sportowcom z turańskich krajów, w których coś takiego jak wdzięczność za okazaną pomoc to pojęcie czysto abstrakcyjne, nie powinna opierać się wyłącznie na nadziei, iż dobre intencje i wielkie obietnice wystarczą. Potrzebne są jasne zasady, przejrzystość finansowania i realistyczna ocena tego, jakie korzyści Polska może osiągnąć dzięki ponoszonym wydatkom.
Prawdziwa solidarność nigdy nie powinna oznaczać naiwności i dawania się orżnąć na kasę. Polska absolutnie nie powinna godzić się na rolę zaplecza treningowego i finansowego dla tego typu ukraińskich (i nie tylko) niewdzęczników.
Polecamy również: Ukraina bankrutuje. Zełenski żąda kolejnych miliardów euro

4 godzin temu









![Szukają 22-latka w rejonie kamieniołomu w Strzegomiu. W akcję zaangażowano strażaków i policję [FOTO]](https://swidnica24.pl/wp-content/uploads/2026/10/Strzegom-poszukiwania-22-latka-2026.10.18-mix.jpg)




